""

6/06/2019

A jak audiobook

A jak audiobook
Audiobooki dla dzieci: nasz sposób na długą podróż

Samolot, czy samochód? Część z was zawsze wybierze samolot, bo szybciej i , patrząc na statystyki, bezpieczniej. My, wyjeżdżając z dziećmi, zawsze wybieramy samochód, bo daje nam więcej wolności. 

Ale podróż autem ma też swoje minusy.  Zawsze powtarzam, że najgorsze są dojazdy, kilometry do pokonania wzdłuż autostrad, korki na obwodnicach dużych miast...
Przyznacie chyba że długa i monotonna podróż autem jest wyzwaniem dla dzieci, szczególnie tych energicznych i ruchliwych.
W tym wpisie przeczytacie o naszym sposobie na to, jak wygrać z nudą na tak niewielkiej przestrzeni, której granice wyznacza karoseria i co poza tabletami i telefonami zaproponować dzieciom, by kilkusetkilometrowa podróż nie dłużyła się tak strasznie.




Jak długo jeszcze?

Pierwsze godziny podróży są zwykle najtrudniejsze. Większość młodszych dzieci wykazuje się zupełnym brakiem zrozumienia dla zestresowanych rodziców i zasypuje ich następującymi pytaniami  - i to w niewielkich odstępach czasowych ;) :

kiedy dojedziemy – pytanie nieśmiertelne. Nieważne, że dopiero pół godziny temu wyjechaliście, a trasa zaplanowana jest na co najmniej 400km, przecież każde dziecko wie, że wasz zapakowany po dach samochód porusza się z prędkością światła

kiedy będzie postój
– najlepiej co chwilę i przy jakimś placu zabaw, bo przecież przy autostradzie co 20 km jest jakiś plac zabaw, jasne :) 

kiedy zatrzymamy się, by coś zjeść?
Jestem głodna … no tak, przecież jedliście godzinę temu, dziwnym trafem przemiana materii u dzieci nagle w aucie przyspiesza..:)

Dzieci w aucie się po prostu nudzą. Pomijam dzieci wyjątkowe, które potrafią z zaciekawieniem przez całą podróż oglądać mijane krajobrazy przy autostradzie, śpiewając przy tym Starego Donalda, który miał tę słynną farmę (po raz 10).

Długa podróż autem to niemałe wyzwanie dla dzieci

Długa i monotonna podróż autem z dziećmi to często wyzwanie i dla rodziców. Spora ich grupa od razu po zamknięciu drzwi auta wręcza dzieciom tablety, czy telefony, bo tak jest najłatwiej.
Nie jestem wrogiem tabletów, czy telefonów. My również pozwalamy dzieciom, które są już starsze, bawić się aplikacjami i grami podczas podróży autem. Ale jestem zdecydowanie przeciwna graniu, czy oglądaniu filmów bez ograniczeń.
Tym bardziej, że, jak twierdzą okuliści, nie ma nic gorszego dla dziecięcego wzroku niż długie wpatrywanie się w mały ekran smartfona.

A jak Astrid Lindgren

Na różnych stronach i blogach parentingowych pojawiają się czasem listy zabaw i gadżetów dla dzieci, które można wykorzystać podczas jazdy samochodem, jako alternatywę dla tabletów.
Niestety, większość z tych propozycji zdecydowanie przegra w konfrontacji z grami na tablet, czy smartfon. 

Co sprawdza się u nas? Audiobooki! Nie wyobrażam sobie kilkunastogodzinnej podróży bez audiobooka. W zasadzie poza dokumentami, telefonem, pieniędzmi i lekarstwami, audiobooki są kolejną pozycją na mojej checkliście na kilka minut przed długim wyjazdem.  

Podczas naszych długich podróży zawsze wspólnie czegoś słuchamy. Zwykle zabieramy kilka audiobooków, bo z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo wybrać coś do słuchania tak, by spodobało się to i starszym i młodszym dzieciom. 

