""

2/13/2018

Włochy praktycznie: kupujemy lody

Włochy praktycznie: kupujemy lody

Ile kosztuje gałka lodów we Włoszech? Dlaczego kulka lodów kulce nierówna? Czy to prawda, że lody we Włoszech są tak dobre, jak o nich mówią?  Dlaczego warto mieć ze sobą lek przeciwalergiczny nawet jeżeli NIE zamierzacie kupować lodów orzechowych dzieciom  uczulonym na orzechy... Odpowiedzi na te i inne pytania w dzisiejszym wpisie.

Lody we Włoszech


To oczywiste, że dzieci i nie tylko dzieci, przepadają za lodami. Powiedziałabym, że większość dzieci można nazwać ,,lodożercami," dlatego we Włoszech, gdzie lodziarnie są niemal za każdym rogiem, bardzo trudno będzie wam wyznaczyć limit w budżecie na wydatki na lody. Szczególnie gdy żar leje się z nieba i każdy szuka odrobiny ochłody. 

Nawet ja, czyli osoba, która nie lubi lodów i skusi się tylko na smaki wyszukane, lub dziwne, we Włoszech miałam wiele okazji do degustacji lodów, których w Polsce po prostu nie ma. I powiem wam, znowu podkreślam, że jako osoba, która nie przepada za tym deserem, że niemal wszędzie, gdzie próbowałam włoskich gelati ich smak był znakomity. Fakt, naszym zdaniem 80% serwowanych lodów było stanowczo za słodkich, aczkolwiek i na to znaleźliśmy sposób!

Sekret włoskich lodów leży w sposobie w jaki są przyrządzane. Te najlepsze, serwowane w rodzinnych lodziarniach przygotowywane są na miejscu w lodziarni według pilnie strzeżonych, a bywa, że i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, receptur. Gdziekolwiek kupowaliśmy lody, smakowały po prostu rewelacyjnie.

Ciekawostka: Jeżeli wydaje wam się, że we Włoszech będziecie mogli również kupić znane w Polsce lody włoskie, czyli lody świderki w waflu, to się mylicie. Nazwa, ,,lody włoskie”, która przyjęła się w Polsce, utrwaliła się w naszym języku, bo lody te kręcono z automatów pochodzących z Włoch. (źródło wikipedia)

Jak kupować lody we Włoszech? Smakowy zawrót głowy

Gdy  po raz pierwszy staniecie z dziećmi przed ladą z lodami przygotujcie się na dłuższą chwilę oczekiwania, bo od ilości smaków nawet dorosły może dostać rozstroju decyzyjnego, nie mówiąc o dziecku. Na szczęście każdy smak ma zazwyczaj nazwę angielską, pod nazwą włoską, więc nie będziecie kupować w ciemno. 


Smaki lodów we Włoszech można podzielić na trzy grupy: tradycyjne, następną grupę stanowią lody owocowe, a ostatnią grupą są lody, do których pasuje nazwa fantazyjne.
Lody tradycyjne ( występujące w większości lodziarni)
waniliowe, jogurtowe, śmietankowe (crema late) straciatella, cafe late, tiramisu, czekoladowe,
orzechowe - lody o smaku orzechów laskowych (nocciola), pistacjowe
gorzka czekolada (dark chocolate) jako wariacja lodów czekoladowych , do dostania w niektórych lodziarniach
Lody owocowe (w zależności od sezonu)
truskawkowe, melonowe, cytrynowe (lemon), morelowe (apricot), arbuzowe watermelon, ananasowe, wiśniowe, jagodowe (bluberry) miętowe (mint) owoce leśne (frutti di bosco)

Ostatnia grupa to…smaki fantazyjne, czyli niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, charakterystyczne dla danej lodziarni, lody będące efektem natchnienia, lub błędu, ale jakże pysznego, mistrza cukiernictwa ze specjalizacją lodowe desery.

Kilka przykładów:
Florentine - we Florencji, smak grapefruitowy z dodatkiem…chili?
Charcoal (węgiel drzewny) lody o przedziwnej nazwie, uwierzcie mi kolorek miały adekwatny do tej nazwy.
Smurf - lody w kolorze niebieskim nawiązujące do bohaterów słynnej kreskówki
Mojito limonkowe z alkoholową nutą
Gelateria Italiana


Tak więc stoicie w kolejce, smaki wybrane, dzieci przebierają nogami czekając na miłą dla podniebienia ochłodę. I teraz nadchodzi ten moment – kusi was duży lodowy puchar, duży rożek, a w nim trzy, lub więcej kul o różnych smakach. Podpowiem wam : nie warto. Dlaczego? 

Z dwóch powodów: po pierwsze prawdziwe włoskie lody topnieją w oczach, gwarantuję, że we włoskim upale mniejsze dzieci skończą umorusane lodami nim przejdziecie 200 metrów, przy czym jest duże prawdopodobieństwo, że wcześniej część lodów wyląduje na chodniku.

Naprawdę lepiej jest kupić mały, lub średni lód dwa razy niż jeden raz duży wielogałkowy puchar, chyba, że liczycie się z tym, że spora część lodów zostanie na rękach/ubraniach waszych pociech.

Po drugie, w większości lodziarni, lody zarówno tradycyjne jak i owocowe są megasłodkie. Nawet naszej córce, która uwielbia słodycze i lody zdarzało się nie zjadać swojej porcji do końca, bo kompozycja smaków, którą sobie wybrała była po prostu za słodka. 

Wskazówka: Jak nie zasłodzić się jedząc lody we Włoszech? Po prostu kupując lody spróbujcie tak dobrać smaki, by jeden z nich przełamywał słodycz drugiego. Do lodów śmietankowych/waniliowych, które są naprawdę słodkie, zasugerujcie dzieciom raczej smak cytrynowy, czy limonkowy a nie truskawkowy. Chyba, że lubicie poziom słodyczy ustawiony na max. Dodatkowo nie zapomnijcie o wodzie mineralnej!


Wielkość porcji i ile kosztuje gałka lodów

We Włoszech nie ma gałek, czy kulek. Lody nakładane są szeroką łyżką w ilości, która w oczach nakładającego równa się ilości właściwej dla danego rozmiaru lodów. Nie są to kulki o stałej wielkości,  a raczej nieforemnie nałożone porcje, przez co każdy lód jest wyjątkowy w swoim kształcie.

Najmniejsza porcja to ,,gelato picolo”- mały lód odpowiadający jednej gałce porównywalnej do polskiej. Czasem w cenie gelato picolo, czyli w cenie jednego ,,nałożenia” można dostać dwa smaki lodów, jeżeli nie jest to jasne w opisie lodów dostępnym przy ladzie, wystarczy zapytać. 



Wskazówka: gelato picolo w dwóch smakach to idealne rozwiązanie dla dzieci. Taki przykładowy nasz wakacyjny dialog: 
– Mamo, ja też chcę dwie gałki (wiem, że przy dwóch się umaże, zasłodzi i nie zje do końca)
– Hej, przecież masz lód 2 smakowy, tak jakby 2 gałkowy, jak zjesz i będziesz chciała dokładkę, to kupię ci drugiego. (nigdy się to nie zdarzyło)

Oprócz gelato picolo, można kupić gelato medio i gelato grande.

W lodziarniach w Polsce nie ma zwyczaju serwowania lodów w papierowych kubeczkach. 
We Włoszech za każdym razem musicie pamiętać, by przy zamawianiu podać nie tylko wielkość lodów, ale i to, czy chcecie swoja porcję w rożku (ang. in a cone) czy w papierowej miseczce (ang in a cup). Cena jest taka sama, chodzi raczej o wygodę.

Uwaga: orzechy!

Włosi, przyzwyczajeni do turystów, bez problemu odbiorą od was zamówienie po angielsku, ale już bardziej skomplikowane pytania o skład lodów mogą pozostać bez odpowiedzi, lub uzyskacie odpowiedź niepełną.
Ci z was, których dzieci uczulone są na orzechy znają ten problem. To oczywiste, że nie kupujecie dzieciom lodów bakaliowych, pistacjowych i z orzechami. We Włoszech również należy zachować szczególną ostrożność kupując lody czekoladowe. 

U nas degustacja lodów czekoladowych w Wenecji zakończyła się rajdem do pobliskiej apteki z powodu nagle pojawiającej się wysypki. Na szczęście zdążyliśmy 15 minut przed zamknięciem. 

Okazało się, że,  by wzbogacić smak czekolady, do lodów dodana była miazga z orzechów laskowych, bez informacji dla kupujących. Rano tego samego dnia, ale w innej lodziarni, również zamówiliśmy lody czekoladowe i ponieważ nic się nie działo, uśpiło to naszą czujność.

Uczulenie na orzechy laskowe występuje dosyć często, tak więc uważajcie kupując dzieciom lody czekoladowe.