U nas różnica wieku między dziećmi to 4 lata i czasem musimy wypracować jakiś kompromis pomiędzy klimatami pasującymi młodszej córce i bardziej poważnymi i ciekawymi tematami, które mogłyby zainteresować naszego syna.

Wskazówka: Gdy różnica wieku jest znacząca, oczywistym  rozwiązaniem mogą być słuchawki – każde dziecko słucha swojego audiobooka. Ale polecamy wam jednak wspólne słuchanie audiobooków podczas podróży!

Wspólne, rodzinne słuchanie audiobooka podczas jazdy samochodem ma wiele zalet. Często w trakcie słuchania pojawiają się pytania, można od razu dzieciom coś wyjaśnić, można wspólnie wymyślać co się zdarzy w następnym rozdziale. A kilometry mijają…

Poniżej znajdziecie listę audiobooków, które przesłuchaliśmy z dziećmi podczas naszych rodzinnych road tripów. Dodam, że ten wpis o audiobookach stworzyłam zupełnie spontanicznie. Pomyślałam sobie, że dobre treści warte są rozpowszechniania i polecania.

Może skorzystacie z naszych propozycji i coś wybierzecie!

W części pierwszej przeczytacie o audiobookach na podstawie książek  Astrid Lindgren. Pod każdym audiobookiem znajdziecie naszą ocenę i wiek dzieci, którym dany audiobook może się podobać:


Klasyka: dzieci z miasta jadą na wieś
(wiek 7-13)
Astrid Lindgren ,,Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku? ” tytuł oryginalny: My na wyspie Saltkråkan” wydawnictwo Jung-off-ska

Według informacji wydawnictwa dla dzieci 7-13, ale sześciolatkom też może się spodobać, tym bardziej, że jeden z bohaterów, Pelle, ma 6 lat. Chociaż tytuł jest dziwny nie zniechęcajcie się – zostanie on wyjaśniony w audiobooku!



U nas Agatka miała prawie 6, a Piotrek 11 lat i bardzo im się ten audiobook podobał.
Nasza ocena 6/6
Wykonanie 6/6

O czym jest ta książka?

W opisie wydawnictwa przeczytacie, że są to przygody szalonej pięcioosobowej rodzinki ze Sztokholmu, która spędza wakacje w tajemniczym domu na malowniczej wyspie.
Hmm… Zgadzam się tylko z tym, że wyspa jest rzeczywiście malownicza, a rodzinka pięcioosobowa. 

Jednak wcale nie nazwałabym tej rodziny szaloną, chyba, że miarą szaleństwa jest przeprowadzenie się na dwa miesiące ze Sztokholmu do rozpadającego się domu na wyspie, gdzie diabeł mówi dobranoc.
Rodzina musi liczyć się z każdym groszem, dlatego Merkel (ojciec) jest niezwykle dumny z tego, że udaje mu się okazyjnie wynająć dom na całe lato. Okazyjnie, czyli bardzo tanio, tak więc nic dziwnego, że w owym domu wszystko się sypie, odpada, wodę trzeba nosić ze studni i nagrzać, naprawdę niezły klimat, dla współczesnych dzieci coś niesamowitego.

Główni bohaterowie to Merkel - samotny ojciec, trochę taki nieporadny życiowo pisarz, marzyciel-intelektualista, Malin dorosła już córka, która wszystkim matkuje, pozostałe dzieci to Johan i Niklas: bliźniaki, lat kilkanaście, oraz sześcioletni, spokojny Pelle, który marzy o własnym zwierzaku, a zwierzęta kocha do tego stopnia, że hoduje nawet … osy.

Można powiedzieć klasyka: dzieci z miasta jadą na „wieś”, ale te dzieci są inne.
Dzieje się to w zamierzchłych czasach, kiedy to nie było internetu, smartfonów, telewizor był dobrem luksusowym, a dzieci spędzały całe dnie na zewnątrz, bawiąc się w okolicy bez nadzoru i pomocy dorosłych.

Dzieci na wyspie przeżywają mnóstwo wakacyjnych przygód, integrują się z lokalną społecznością, zawierają przyjaźnie z dziećmi z okolicy, jest zabawnie, czasem strasznie, ale zawsze wszystko się dobrze kończy.

Dużą zaletą jest realizm wydarzeń, młodsze dzieci się nie boją (nie ma potworów, magii, czarodziejów itp.) starsze dzieci potrafią odczytać głębsze przesłanie z wielu sytuacji, z którymi mierzą się dzieci z Saltkråkan.

Polecamy, bo naprawdę dobrze się tego słucha! I nie zniechęcajcie się po pierwszym rozdziale.
,,Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku?”  fantastycznie wypełniał nam czas w samochodzie podczas naszego road tripu po północnych Włoszech i Toskanii. Więcej o tym wyjeździe możecie przeczytać tutaj: Nasze podróże z dziećmi: Włochy



Dygresja:
Bardzo dobrze się złożyło, że pani Edyta Jungowska w pewnym momencie swojego życia postanowiła zrealizować swoje marzenie i założyła wydawnictwo Jung-off-ska. Bo  jako ,,bajkoczytacz” odnajduje się w tym co robi naprawdę świetnie!

Przyznam, że jej styl czytania jest bardzo charakterystyczny i początkowo, przy pierwszych rozdziałach ,,Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku?” trochę mnie drażnił ten niski, ochrypły ton, przeciąganie samogłosek, łączenie słów i muzyka w tle, która pojawiała się jakby nie na miejscu.
Ale im dalej w las to … właśnie w tym zaśpiewie w wykonaniu Jungowskiej i dźwiękach w tle był jakiś sens. 

Edyta Jungowska zdecydowanie zasługuje na najwyższą ocenę za swoje interpretacje czytanych książek. Dlaczego? Bo aktorsko świetnie odgrywa czytane role, łącznie ze zmienianiem głosu, co bardzo lubię w audiobookach dla dzieci.

Świetnie buduje atmosferę, perfekcyjnie wybiera książki, które potem opracowuje, a audiobooki w jej wykonaniu podobają się i dla młodszych i starszych dzieci i dla dziewczynek i dla chłopców – po prostu same plusy!



Kryminał dla dzieci, czy to ma sens?

Astrid Lindgren ,,Detektyw Blomkvist"wydawnictwo Jung-off-ska
(wiek 8-13)
U nas Agata miała 7 i pół, a Piotrek prawie 12 lat
Nasza ocena 6/6
Wykonanie 6/6

Agatha Christie dla dzieci. Dorosłych też słuchanie nie będzie męczyć. Historia wciąga,  nawet 12-13 latek będzie słuchał z zainteresowaniem. Tym bardziej, że główny bohater Kalle Blomkvist ma właśnie 13 lat.



Kalle mieszka w małym, sennym miasteczku, gdzie nic się nie dzieje. Chłopiec marzy o tym , by zostać detektywem. Pewnego dnia do domu przyjaciółki Kallego, Ewy Lotty  niespodziewanie przybywa dawno niewidziany wujek, którego zachowanie jest trochę podejrzane. Co więcej, wujek bardzo interesuje się pewną kradzieżą, o której aż huczy w gazetach.  Kalle postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i  ….

Akcja naprawdę wciąga, działa na wyobraźnię, dzieci przeżywają historię bohaterów, te młodsze może za bardzo. Wiecie jak to jest, główny bohater w nocy wchodzi do pokoju, w którym śpi ,,podejrzany” wujek, z zamiarem zdjęcia odcisków palców i….strąca doniczkę ups, a to pech.