Po historii w Wenecji zawsze mieliśmy ze sobą fenistil w kroplach i zawsze pytałam o skład lodów czekoladowych upewniając się, że nie ma w nich noccioli/nuts, czuli orzechów, bo nie we wszystkich lodziarniach praktykuje się podawanie takich informacji przy smaku lodów. Powiedziałabym, że w większości lodziarni brak było takiej informacji.
Czasem dowiadywałam się, że śladowe ilości mogą wystąpić, ale śladowe ilości u mojego syna nie wywołują reakcji alergicznej. 

A teraz coś, czego się pewnie nie spodziewacie: na moje pytanie o noccioli w lodach czekoladowych, w jednej z lodziarni w Cecina del Mar sprzedająca je dziewczyna odpowiedziała, że oczywiście ich lody czekoladowe są bez orzechów, zasłaniają się zawsze śladowymi ilościami, ale to standard. 

Gdy usiedliśmy przy stoliku, by owe lody zjeść, za ladą zrobiło się nagłe zamieszanie i popłoch, po czym wyjaśniono nam, nie bez trudu, bo angielski nie by ich mocną stroną, a naszą włoski, że, co prawda lody są bez orzechów, ale w ich wafelkach do lodów są zmielone orzechy laskowe! W wafelkach do lodów! No o tym bym nie pomyślała…

Wskazówka: jeżeli wasze dzieci mają silną alergię na orzechy lepiej zrezygnujcie z lodów czekoladowych i wafelków do lodów jeżeli nie macie pewności odnośnie składu. Zawsze też warto mieć ze sobą lek antyalergiczny.

Nasze ulubione Gelaterie

Absolutny numer 1 Werona l’arte del gelato
Adres: Werona, Via Leoni 3,

Lody tak pyszne, że zamawiałam je trzy razy pod rząd(!) co nigdy do tej pory się nigdzie nie zdarzyło. Wiele składników bio, dużą wagę przykłada się w tej lodziarni właśnie do składników, z których większość pochodzi od lokalnych dostawców.  

No2  Florencja Amalo Gelato E Passione
Adres: Florencja, Piazza Gaetano Salvemini 2/3


We Florencji możemy wam polecić wyjątkową lodziarnię/ coffee shop do której trafiliśmy przez przypadek. Mała, na uboczu, a tak doskonałe lody! 

Wafle do lodów robione są tam również według własnej receptury, w cenie jednego „nałożenia” można było wybrać dwa smaki, a smak lodów był po prostu bajeczny polecamy! My zdecydowaliśmy się na dwusmakową porcję średnią za 2,50 euro – jak na Florencję to dobra cena (czerwiec 2017)




No3 Figline de Incisa Valdarno,  La Gelateria Elmi
Adres: Figline de Incisa Valdarno, Piazza Marsilio Ficino 1
Miasteczko Figline de Incisa Valdarno ma taką właśnie perełkę wśród lodziarni. Od ilości smaków może się zakręcić w głowie, a jakość lodów też była doskonała. Polecamy!

2/02/2018

Jak zaplanować wyjazd na narty z dziećmi?

Jak zaplanować wyjazd na narty z dziećmi?


Czy istnieje miejsce idealne na wyjazd na narty z dziećmi? Odpowiedź nie jest taka oczywista.

Niektórzy z was zastanawiają się, szczególnie przed pierwszym wspólnym wyjazdem na narty, czy warto jest zapłacić więcej i wybrać ośrodki w Austrii lub we Włoszech. A może dzieciom wystarczy to, co proponują znacznie bliższe polskie, czy słowackie ośrodki?

Do tej pory wypróbowaliśmy już chyba wszystkie warianty wyjazdów narciarskich (początek sezonu, koniec sezonu, wyjazdy studenckie, przy stokach, z dojazdem, w domkach, w hotelu, w wynajętym pokoju ;), z apartamentami rezerwowanymi przez pośrednika, uff sporo tego było).

Przerobiliśmy nawet wyjazd pod tytułem ,,narty w Alpach samolotem" raz, gdy nasz syn miał 9 miesięcy. Niestety z powodu kosztów i dość skomplikowanego planowania takiego wyjazdu już więcej tego nie powtarzaliśmy. 

Po (już!) 12 latach wspólnych wyjazdów na narty z dziećmi, mieliśmy okazję przekonać się co, tak naprawdę, jest istotne dla dzieci w każdym wieku. I tak naprawdę wybór miejsca na wyjazd był głównie uzależniony od wieku naszych dzieci. Co innego braliśmy pod uwagę jako rodzice przedszkolaków, a co innego jako rodzice dzieci starszych, już jeżdżących.
 
Oprócz wieku i potrzeb dzieci (o tym w dalszej części wpisu) ważny był wybór terminu wyjazdu szczególnie wówczas, gdy nasze dzieci nie chodziły jeszcze do szkoły. Dlaczego? o tym przeczytacie poniżej.
 

Po pierwsze: termin wyjazdu

Nasze wyjazdy na narty z dziećmi można podzielić na te ,,przed szkołą" i te, które organizowaliśmy gdy Piotrka zaczął obowiązywać kalendarz roku szkolnego z ustalonymi terminami ferii zimowych.
I powiem wam, że zanim Piotruś stał się pierwszakiem było o wieeeele łatwiej.

Zwykle obserwowaliśmy prognozy pogody, tak, by trafić na świetne warunki śniegowe i słońce. Zakwaterowania też szukaliśmy w ostatnim momencie, dopasowując się do urlopu. I to działało. I ceny były niższe. I , co najważniejsze, nie było kolejek do wyciągów!

Dzięki temu, że śledziliśmy prognozy pogody, mieliśmy i słońce i śnieg, plus brak kolejek do wyciągów właśnie na polskich stokach, między innymi w Białce Tatrzańskiej. Polecamy drewniane domki ,,Wiocha" w Białce Tatrzańskiej poza głównym sezonem!

Z naszego pobytu, gdy Gusia miała 2 latka, a Piotruś 6, byliśmy bardzo zadowoleni.


Gdy Piotrek zaczął chodzić do szkoły, musieliśmy organizować nasze wyjazdy na narty właśnie w ferie. I wówczas zaczęliśmy wybierać ośrodki słowackie i czeskie na przykład Wielką Raczę, Chopok i Donovaly. Dlaczego nie polskie?

Ci z was, którzy jeżdżą na nartach, czy desce doskonale zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się na polskich stokach w czasie ferii zimowych. Większość biur podróży, szkół narciarskich, czy firm proponujących zorganizowany wypoczynek dla dzieci organizuje wyjazdy na ferie zimowe właśnie w polskie góry. Z oczywistych powodów (blisko i taniej) ruch na polskich stokach w czasie ferii zimowych się zauważalnie zwiększa,  co zazwyczaj oznacza kolejki do wyciągów i niezliczone szkółki narciarskie zjeżdżające grupami, lub stojące na stokach.

wskazówka: Jeżeli wasze dzieci to przedszkolaki, warto jest sprawdzić terminy ferii dla wszystkich województw i tak wybrać wasz termin, by nie kolidował z feriami. Możecie to zrobić na przykład tu : terminy ferii 2020



Po drugie: warunki na stokach


Nie oszukujmy się, wyjazd na ferie do ośrodków w Polsce, na Słowacji, czy w Czechach to nerwowe przeglądanie prognoz pogody i modlenie się, by nie przyszło ocieplenie i deszcz. To prawda, zdarzają się zimy, kiedy mocno sypie i warunki w Polsce są doskonałe. Ubiegły sezon (2018/2019) był tego dowodem. Ale to nie jest reguła.

Naprawdę nie ma nic gorszego niż padający śnieg z deszczem i szarobure chmury codziennie przez cały narciarski wyjazd, na który często czeka się cały rok. Przeżyliśmy to i na Słowacji i w Czechach. Przemoczone kurtki po kilku zjazdach, przetarcia do ziemi na stoku, kamienie wyłażące tu i tam...


Alpy to zupełnie inna kategoria, płacisz więcej, ale przynajmniej wiesz, czego się spodziewać. Wiesz, że ten śnieg po prostu będzie. Choćby na lodowcu, gdzieś w okolicy, ale zawsze będzie. 
Tak więc jeżeli liczą się dla was warunki śniegowe, ilość, rodzaj i przygotowanie tras, jeżeli cieszą was szerokie trasy i bezkolejkowe wjazdy - wybierzcie Alpy.




1/09/2018

Nasze podróże z dziećmi: Włochy

Nasze podróże z dziećmi: Włochy
Chyba każdy się zgodzi, że południe Europy to wymarzony kierunek wakacyjny dla rodzin z dziećmi. Mnie zawsze ciągnie na południe, po prostu uwielbiam słońce i śródziemnomorski klimat, te długie szpalery oleandrów przy drodze, gaje oliwne na wzgórzach, malownicze wioski, gdzie czas jakby się zatrzymał.

Od zawsze marzyła mi się  Toskania, tak więc, gdy wybieraliśmy nasz kierunek wakacyjny na kolejny, rodzinny road trip zaproponowałam Włochy. W zasadzie musiałam przekonać tylko męża, bo z dzieciakami poszło bardzo łatwo. 