Bardzo polecamy: szczególnie dla trochę starszych dzieci. Ten audiobook ,,uratował nam życie” w pewną długą zimową noc, gdy wracaliśmy z Dolomitów i utknęliśmy z dziećmi na przełęczy Brenner. Więcej o tym wyjeździe na narty możecie przeczytać tutaj: Dolomity w styczniu

Audiobooki dla młodszych dzieci

Astrid Lindgren ,,Pippi wchodzi na pokład”
(wiek 4-9 lat)

Nasza ocena : 5/6
Wykonanie 6/6



Chyba wszyscy znają historię Pippi Långstrump, czyli Pippi Pończoszanki.

To dobra propozycja dla młodszych dzieci. Przyznam, że z Pippi mieliśmy problem, bo Piotrek był za duży na ten audiobook i demokratycznie zdecydowaliśmy, że jednak w tak ograniczonej przestrzeni, jak samochód nie można skazywać kogoś na słuchanie czegoś, co wydaje mu się nudne. W efekcie tego audiobooka nie dokończyliśmy. Polecam wam go jednak dla młodszych dzieci. Naszej córce, wówczas prawie 6 letniej, ten audiobook się podobał. Dla 11latka nuuuda i pytanie, czy raczej błagalna prośba: ,,Czy musimy tego słuchać??”

Astrid Lidgren: Karlsson z dachu lata znów
(wiek 6-8 lat)

Nasza ocena 2/6
Wykonanie 6/6


Tym razem mamy historię o 7latku, Svante Svantessonie, który z rodziną mieszka w kamiennicy w Sztokholmie. Svante jest najmłodszym z trójki rodzeństwa. Każdy w jego rodzinie żyje w swoim świecie, starsze rodzeństwo ma swoje problemy, tata ciągle pracuje, a mama zajmuje się domem i też nie poświęca zbyt dużo czasu najmłodszej pociesze. Dlatego Svante czuje się bardzo samotny, tęskni za przyjacielem, zwierzakiem.



W jego życiu pojawia się Karlsson, mały, jowialny człowieczek, który mieszka za kominem na dachu, ma śmigło dzięki któremu lata i wiedzie beztroskie życie wypełnione niedorzecznymi figlami.

Do naszych dzieci ta treść zupełnie nie przemówiła. Po pierwsze Karlsson jest starszym „wujkiem” bardzo małych rozmiarów, ale jednak. Ma nachalny charakter i ogólnie jest głośny, lubi bałaganić i rubasznie się śmiać. Taki latający jakby krasnoludek. Historia mało ciekawa, przynajmniej  dla naszych dzieci.U nas był to zdecydowanie niewypał.

Audiobook porzucony po przesłuchaniu pierwszych rozdziałów.
Może spodobać się młodszym dzieciom, takim, które jeszcze lubią historie z krasnoludkami w tle.


Astrid Lindgren „Lotta z ulicy Awanturników”
(wiek 2-5 lat)
 
Nasza ocena 3/6
Wykonanie 6/6

To krótki audiobook, ma tylko jedną godzinę. A szkoda, bo Lotta jest fantastyczną dziewczynką, z którą łatwo się mniejszym dzieciom identyfikować. Historia może spodobać się młodszym 4-6 letnim dzieciom. Nie jest męcząca dla starszaków, bo audiobook jest krótki, śmieszny i ,,można go przeżyć, ”gdyby na przykład młodsze rodzeństwo chciało posłuchać historii Lotty.



Lotta to dziewczynka o silnym charakterze. Pewnego dnia decyduje się wyprowadzić z domu (historia gryzącego sweterka w tle) i zamieszkuje na strychu u sąsiadki (!) Coś nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach prawda? 

Znowu Astrid Lindgren z jej niesłychanym wyczuciem dziecięcego świata. Może spodobać się młodszym dzieciom, szczególnie dziewczynkom o silnym charakterze.

W tym roku też czeka nas długa i monotonna podróż i jestem właśnie w trakcie poszukiwań ciekawych tytułów. Na pewno zabierzemy drugą część Detektywa Blomkvista i Ronję córkę zbójnika.. Jeżeli macie jakieś podpowiedzi to chętnie skorzystam!