Zaczęłam od tego, że chcielibyśmy pokazać im Wenecję i krzywą wieżę w Pizie, ale  wystarczyło, że wspomniałam, że mogą też liczyć na jakiś park wodny, baseny ze zjeżdżalniami (codziennie) pyszne lody i pizzę... i już nie musiałam dalej wyliczać, bo usłyszałam długie, głośne i przeciągłe taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!My chcemy do Włoch!
 

Włochy z dziećmi


Zgodnie z naszym stylem podróżowania, do Włoch pojechaliśmy bez sztywno ustalonej trasy, dzięki czemu korygowaliśmy plany zgodnie ze zmieniającą się pogodą. Nasze włoskie wakacje były też dla nas pewnym przełomem, bo po raz pierwszy postanowiliśmy wynająć przyczepę kempingową. Wcześniej jeździliśmy z namiotem i dodatkowo rezerwowaliśmy miejsca w hotelach, czy pensjonatach  już podczas podróży, przez jeden ze znanych serwisów.

Tym razem mieliśmy prawie trzy tygodnie urlopu i dużą, wygodną przyczepę. Za wynajęciem przyczepy przemawiał fakt, że nawet gdybyśmy nie znaleźli wolnego miejsca na kempingach (nasze doświadczenia z Francji), to i tak zawsze będziemy mieli gdzie przenocować. 

Przed wyjazdem zrobiliśmy tylko jedną rezerwację kempingową. Szczerze mówiąc, to nie byłam pewna, czy to zadziała - nie udało mi się znaleźć informacji o tym, czy łatwo jest o miejsca na włoskich kempingach w wakacje, gdy przyjeżdżasz bez rezerwacji. A Włochy to nie Norwegia, gdzie możesz rozstawić się na noc gdziekolwiek :) 

Założyliśmy sobie, że na kempingach będziemy zatrzymywać się na dwa, góra trzy dni i pokręcimy się po okolicy, już bez przyczepy.

wskazówka: Brak rezerwacji na kempingach we Włoszech jest ...ryzykowny, ale jak się dowiecie z tego wpisu Włochy: jak zaplanować wyjazd, wszystko zależy od tego, KIEDY wybieracie się do Włoch. Plusem braku rezerwacji jest pełna dowolność kierunku, w którym możecie się udać.

1/05/2018

Jak to się wymawia?

Jak to się wymawia?
 Jak poprawnie wymawiać nazwy włoskich dań?


Do poprawnej wymowy nazw dań z kuchni włoskiej na przykład  gdy zamawiacie je w restauracji, nie jest konieczna biegła znajomość włoskiego. Pomijam już wymowę słowa "gnocchi, " którą 90% osób inspirujących się angielskim przekręci, ale warto chyba wiedzieć jak dobrze zamówić kawę macchiato nie sądzicie?

Przechodząc do sedna, na filmikach poniżej, które kiedyś znalazłam i które są tak konkretne, że od razu mi się spodobały, znajdziecie  poprawny sposób wymawiania włoskich specjałów :

Bruschetta, gnocchi i reszta - jak to się mówi?

Jak wymawiać nazwy włoskich dań?

Jak to jest z tym zamawianiem kawy we Włoszech?

Dla większości Włochów pierwsza poranna kawa równa się espresso, które zamawiają, często w biegu,  mówiąc po prostu: ,,Un caffè, per favore." O espresso częściej proszą turyści. 

W kafejkach  zamawia się również znane i lubiane cappuccino, caffe macchiato (kawa po włosku z odrobiną mleka lub piany z mleka) caffe latte (podawane zwykle w wysokich szklankach z większą ilością mleka), latte macchiato (mało kawy, dużo mleka) I uważajcie z wymową :),

Jeżeli chcecie zgłębić temat zamawiania kawy we Włoszech, polecam  wam te strony:

Jak to Włosi robią, czyli słów kilka o zamawianiu i spożywaniu kawy w słonecznej Italii.

Włochy subiektywnie -jak nie zwariowac we włoskim barze


Czy warto uczyć się włoskiego przed wyjazdem?


Przed wyjazdem do Włoch postanowiłam nauczyć się podstaw włoskiego, tym bardziej, że po pierwsze po prostu lubię uczyć się nowych języków, a po drugie zastanawiałam się, czy uda nam się z Włochami dogadać po angielsku. W większych miastach, czy rejonach popularnych wśród turystów bez problemu możecie porozumiewać się po angielsku - na kempingach, we wszelkiego rodzaju kasach biletowych, restauracjach, sklepach, bo w miejscach tych zatrudniane są osoby znające przynajmniej podstawy angielskiego. Ale ponieważ my zamierzaliśmy przemierzać prowincję pomyślałam, że znajomość przynajmniej podstaw plus słownik w ręku być może ułatwi nam zadanie.



W sumie było kilka takich sytuacji. Raz, czy dwa musiałam przez telefon dopytywać o miejsca na kempingu po włosku, bo akurat osoba znająca angielski jeszcze nie przyszła do pracy i słyszałam z drugiej strony (jakkolwiek to brzmi) "Sorry, no speak English."


Tak naprawdę nie potrzebujecie rozbudowanych struktur gramatycznych, by się dogadać, a im częściej danych zwrotów będziecie używać, tym łatwiej je zapamiętacie i użyjecie ponownie.


Na początek nauki polecam wam płyty: "Włoski dla początkujących" do słuchania w aucie. Jest tego sporo w sklepach. Ja korzystałam między innymi z CD "Włoski w samochodzie" wyd.Edgar.  Na płycie jest trochę niepotrzebnych słówek, czy zwrotów, ale ogólnie oceniam tę płytkę bardzo dobrze.


1/02/2018

Włochy: jak zaplanować wyjazd z dziećmi

Włochy: jak zaplanować wyjazd z dziećmi
Jeżeli planujecie tegoroczny urlop i marzą się wam wakacje z dziećmi we włoskim klimacie koniecznie przeczytajcie ten wpis. 
Szczególnie jeżeli wybieracie się do Włoch po raz pierwszy.

cyprysowa alejka Toskania

Sierpień we Włoszech? Nie, dziękuję...


Uwierzcie mi, że wyjazd do Włoch w sierpniu to nie jest najlepszy wybór. Szczególnie jeżeli jesteście, tak jak my, zwolennikami spontanicznych objazdówek, lubicie wyjazdy kamperem, czy podróże z przyczepą campingową. 

We Włoszech nie macie możliwości zatrzymania się kamperem w dowolnym miejscu na noc. I chociaż Włochy to kraj, gdzie camping jest niemal za każdym rogiem, to wyjazd bez rezerwacji w sierpniu równa się kłopoty. 

Planując wakacje we Włoszech w sierpniu musicie mieć zaplanowane noclegi (na campingach, lub w pensjonatach/hotelach), zrobione i opłacone rezerwacje i z góry ustaloną trasę objazdówki. 

Co takiego sprawia, że sierpień to najgorszy dla turystów miesiąc na wakacje i zwiedzanie Włoch?

Po pierwsze, Włosi masowo wyjeżdżają wówczas na urlopy - we wszystkich nadmorskich miejscowościach, na campingach, w aquaparkach i parkach rozrywki panuje jeszcze większy ruch.

Po drugie, o ile czerwiec, czy początek lipca to we Włoszech jeszcze tzw średni sezon, to sierpień jest już zdecydowanie w wysokim sezonie i w związku z tym ceny są również wyższe.

Po trzecie, rzut oka na miesięczne wykresy temperatur we Włoszech pokaże wam, że sierpień jest zazwyczaj bardziej upalny i burzowy. Weźcie to pod uwagę jeśli planujecie, na przykład, wyjazd pod namiot z dziećmi w sierpniu. 

My doświadczyliśmy szalejących burz i ulewnego deszczu pod namiotem, co prawda nie we Włoszech, ale w Chorwacji, na campingu pod drzewami i zapewniam was, że nie było to doświadczenie warte polecenia.

I stare, harcerskie sztuczki z saperką nic nie dadzą, bo ziemia jest tak zbita i twarda, że ciężko w nią wbić nawet szpilkę do namiotu.

Jaki termin wyjazdu wybrać?

Jeżeli, tak jak my, macie dzieci w wieku szkolnym, to naszym zdaniem, najlepszym terminem na wyjazd z dziećmi do Włoch jest koniec czerwca, początek lipca. 
Według nas to optymalny termin na wakacje we Włoszech z dziećmi jeżeli planujecie objazdówkę i nie chcecie wiązać się rezerwacjami.

My, wyjeżdżając pod koniec czerwca na nasze włoskie prawie trzytygodniowe wakacje mieliśmy tylko jedną 3-dniową rezerwację planowaną na drugi tydzień pobytu w okolicy Florencji. Nie mieliśmy ustalonej, sztywnej trasy. 
Naszym celem była Toskania, a inne punkty na trasie mieliśmy wybierać w zależności od pogody, lub tego, co nas zaciekawi.

Gdybyśmy planowali takie wakacje  z dziećmi w sierpniu, wyjazd bez rezerwacji prawie na pewno zmieniłby się w dramatyczne poszukiwanie kempingów, lub kwater. 

Dlaczego? Jak już wspomniałam, Włosi całymi rodzinami wyjeżdżają wówczas na urlopy. W pierwszej połowie lipca większy ruch na kempingach był tylko podczas weekendów, kiedy to Włosi wyjeżdżali na dwa dni z miast.

Pamiętam jeden kemping w górach, taki naprawdę na odludziu, na którym w sobotę do 10.00 rano naszą przyczepę otoczyły kampery i wioska namiotów, nie wspominając o towarzyszących tej wiosce plastikowych stołach rozstawionych w rzędzie pod naszymi oknami. Sądząc po ilości koszy piknikowych, szykowała się impreza w gronie rodziny i przyjaciół.

Przy czym, ustalmy to, taka ,,rodzinna impreza" to we Włoszech tak ponad 20 osób i poziom decybeli adekwatny.
Z tego co zaobserwowałam, to Włosi często uciekają za miasto w weekendy, bo która rodzina z dziećmi spędzałaby wolne dni w dusznym i pełnym turystów mieście? Wszyscy ciągną nad wodę..

Wcześniejsze rezerwacje? Niekoniecznie...

Ta część wpisu zainteresuje tych z was, którzy lubią spędzać wakacje na kempingach. 

Gdy wyjeżdżaliśmy tylko we dwoje, zawsze bez rezerwacji, mniejszą wagę przywiązywaliśmy do tego, gdzie rozbijemy namiot, albo wynajmiemy pokój - zawsze coś się znalazło. Odkąd jednak jeździmy z dziećmi jest inaczej.

Przed naszym wyjazdem nie znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie: czy trudno jest we Włoszech znaleźć miejsca na kempingach jadąc bez wcześniejszych rezerwacji w terminie koniec czerwca, początek lipca. Teraz mogę z doświadczenia napisać, że na wszystkich kempingach, na których zatrzymaliśmy się pod koniec czerwca i na początku lipca było zawsze sporo wolnych miejsc, wyjątkiem jest kemping nad Gardą, ale tam byliśmy w połowie lipca. 

Tak więc gdybyśmy jechali do Włoch pod koniec czerwca i w tym roku - również nie robilibyśmy żadnych rezerwacji.

Czerwiec - niski sezon

Wyjazd w czerwcu to również niższe ceny na kempingach. Zwykle do końca czerwca Włosi mają ceny jak przed sezonem (tzw  low season). Na niektórych kempingach nawet w pierwszym tygodniu lipca był jeszcze niski sezon (low season), a w północnych Włoszech, na kempingu w górach, nawet do połowy lipca trwał tzw średni sezon, również z niższymi cenami.

Nie będzie pewnie dla was niespodzianką jeśli powiem, że najbardziej oblegane kempingi w północnej cześci Włoch, to te w rejonie jeziora Garda. Także jeżeli zależy wam na konkretnym kempingu właśnie nad Gardą, lub jeżeli wybieracie się w tamte okolice w drugiej połowie lipca, proponujemy byście zrobili wcześniejszą rezerwację. My byliśmy nad Gardą w terminie 10/07-13/07 i już około 90% miejsc było zajętych. Jednak wydaje się, że w pierwszej połowie lipca gdzieś zawsze znaleźlibyście miejsce, bo nad Gardą kempingów jest mnóstwo.

Jeszcze dosyć istotna informacja: w północnej części jeziora Garda znacznie trudniej o wolne miejsca kempingowe, gdy przyjedziecie bez rezerwacji. Nasi znajomi byli nad północną Gardą pod koniec lipca (też bez rezerwacji) i wszystkie miejsca były zajęte. Nie bez znaczenia jest też fakt, że okolice Torbole to znane i bardzo popularne miejsce wśród windsurferów.

Wskazówka: Jeżeli planujecie wakacje pod namiotem/kamperem/z przyczepą we Włoszech, to możecie zaryzykować i pod koniec czerwca i na początku lipca jechać w ciemno. Jeżeli zależy wam na konkretnym kempingu nad Gardą - zróbcie wcześniej rezerwację.

Jeżeli interesują was opisy kempingów, na których zatrzymaliśmy się podróżując po Włoszech, poniżej znajdziecie linki do wpisów:
1. Kemping Miramare (Wenecja) opis kempingu TUTAJ
 


miejsca kempingowe na kempingu Miramare

2.Kemping Norcerni Girasole (Florencja)
opis kempingu TUTAJ

3.Kemping Valle Gaia (Piza/Siena/Lukka)
opis kempingu TUTAJ


camping Valle Gaia Toskania



12/13/2017

Toskania: Camping Valle Gaia

Toskania: Camping Valle Gaia
camping Valle Gaia Tuskany

Rodzina 2+2, auto, przyczepa, kierunek wakacyjny Włochy, a konkretnie Toskania. Naszą trzytygodniową, rodzinną podróż po Italii rozpoczęliśmy od Wenecji (nasze wskazówki odnośnie zwiedzania Wenecji z dziećmi znajdziecie tutaj: Wenecja: informacje praktyczne) Później ruszyliśmy na południe w kierunku Toskanii.

Camping Valle Gaia

Po wielkim molochu jakim był dla nas camping Norcerni Girasole Club, następna nasza miejscówka była miłą odmianą. Camping Valle Gaia, położony trochę na uboczu, około 9 kilometrów od Ceciny, był w rodzaju tych campingów, które podobają się nam najbardziej. 

W Toskanii zamierzaliśmy poszukać słynnych cyprysowych alei i wiejskich krajobrazów znanych z przewodników i filmów. Planowaliśmy przejechać  wzdłuż wybrzeża drogą Strada Regionalle Aurelia, oraz chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć Pizę, Sienę i Lukkę.

Camping Valle Gaia bardzo dobrze wpasował się w nasze plany, bo uznaliśmy, że odległość Pizy (61km), Sieny i Lukki od campingu jest dla nas akceptowalna, byśmy mogli zobaczyć te miasta bez przemieszczania się za każdym razem w inne miejsce.

camping Valle Gaia Tuskany
recepcja kempingu Valle Gaia
Gdy dotarliśmy na miejsce, a było to wieczorem, temperatura w cieniu znacząco przekraczała 30 stopni. Nasze dzieci z szybkością światła założyły stroje kąpielowe, obwiesiły się dmuchańcami i pobiegły do basenu. Musiały się spieszyć, bo zostało nam 45 minut do jego zamknięcia. Grunt to dobra motywacja!


camping Valle Gaia Tuskany

11/27/2017

Wenecja: Camping Miramare

Wenecja: Camping Miramare
(aktualizacja sierpień 2019)

Wenecja miała stać się naszym pierwszym przystankiem podczas wakacyjnego road tripu po Włoszech. Gdy przed wyjazdem szukaliśmy campingów w okolicy Wenecji od razu zwróciliśmy uwagę na campingi w okolicach Punta Sabbioni. Powód był prosty - blisko do Wenecji i co równie ważne - taniej niż w Wenecji. 
 
Wybraliśmy Camping Miramare. Dlaczego?
 
Ze względu na bliskość przystanku tramwajów wodnych ( niecały kilometr – 15 minut spaceru, lub szybki dojazd rowerami) 
 
info: O tym dlaczego jest to według nas ważne przeczytacie we wpisie Wenecja z dziećmi.
 
Nie bez znaczenia była też cena. Dzieci od 2 do 10 lat miały tam zniżki, ceny do końca czerwca też były niższe. Podobnie jest i w 2019 - do 06 lipca dorośli: 7,40 euro, dzieci: 2-10 lat 5 euro plus cena za piazzolę 16 euro.
 
Dla porównania na dużym campingu również w okolicy (Marina di Venezia), z bardzo rozbudowanymi basenami i atrakcjami dla dzieci w cenie, koniec czerwca 2019 to już wysoki sezon z ceną za piazzolę dwa razy wyższą (32,50 euro) plus do tego dorośli płacą 13,30 euro, a dzieci od 5 lat w górę płaca 9,60 euro. 
 
Jeżeli jednak w okolicach Wenecji chcielibyście z dziećmi zostać dłużej i szukacie rozbudowanych basenów to warto rzucić okiem na camping Marina di Venezia.
 
 Jak widzicie warto jest dokładnie przestudiować cenniki!
 

plaża w okolicach Wenecji



11/23/2017

Trzy Korony i Droga Pienińska

Trzy Korony i Droga Pienińska

Trzy Korony zobaczycie na niemal każdej pocztówce i w każdym folderze turystycznym z Pienin. Oprócz flisaków spływających Dunajcem, Trzy Korony są tak charakterystyczną atrakcją Pienin, że trudno ją przeoczyć.  Tak naprawdę, Trzy Korony to nazwa szczytu na który składa się pięć położonych obok siebie turni Okrąglicy Płaskiej Skały, Pańskiej Skały, Niżniej Okrąglicy i turni zwanej Nad Ogródki. Na najwyższej z nich Okrąglicy (982 m n.p.m.) zbudowana została metalowa platforma widokowa (z barierkami) mogąca pomieścić 30 osób.