W kolejnym wpisie już wkrótce pojawią się propozycje innych audiobooków, które przesłuchaliśmy. Może się zainspirujecie i też zabierzecie ze sobą kilka audiobooków w długą, wakacyjną podróż ?

6/01/2019

Białowieża z dziećmi

Białowieża z dziećmi
Jestem ciekawa, jakie skojarzenia pojawią się u was, gdy usłyszycie hasło ,,Puszcza Białowieska". Bardzo prawdopodobne, że większość z was odpowie: żubry, protesty ekologów i kornik drukarz. 

Żubr i kornik. Te dwa słowa pojawiły się też i u mnie jako pierwsze skojarzenia z Puszczą Białowieską. Tegoroczną majówkę postanowiliśmy spędzić właśnie w Puszczy.

Puszcza Białowieska, fajnie... ale co tam robić z dziećmi? To pytanie usłyszałam przed naszym wyjazdem od znajomych. No właśnie. CO tam jest ciekawego dla dzieci?

Jeżeli jeszcze nie byliście w Puszczy Białowieskiej, teraz macie okazję przeczytać o tym, czy warto wybrać się tam z dziećmi.



Do Białowieży  trafiliśmy w ostatnią majówkę. O tym, co widzieliśmy i gdzie byliśmy przeczytacie w dwóch wpisach. W części pierwszej znajdziecie opis naszej rowerowej wycieczki z dziećmi, Skansenu w Białowieży i wyprawy drezyną do Miejsca Mocy w Puszczy. 

W drugiej części dowiecie się, jak wygląda wycieczka do serca puszczy, czyli Rezerwatu Ścisłego, co zobaczycie, a czego nie zobaczycie w Rezerwacie Pokazowym Żubra i gdzie w Białowieży warto spróbować lokalnych, kresowych dań w rozsądnych cenach. 

Oprócz tego zdradzę wam, czym jest miejsce nazwane: Żebra Żubra i czy Muzeum Przyrodniczo-Leśne w Białowieży to strata czasu, czy super atrakcja. 

Serce Puszczy bez fajerwerków

Gdy myślałam o tym, czego się spodziewać po wycieczce po Rezerwacie Ścisłym, czyli lesie pierwotnym, nietkniętym ludzką ręką, miałam przed oczami wąską ścieżkę w gąszczu, na ścieżce zwalone, gdzieniegdzie spróchniałe gałęzie i pnie tarasujące przejście, przeszkody,  na które trzeba się wspiąć, wysilić, by je pokonać. 

Oczami wyobraźni widziałam drzewa o grubych, zwalistych pniach i gęstych koronach. Oczywiście liczyłam na świergot ptaków, bo przecież wiosna, i gdzieś w oddali przemykającą kunę, albo jakąś chociaż nornicę…sowę, dzięcioła??

Myślałam, że w rezerwacie ścisłym będziemy starać się zachować ciszę, jakby przemknąć przez puszczę niezauważenie…



Byliśmy z dziećmi, widzieliśmy i w skrócie mogę wam powiedzieć, że … nie ma dzikiej ścieżki i zwalonych przeszkód na wąskiej dróżce. Ścieżka turystyczna w rezerwacie ścisłym jest wygodna, wyrównana, bezpieczna, szerokością miejscami dorównująca zwykłej leśnej drodze. Dostosowana dla wózków dziecięcych, osób starszych, wycieczek szkolnych, a nawet do przejazdu bryczkami. Można powiedzieć dostosowana do spacerów i przejażdżek po lesie. 



I przez to wycieczka przez las pierwotny naprawdę nie robi wrażenia.
Formuła spaceru, jedna, oczywista trasa zwiedzania, (tam nie można się zgubić!) ścieżka dostosowana, bez przeszkód w postaci pni, podmokłego terenu, sucha, wygodna – to jednak niekoniecznie to, czego się spodziewałam po  rezerwacie ścisłym. 