Widok z platformy widokowej na Okrąglicy (Trzy Korony) robi wrażenie, dlatego by w pełni się nim nacieszyć spróbujcie przeanalizować prognozy pogody podczas waszego pobytu tak, by wybrać dzień z najlepszą widocznością. My właśnie tak zrobiliśmy. Prognozy pogody zapowiadały nam piękny, słoneczny dzień z doskonałą widocznością dopiero ostatniego dnia naszego pobytu i właśnie wtedy postanowiliśmy wejść na Okrąglicę (Trzy Korony) a po drodze zobaczyć ruiny Zamku Pienińskiego.

Trzy Korony
Trzy Korony


11/12/2017

Pieniny z dziećmi - wąwóz Homole i Wysoka

Pieniny z dziećmi - wąwóz Homole i Wysoka
Jeżeli wybieracie się z dziećmi w Pieniny koniecznie przeczytajcie ten wpis i skorzystajcie z naszych wskazówek. W październiku ubiegłego roku, korzystając z pięknej pogody, zabraliśmy dzieci (10 i 6 lat) na trzy dni w Pieniny. Pierwszego dnia weszliśmy na Sokolicę. Nasze wrażenia i wskazówki odnośnie wejścia na Sokolicę z dziećmi znajdziecie  TUTAJ. Drugiego dnia wybraliśmy wejście na Wysoką przez Wąwóz Homole. Na poniedziałek zostawiliśmy sobie wejście na platformę widokową na Okrąglicy (szczyt Trzy Korony), nasze wskazówki znajdziecie TUTAJ.

wskazówka: W słoneczne, jesienne weekendy w Pieninach można się spodziewać licznych amatorów górskich wędrówek  z okolic i nie tylko, dlatego jeżeli wybieracie się w Pieniny właśnie na weekend przedłużcie urlop o jeden lub dwa dni. Znajomi, którzy wchodzili w sobotę na Okrąglicę (Trzy Korony) czekali na wejście na platformę widokową 40 minut! W poniedziałek, gdy my tam się udaliśmy, nie było żadnej kolejki.

szczyt Wysoka Pieniny




Dzień drugi

Wąwóz Homole, wejście na Wysoką, zejście niebieskim szlakiem do schroniska na Durowce.
czas przejścia szlaku z dziećmi : 6 godzin (w tym 3 dłuższe przerwy i obiad w schronisku)
początek Wąwóz Homole znajduje się niedaleko wsi Jaworki i tam polecamy zacząć wędrówkę, wracając przez schronisko na Durowce robimy pętęlkę i wracamy na parking.


W niedzielę postanowiliśmy wejść na Wysoką przez wąwóz Homole, który jest jedną z pienińskich atrakcji. Wysoka natomiast jest najwyższym szczytem Pienin (1050 m n.p.m.) należącym do Korony Gór Polski. Jeżeli zabieracie dzieci na Wysoką opowiedzcie im o Koronie Gór Polski, najwyższych szczytach w pasmach górskich na terenie Polski.


wskazówka: W pobliżu wejścia do wąwozu znajduje się duży, płatny parking. Rano w niedzielę około 10.00 nie mieliśmy żadnego problemu z zaparkowaniem.  Koszt pierwszej godziny postoju  to 3zł, każda następna rozpoczęta 2,50zł. (październik 2017)

Wąwóz Homole nie jest długi, z pewnością ma mniej niż 1 kilometr. Na końcu wąwozu dochodzi się do Polany Dubantowskiej. Podobno jest to  bardzo ładny wąwóz, piszę podobno, bo na mnie nie zrobił wrażenia. Być może zimą, lub latem prezentuje się piękniej. W połowie października, w pochmurny dzień cały wydawał się szaro brązowy od gliniastej mokrej ziemi i opadłych liści.



O ile strumienie górskie w Tatrach wyglądają pięknie o każdej porze roku, na tle zieleni drzew (fakt, iglastych) i mchów na licznych kamieniach i głazach, o tyle strumień w wąwozie nie wyglądał zbyt ciekawie (znacznie mniej kamieni, więcej opadłych zbutwiałych liści, gliniasta ziemia, błoto, błoto, błoto)



W zasadzie wąwóz przelecieliśmy migiem, może dlatego, że Gusia szła z dwójką dzieci znajomych, a jak wiadomo dzieci zajęte rozmową, czy zabawą, po górach po prostu śmigają. Mnie na pewno liczne metalowe schodki, dosyć szpetne mostki i błoto na ścieżce powodujące ślizganie się motywowały do jak najszybszego pokonania tego odcinka szlaku.





wskazówka: Bardzo prawdopodobne, że jesienią w wąwozie Homole na ścieżce będzie śliskie błoto. Przydadzą się więc dobre buty, tym bardziej, że wąwozem idzie się lekko pod górkę. Ci którzy podchodzili po błocie pod górę wiedzą, że to niezła ekwilibrystyka. Buty najlepiej by były nieprzemakalne, z nieślizgającymi się podeszwami i by łatwo je było potem wyczyścić, bo zapewniam was, że po przechadzce buty będą oblepione błotem. Dla młodszych dzieci polecam zabranie nieprzemakalnych spodni – w razie potknięcia się, czy upadku zupełnie nie będziecie musieli przejmować się mokrym, ubłoconym ubraniem. Dla starszych dzieci proponuję zabrać do auta dodatkowe spodnie do przebrania się po powrocie.


Na końcu wąwozu wychodzi się na Dubantowską Polanę, na której są drewniane stoły i ławy. Wszyscy zatrzymują się tu, by odpocząć, część idzie dalej, a część wraca tą samą trasą w dół do parkingu.


Wskazówka: Tak jak już wspominałam ważną rzeczą, gdy zabieracie dzieci w góry są „punkty na trasie”  i historie z nimi związane. W wąwozie Homole takim punktem mogą być Kamienne Księgi. Znajdują się one właśnie na polanie na końcu wąwozu. Dzieci z pewnością będą zaciekawione jak one wyglądają, a gdy opowiecie im legendę od razu będą podchodzić dwa razy szybciej!



Za polaną skierowaliśmy się na szlak na Wysoką. Początkowo jest to łatwe podejście, częściowo lekko pod górę i lasem, ścieżka naturalna, bez ułożonych kamieni, czy poręczy. Potem po równym terenie, z przeprawą przez strumień po kamieniach. Wychodzi się na odsłonięte, pagórkowate szczyty, z których są rozległe, aczkolwiek całkiem zwyczajne, panoramy.

 Z pewnością pięknie wyglądają zimą, gdy trzeba przedzierać się przez śnieg, a wokół jest biała cisza. Jesienią podczas naszego wejścia, było jak na typowym, turystycznym  szlaku, ludzie podchodzący grupkami, grupka tu grupka tam.. I to właśnie wydaje się być charakterystyczne dla Pienin: szlaki są w sumie łatwe, tak więc popularne wśród wycieczek szkolnych, rodzinnych i innych.

Końcowy odcinek prowadzący na Wysoką może być wyzwaniem dla osób nieprzygotowanych kondycyjnie. Jest stromo i po błocie, w zasadzie bez poręczy, czy ułożonych kamieni, które mogłyby służyć jako stopnie. Przy wchodzeniu, by się nie poślizgnąć trzeba przytrzymywać się korzeni i uważnie stawiać kroki.



 Nie wiem jak to się dzieje, ale nasze dzieci takie szlaki lubią najbardziej – takie gdzie musisz się trochę podciągać, powspinać, podeprzeć rękami. Dzieci poleciały na górę z mężem tak szybko, że nawet nie wiem jak sobie na tym odcinku radziły. Faktem jest, że były zmordowane na górze i chwilę odpoczywaliśmy na pniach.




Po zejściu z Wysokiej szlak prowadzi lasem przez jakiś czas, zwężając się i rozszerzając do tego stopnia, że wygląda niemal jak alejka w parku. Ten fragment jest łatwy i taki…spacerowy mimo tego, że są różnice wysokości. Z czasem wychodzi się na bardziej odsłonięty teren, las się przerzedza i ukazują się nam ładne panoramy, z widocznymi w oddali Trzema Koronami.Ten odcinek jest bardzo widokowy, łatwy, a ponieważ są to odsłonięte grzbiety nie ma na szlaku błota. Polecamy szczególnie jesienią gdy kolory są przepiękne. W dole możecie zobaczyć dach schroniska i my właśnie tam się udaliśmy. Zejście do schroniska na Duraszce jest bardzo łatwe i wygodne.




Pieniny z dziećmi, zejście z Wysokiej


O schronisku nie będę się wypowiadać, bo wpadliśmy tam tylko coś zjeść. Tak więc w październiku 2017 jeżeli coś nadawało się do jedzenia to były to jedynie pierogi z jagodami/borówkami. Pomidorowa, mimo, że porcja solidna, była fatalna. Tak samo gulasz.

wskazówka: zdarzają się schroniska gdzie możecie założyć, że zjecie coś gorącego i pożywnego. W schronisku na Duraszce spotkało nas rozczarowanie, także zabierzcie więcej prowiantu.

Nasza wycieczka zakończyła się na parkingu, gdzie zostawiliśmy auto. Tak więc w 6 godzin zrobiliśmy pętelkę i to było dla nas optymalne rozwiązanie.

10/23/2017

Pieniny z dziećmi: Sokolica

Pieniny z dziećmi: Sokolica
Pieniny


Gdy wybieraliśmy kierunek na nasz krótki, jesienny wyjazd, braliśmy pod uwagę nie tylko prognozę pogody, ale też i to, czy nasza 6-latka, która nie przepada za długimi, górskimi wędrówkami bez towarzystwa innych dzieci w jej wieku, da radę przejść cały szlak. 

Znaliśmy możliwości Piotrka, bo wędrowaliśmy razem po Tatrach, Bieszczadach i Karkonoszach i wiedzieliśmy, że, gdy zajmie się go ciekawą rozmową i do tego będzie trochę wspinania po kamieniach, to nasz 10latek jest w stanie przejść naprawdę długie szlaki. Nasza 6-letnia Gusia, była dla nas wielką niewiadomą.


Szukając w sieci informacji o szlakach odpowiednich dla dzieci, trafiłam na świetną stronę Karola Nienartowicza, www.karolnienartowicz.blog.pl to naprawdę świetne źródło informacji o szlakach w Pieninach. Tam też widzieliśmy bardzo dobre zdjęcia i oczywiście chcieliśmy na własne oczy przekonać się jak naprawdę wyglądają te miejsca. 

Na pierwszy ogień wybraliśmy Sokolicę.

Dzień pierwszy

Krościenko – Czertezik- Czerteź – Sokolica – Szczawnica – Krościenko
u nas około 5 godzin wędrówki z dziećmi (w teorii według wskaźników na szlakach 3h45min)
Po 5 godzinach czekał nas jeszcze powrót busem ze Szczawnicy do Krościenka.

Ile zajęło nam przejście tego szlaku z dwójką dzieci?

Nasze przybliżone czasy przejścia wyglądały tak:

szlak zielony Krościenko - Czertezik/Czerteź(2h)10:30 – 12:30
szlak niebieski Czertezik –Sokolica (1h) 12.30 – 13.30
Sokolica - Szczawnica: zejście z Sokolicy z przeprawą przez Dunajec, do schroniska Orlica w Szczawnicy (2h)14.00 -16.00

wskazówka: Jesienią dzień jest krótszy, starajcie się tak zaplanować trasę, by przed zmrokiem zejść z dziećmi z gór. Optymalnie byłoby trafić do któregoś ze schronisk na krótki odpoczynek i późny obiad/wczesną kolację. Latem, podczas upalnych dni, najlepiej wyruszyć na szlak jak najwcześniej pamiętając o tym, że około 8.00 rano wciąż może być rześko.

Pieniny

Na Sokolicę szliśmy od strony Krościenka przez Czertezik. Samochód zaparkowaliśmy na rynku w Krościenku i stamtąd udaliśmy się na szlak. Szlak zielony na Czertezik (772 m n.p.m.) w teorii, według znacznika na szlaku, zajmuje 1 h 15min. Nam z dziećmi podejście zajęło 2h. Z Czertezika niebieskim szlakiem poszliśmy na Sokolicę (742 m n.p.m.) w teorii ma to zająć 1/2 h nam z dziećmi zajęło 2 razy tyle.

Wskazówka: Na Sokolicę możecie wejść albo od strony Krościenka, albo od strony Szczawnicy. Zaczynając w Szczawnicy zaczniecie od przeprawy łodzią przez Dunajec i będziecie podchodzić niebieskim szlakiem. W sezonie szlak ze Szczawnicy na Sokolicę i z powrotem jest bardzo oblegany przez turystów.

 x


Na znaczniku niedaleko szczytu Sokolicy zauważycie napis: uwaga szlak eksponowany. 
Rzeczywiście na końcowym podejściu musicie liczyć się z czekającą dzieci wspinaczką po stromych fragmentach, ale jest to szlak zabezpieczony poręczami i o ile jest sucho, jest do przejścia z dziećmi. Nasze dzieci, w wieku 6 i 10 lat bez problemu sobie poradziły.

Ciekawostka: Fragment szlaku Czertezik-Sokolica jest częścią słynnej Sokolej Perci utworzonej w 1926 roku i początkowo nazywanej Pienińską Orlą Percią.  

By nie wracać do Krościenka tym samym szlakiem postanowiliśmy zejść z Sokolicy do Szczawnicy i stamtąd busem dojechać na parking w Krościenku.  Zeszliśmy niebieskim, dosyć monotonnym dla dzieci szlakiem w stronę Szczawnicy. Szczegóły znajdziecie w dalszej części wpisu.

Pamiętajcie, by zabrać gotówkę, by zapłacić za przeprawę flisacką przez Dunajec. W 2017 przeprawa była czynna od 10/04/2017 -31/10/2017. Prawdopodobnie w 2018 jest podobnie. Koszt tej krótkiej przeprawy w 2017 to było 3 zł od osoby dorosłej 1,50 dzieci.



Pieniny Sokolica
Szlak na Sokolicę podobał mi się najbardziej ze wszystkich pienińskich szlaków, chyba ze względu na rozległe panoramy ze szczytów. Po wspinaczce przez las wejście na odsłonięty szczyt jest najlepszą nagrodą również dla dzieci.

Na szczycie będziecie mogli zobaczyć jeden z symboli Pienin: ponad 500 letnią sosnę reliktową, która znajduje się na większości pocztówek i folderów turystycznych z tych okolic.

Niestety, od września 2018 sosna już nie wygląda tak, jak na naszym zdjęciu powyżej, bo podmuch z lądującego helikoptera GOPR złamał jej część. Wielka szkoda, bo sosna na szczycie w poprzedniej formie wyglądała bardzo malowniczo. Czytałam, że będą podejmowane próby rekonstrukcji drzewa, ze względu na jego wartość, w końcu sosna ta była tak charakterystyczna dla Pienin, że ciężko sobie wyobrazić Sokolicę bez tego charakterystycznego symbolu.

Który szlak na Sokolicę wybrać: od Krościenka, czy od Szczawnicy?

My wybraliśmy podejście od strony Krościenka i zejście do Szczawnicy. Okazało się, że wybraliśmy bardzo dobrze. Nie było monotonnie ze względu na różnorodność szlaku, po stromych podejściach były łagodniejsze kawałki, łączki, przepłaszczenia, dzieci miały gdzie się wybiegać.

Podejście od strony Szczawnicy jest dobre dla tych z was, którym nie przeszkadzają poręcze przy szlaku. Szlak ze Szczawnicy na Sokolicę to w większość przystosowany szlak z poręczami, schody z poręczami, kamienie z poręczami cały czas pod górę i w lesie. Wydaje mi się, że dzieci wchodząc pod górę po tych schodach, szybciej by się znużyły i zmęczyły, a nas zamęczyłyby pytaniem: Jak długo jeszcze będziemy szli po tych schodach?.

wskazówka: Długie podchodzenie po schodach z poręczami jest mniej ciekawe dla dzieci niż niezobowiązująca ścieżka przez las.

Końcowe podejście na porośnięty lasem szczyt Sokolicy wymaga wspinania się dość stromo po kamieniach ułożonych w formie ,,schodów". Istotną informacją jest też i to, że wejście na szczyt, skąd rozciąga się widok na przełom Dunajca i okoliczne pasma górskie, jest płatne - bilety w budce strażnika przed wejściem na końcową część szlaku, nie da się jej przeoczyć.

Uwaga: od strony Dunajca są zwykłe barierki, ziejące co najmniej metrową dziurą, a zbocze jest niemal pionową skałą także należy szczególnie uważać na dzieci, szczególnie te brykające. Być może w tym roku (2019) coś się zmieniło odnośnie barierek. Jeżeli tak, to podzielcie się info w komentarzu! 

Wskazówka: Sokolica nie jest przyjazną górą, gdy pada, bo o poślizgnięcie się na mokrych kamieniach bardzo łatwo.

Z Sokolicy schodziliśmy niebieskim szlakiem w stronę Szczawnicy. Szlak jest początkowo dość stromy i schodzicie po kamieniach, potem idzie się lasem po szerokich schodach z poręczami, albo bez, ale zawsze po przystosowanej ścieżce. Cały czas w dół, nie ma płaskich łączników.