Nie taki kornik zły jak go malują

Pani przewodnik, która nas oprowadzała miała naprawdę bogatą wiedzę na temat fauny i flory Puszczy Białowieskiej. W końcu nasz spacer, który wybraliśmy z oferty PTTK,  nazywał się Puszcza Białowieska dla dociekliwych. Z wiedzy pani przewodnik korzystali jednak głównie dorośli, w większości emerytowani, uczestnicy spaceru, ale nie dzieci. 

Co kilkaset metrów przystawaliśmy na trasie zwiedzania, by dowiedzieć się o chorobach drzew, rodzajach lasu i owadach zamieszkujących pnie, hubach, porostach, i tak przez 3 godziny. Wiadomości było naprawdę dużo, ale przekaz był dostosowany do większości, czyli dorosłych.



Dzieci wychwyciły tylko część informacji i to głównie tych, które je zaciekawiły, na przykład dlaczego nie można kierować się kierunkiem rozrostu mchu na drzewach w lesie, by określić strony świata, albo jakie drzewa lubi kornik drukarz i jak wyglądały dawniej polowania w Puszczy Białowieskiej. 

Wskazówka: cała wycieczka trwa prawie 4 godziny, z tego 3 godziny po rezerwacie

Dzieciom podobałoby się znacznie bardziej, gdyby była jakaś choćby szansa na zobaczenie dzikich zwierząt: saren, łosi, już nie mówię o żubrach, bo to podczas tego spaceru niemożliwe. Niestety, przy takim ruchu turystycznym żadne, nawet małe, zwierzę nie wystawi przysłowiowego nosa.

Podczas spaceru padały oczywiście pytania o korniki, które zjadają drzewa w Puszczy, i przez które, zgodnie z oficjalnym przekazem, przeprowadzona została wycinka drzew. Podobno wszystkiemu winna jest susza. Puszcza umiera, bo wysycha, a korniki atakują właśnie drzewa osłabione.

Park Pałacowy i selfie w żubrze

Każdy kto trafia do Białowieży odwiedza Park Pałacowy. Wstęp do Parku jest bezpłatny. Tak naprawdę dla przeciętnego turysty, który nie zna się na gatunkach drzew i nie potrafi docenić rzadkich okazów tutaj rosnących,  ten park to nic innego jak luźno rosnące drzewa i kilka alejek. 

Po przejściu wygodnym mostkiem nad stawami na rzece Narewka dotrzecie do miejsca, gdzie kiedyś stał pałac - myśliwska rezydencja carów. Pałac Carski został wybudowany na specjalne życzenie cara Mikołaja III, któremu wyjątkowo podobały się te tereny łowieckie.  W końcu Puszcza Białowieska od wieków była królewskimi terenami łowieckimi.

Niestety, Pałac został spalony przez Niemców w lipcu 1944, gdy ci wycofywali się z Białowieży. Na terenie Parku  nie zachowało się wiele budynków o historycznej wartości. Dziś można obejrzeć jedynie bramę wjazdową i dawne stajnie kozackie. 

W oczy rzuca się za to nowoczesny, wielopiętrowy budynek, w którym mieści się siedziba Białowieskiego Parku Narodowego, Muzeum Leśno-Przyrodnicze, oraz… 3-gwiazdkowy hotel. 

Nie znam się na architekturze, ale ten budynek ma niewiele wspólnego z ekologią i bliskością natury. Całość pasuje do idei Parku Narodowego, lasów pierwotnych i znajdującego się obok Dworku Gubernatora Grodzieńskiego jak kwiatek do kożucha.

Dworek Gubernatora Grodzieńskiego w Parku Pałacowym


Park Pałacowy to park w stylu angielskim, czyli park o swobodnym, naturalnym charakterze, bez efektownych nasadzeń, geometrycznych form, czy alejek. Jego projektantem był Walerian Kronenberg, ten sam, który zaprojektował Park