Na stronach poniżej znajdziecie dobrze opisane i udokumentowane zdjęciami przejście szlakiem

http://kroscienko.pl/turystyka/szlaki-turystyczne/
http://www.krajoznawcy.info.pl/z-kroscienka-na-czertezik-39790
http://tropster.pl/pieniny-sokola-perc
http://gorskazawierucha.pl/pieniny/korony-czertezik-sokolica/

Jeżeli planujecie przejście wąwozem Homole i wejście na Wysoką zajrzycie do drugiej części opisu naszego weekendu w Pieninach TUTAJ
W trzecim i ostatnim wpisie przeczytacie o naszym wejściu z dziećmi na Okrąglicę (szczyt Trzech  Koron).

update:
W Pieninach byliśmy z dziećmi jeszcze raz podczas długiego, majowego weekendu w ubiegłym roku (2018)   TUTAJ znajdziecie informacje o górze Żar, zamkach w Niedzicy i Czorsztynie, o zwiedzaniu zapory w Niedzicy i spływie Dunajcem.

10/06/2017

Wenecja z dziećmi

Wenecja z dziećmi
Wenecja to miasto o wielu twarzach. Jedni, wyjeżdżając, są nią oczarowani, a inni przyrzekają sobie, że już nigdy tam nie wrócą, a miasto jest zdecydowanie przereklamowane...

Miałam mieszane uczucia, czy warto jest zabierać dzieci do Wenecji latem. Wyobraziłam sobie tłumy zwiedzających, ponad 30 stopniowy upał i nas, pośrodku placu świętego Marka, osaczonych przez setki nam podobnych turystów i pomyślałam, że lato to chyba najgorszy okres na zwiedzanie Wenecji z dziećmi..

Mimo tych i innych wątpliwości, dałam się przekonać i ... nie żałuję. Gdy po trzech tygodniach wracaliśmy z Włoch i zapytaliśmy dzieci, co najbardziej im się podobało podczas naszego 3-tygodniowego wyjazdu okazało się, że na pierwszym miejscu dzieciaki wymieniły ... Wenecję! Oczywiście po aquaparku, ale uznałam, że aquaparki i parki rozrywki się nie liczą w tym zestawieniu (he he)

A było w czym wybierać, bo zobaczyliśmy też i malownicze miasteczka Cinque Terre, Pizzę z jej słynną wieżą, Florencję, Sienę, San Gimignano i jezioro Garda.

info: O całej naszej trasie możecie przeczytać tutaj: Nasze podróże z dziećmi: Włochy.



Czy zwiedzanie Wenecji z małym dzieckiem to dobry pomysł? Czy warto przepłynąć po Canale Grande gondolą i ile to kosztuje? Co pokazać starszym dzieciom, czy trzeba mieć plan zwiedzania i czy naprawdę w Wenecji jest tylu turystów?

W tym wpisie podpowiem wam na co zwrócić uwagę przy planowaniu zwiedzania Wenecji z dziećmi.

Po pierwsze: mosty

Pewnie macie jakieś wyobrażenie o tym, jak wygląda najstarsza i najbardziej charakterystyczna część Wenecji. Kanały, gondole, wąskie uliczki, domy na wodzie - te obrazki widzieliście wielokrotnie. Co to tak naprawdę oznacza dla zwiedzających miasto na wodzie z dziećmi?
Otóż poruszanie się po Wenecji jest bardzo specyficzne, bo istotą Wenecji są nie tylko kanały, ale także niezliczone przejścia nad kanałami, czyli większe i mniejsze mostki i równie liczne schodki.

Jeżeli jedziecie do Wenecji z małym dzieckiem, to nie raz będziecie musieli zmierzyć się z tymi mostkami i schodami. Dlatego spacerówka, czy wózek, jeżeli są dla was niezbędne, muszą być jak najlżejsze.

wskazówka: Optymalnym rozwiązaniem jest chusta, lub nosidło, ale są dzieci, które lubią uciąć sobie drzemkę we własnym, osobistym :) wózku. Tak więc musicie postawić na lekkość.
Oczywiście widziałam w Wenecji rodziców przenoszących spacerówki w tłumie przez dwudziesty z kolei mostek, ale myślę, że latem przy 30 kilku stopniowym upale byli równie szczęśliwi jak turyści przedzierający się przez rzekę turystów i pokonujący te mostki z walizami, w których mógłby się zmieścić dorosły człowiek. 
Przy planowaniu zwiedzania Wenecji z małymi dziećmi, nie zapominajcie też o tym, że maluszki po pierwsze, słabo znoszą upały, a po drugie słabo znoszą dużą ilość bodźców przez długi czas. Kierujcie się tym, że czasem mniej znaczy więcej.

Jeżeli wasze dzieci wstają bardzo rano - po prostu wybierzcie się na spacer po Wenecji jak najwcześniej, a później przenieście się na którąś z wysp na przykład na Burano, albo na szeroką plażę na przykład w Punta Sabbioni (Spiaggia di Punta Sabbioni).


Zwiedzanie Wenecji latem ze starszymi dziećmi, takim, które nie potrzebują wózka, czy spacerówki jest znacznie łatwiejsze. Dzieci mają w sobie naturalną ciekawość, a jeśli nigdy wcześniej nie widziały miasta na wodzie, z pewnością im się spodoba.

Musicie jednak wcześniej wspólnie ustalić plan awaryjny na wypadek gdyby się zgubiły, oraz przemyśleć, czy aby na pewno waszym dzieciom spodoba się rajd po galeriach i muzeach, gdy żar leje się z nieba i temperatury w cieniu często przekraczają 30 stopni.


Po drugie: muzea i galerie

Spacerowanie po Wenecji i odkrywanie jej zakamarków, uliczek, mostków jest wystarczająco atrakcyjne, by wasze dzieci się nie nudziły. W końcu to miasto na wodzie - niepodobne do żadnego, które wcześniej widziały.

Dodatkowo, w Wenecji większość głównych atrakcji turystycznych jest ,,po drodze" i nawet bez konkretnego planu zobaczycie większość z nich.

Prawda jest taka, że nawet najbardziej wyjątkowe i cenne wnętrza kościołów i galerii z pewnością przegrają u dzieci w konfrontacji z zabawą na zjeżdżalniach wodnych. Kto chciałby stać w tłumie w kolejce po bilety, gdy można tak fajnie pobawić się na plaży, albo ponurkować w basenie.

Tym bardziej, że małe dzieci oglądające świat z wysokości metra+ są w tłumie w sytuacji, hmm mało komfortowej. Spróbujcie wyobrazić sobie ten las nóg wokół.

wskazówka: jeżeli zależy wam na tym, by w Wenecji zobaczyć też tutejsze muzea i galerie LATEM, musicie zdecydować się na absolutne minimum i rezerwować bilety online.

Po trzecie: wczesna pobudka

Zwiedzanie Wenecji z dziećmi warto jest zacząć wcześnie rano (6.30-7.30) w dzielnicy San Marco. Wszystkie najbardziej znane zabytki Wenecji skupiają się właśnie w tej dzielnicy w okolicach placu Świętego Marka. Dlatego to tam warto zacząć zwiedzanie, zanim plac się zapełni.

Będziecie mieli świetną okazję podziwiać Bazylikę św Marka i pałac Dożów w porannym słońcu, poszukać posągów lwów weneckich nie przedzierając się przez tłumy innych turystów. Nie zapomnijcie też o odnalezieniu Ponte dei Sospiri (Moście Westchnień)

Polecamy wam wjazd windą na dzwonnicę  (Campanilla) przy placu św Marka, najlepiej wcześnie rano po jej otwarciu. Naprawdę warto. Z tarasu widokowego na dzwonnicy zobaczycie panoramę Wenecji, będziecie mogli poobserwować plac św Marka z góry i zrobić ładne zdjęcia Bazyliki św Marka z góry. Taras jest bezpieczny dla dzieci, bo zabezpieczony siatką.

Pamiętajcie, że im wcześniej wybierzecie się na plac św Marka tym szybciej i bez długiego oczekiwania w kolejce, wjedziecie na Campanillę. My ustawiliśmy się na 20 minut przed otwarciem kas. Agusia ganiała gołębie, a ja czekałam w kolejce. W sumie do momentu wejścia do windy (kolejka do kas, kupno biletów) minęło pół godziny. Na dzwonnicę weszliśmy z kilkunastoma innymi osobami. Dużym plusem był brak grup zorganizowanych o tak wczesnej porze.

Akurat trafiliśmy na dodatkową atrakcję w postaci bijących dzwonów tuż nad głowami, nie wiem ile to było decybeli, ale bez zasłoniętych uszu nie można było wytrzymać. Mimo tego polecamy!


wskazówka: duże wycieczki, grupy zorganizowane zazwyczaj około 8.00 -9.00 są wciąż w hotelach na śniadaniach - wykorzystajcie ten fakt i wstańcie wcześnie rano.


Plac św Marka w godzinach porannych
Zwiedzanie Wenecji wcześnie rano to dobry pomysł również dlatego, że latem już około 11.00 przyjemny, rześki poranek zmienia się w skwar trudny do wytrzymania, szczególnie jeżeli macie słabą tolerancję wysokich temperatur. Tłumy i upał to nie najlepsza mieszanka, nie tylko dla dzieci.

Mamy porównanie, bo do Wenecji pierwszego dnia dotarliśmy około 13.00. Zdążyliśmy jeszcze złożyć zamówienie w restauracji przed przerwą na siestę i po lunchu zaczęliśmy nasz spacer po Wenecji. Około 16.00 postanowiliśmy sprawdzić, jak działa komunikacja wodna w Wenecji. Tym bardziej, że dla dzieci było to coś niesamowitego - vaporetto jak autobusy.

wskazówka: jeżeli chcielibyście przepłynąć Canale Grande gondolą, więcej informacji znajdziecie w dalszej części wpisu.

Niestety, upał i ilość turystów dały się dzieciom we znaki i wieczorem postanowiliśmy wrócić na camping. Na następny dzień zaplanowaliśmy wczesne zwiedzanie.  Około 7.00 większość osób podróżująca vaporetto razem z nami to byli miejscowi spieszący się do pracy.

Gdy wysiedliśmy powietrze było jeszcze rześkie, a straganiarze właśnie otwierali swe stoiska. Nieliczni turyści wałęsali się tu i tam i kontrast między tym co zapamiętaliśmy z dnia poprzedniego był olbrzymi. Wcześnie rano zobaczycie Wenecję z zupełnie innej strony.

Wskazówka: Wenecję zwiedzaliśmy i w ciągu dnia i wcześnie rano dzięki 24-godzinnym biletom ACTV. O biletach na tramwaje wodne i poruszaniu się po Wenecji przeczytacie we wpisie  Wenecja praktycznie: tramwaje wodne  Dowiecie się w nim dlaczego warto korzystać z transportu publicznego ACTV, ile kosztują bilety i  czym jest Karta Wenecka.



Po czwarte: Wenecja nocą

Zwiedzanie Wenecji późną nocą ma w sobie coś magicznego. Gdy zapadnie zmrok i muzycy rozpoczną swoje koncerty w restauracjach przy placu świętego Marka, Wenecja rozświetla się tysiącem świateł, które odbijając się w wodzie tworzą niesamowity klimat. 

Niestety przekonał się o tym tylko mąż, bo dzieci były wykończone po całym upalnym dniu spacerowania po mieście. Zresztą nie miałam serca ciągnąć dzieci na spacer po 22.00 z powrotem przewidzianym na 24.00.





Zwiedzanie Wenecji w jeden dzień: podsumowanie


W Wenecji wszystko jest „po drodze,” dodatkowo na budynkach znajdują się wskazówki, w którym kierunku trzeba się udać, by trafić na plac św Marka, czy Most Złotnków (Ponte di Rialto) Odległości nie są duże, a w sezonie rzeka turystów płynie właśnie z placu San Marco do mostu Złotników i z powrotem, dlatego bez problemu znajdziecie główne atrakcje turystyczne. 

Podczas zwiedzania Wenecji w jeden dzień nie możecie pominąć następujących punktów:

Plac św Marka (Zaproponujcie dzieciom szukanie posągów słynnych lwów weneckich)

Pałac Dożów (niemal przy placu św Marka)


Most Westchnień - Ponte dei Sospiri z 1614 roku



Ciekawostka: Most Westchnień łączy wschodnią ścianę Pałacu Dożów z budynkiem więzienia. Jest to most zamknięty i zadaszony, w środku są dwa korytarze. Można go obejrzeć przy okazji zwiedzania Pałcu Dożów. Nazwa Most Westchnień pochodzi od słowa sospiri, czyli smutne westchnienia. Czyje? Oczywiście więźniów prowadzonych tym mostem na salę sądową i spoglądających na Wenecję często po raz ostatni. Taka romantyczna interpretacja..

Most Złotników - Ponte di Rialto 


Campanilla - Punkt widokowy

widok z Campanilli

Canale Grande: gondola, czy vaporetto?

Jeżeli coś warto zrobić w Wenecji, to na pewno zobaczyć miasto z perspektywy kanałów.
Podążając za jedną z internetowych wskazówek zdecydowaliśmy przepłynąć Canale Grande vaporetto linią 1 (wersja ekonomiczna) i szczerze mówiąc to nie wspominam tego najlepiej. 
Być może dlatego, że była to najgorsza możliwa godzina 16-17 i było bardzo tłoczno i gorąco.

Postanowiliśmy zająć miejsce na dziobie i przyznam, że moim zdaniem latem jest to słaby pomysł, chyba, że nie przeszkadza wam mocno grzejące słońce. Tramwaje wodne są w sezonie zatłoczone, na dziobie można zająć tylko miejsca siedzące, które można zliczyć na palcach. Linia numer 1 przepływa cały Canale Grande, niestety zatrzymuje się co chwilę i przyznam, że nie polecam takiej atrakcji w upalne popołudnie.

W wersji droższej zostaje kurs gondolą. Cena rejsu gondolą jest ustalana odgórnie przez miasto, chociaż zdarza się, że nie jest to respektowane.  W 2018 30-minutowa przejażdżka gondolą w ciągu dnia kosztowała 80 euro, a od 19.00 i w nocy do 5.00 rano, 100 euro. 

Przy czym płaci się za gondolę niezależnie, czy płyną 2, 3 osoby, czy jest pełny skład, czyli 6 osób.
Powstałą nawet aplikacja (Kishare), która pozwala łączyć turystów w grupy 6 osobowe, by zmniejszyć koszt takiego rejsu, ale... moim zdaniem może się to sprawdzić w przypadku singli, którzy szukają niskobudżetowych rozwiązań. 

W sumie ile razy w życiu przepłyniecie się gondolą z gondolierem na wyłączność :)?
To trochę tak jak ze spływem w polskich Pieninach po Dunajcu - doświadczenie jednorazowe, a tym samym dobrze jest zadbać o jego jakość.   


wskazówka: latem zdecydowanie nie polecamy korzystania z tramwajów wodnych z dziećmi w godzinach szczytu, jeżeli nie jest to bezwzględnie konieczne.


wskazówka: często gondolierzy którzy mają ostatni kurs do zrobienia oferują zniżki, dlatego jeżeli interesuje was opcja przepłynięcia Canale Grande gondolą to spróbujcie złapać gondolę późnym popołudniem. Nas zaczepił sam gondolier i zachęcał do skorzystania z jego usług za niższą cenę. My zdecydowaliśmy się na transport publiczny.


Wenecja zaskoczyła mnie w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu, również pod kątem czystości miasta. Przeczytałam i słyszałam od znajomych, że zapach miasta, kanałów szczególnie latem nie jest najprzyjemniejszy.

Okazało się, że w czasie naszego pobytu (koniec czerwca) zupełnie nie wyczuwało się żadnego nieprzyjemnego zapachu wody z kanałów, było czysto, przynajmniej w miejscach uczęszczanych przez turystów. Powiem więcej, miasta, które odwiedziliśmy na północy Włoch były znacznie czystsze niż miasta bardziej na południu (Florencja, czy La Spezia)

Jeżeli poszukujecie kempingu w pobliżu Wenecji, opis tego, na którym się zatrzymaliśmy znajdziecie TUTAJ.


Chcecie wiedzieć kiedy pojawiają się u nas kolejne wpisy o miejscach, które warto odwiedzić z dziećmi? Odsyłam was do obserwowania/polubienia naszej strony na facebooku, tam umieszczam info o nowych wpisach (link w pasku bocznym, lub na dole przy przeglądaniu strony na telefonie)

Jeżeli byliście w Wenecji i chcecie podzielić się swoimi wrażeniami, albo macie jakieś pytania, formularz komentarzy znajdziecie poniżej. 

Aby wasz komentarz nie został potraktowany jak spam, podpiszcie go! Wystarczy imię, lub nick.




Warto przeczytać

Linki do stron o Wenecji, które polecam:

w języku polskim, bardzo dużo informacji, przydatna stronka
http://www.wenecja24.info/

w języku polskim, informacje na temat historii zabytków i miejsc w Wenecji, sporo zdjęć
http://co-warto-zwiedzic-wenecja.blogspot.com/2014/05/plac-sw-marka-w-wenecji-piazza-san-marco.html

w języku polskim, świetne zdjęcia, subiektywnie o rejsach po Canale Grande, co prawda wpis jest z 2014, ale jeżeli chcecie obejrzeć, czego się spodziewać po Canale Grande i jak wygląda Wenecja poza sezonem - wpadnijcie:  
http://www.dalekoniedaleko.pl/rejs-po-canal-grande-atrakcja-taka-sobie/

Wenecja dla turystów w pytaniach i odpowiedziach z amerykańskiej perspektywy (angielski)
http://europeforvisitors.com/venice/faq/general-questions.htm

O tym jak dobrze wybrać hotel jadąc do Wenecji również na tej stronie
http://europeforvisitors.com/venice/venice-warning.htm

Nam się nie przyda, bo jesteśmy niezależni, jeżeli chodzi o noclegi, ale może przyda się Wam!


Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger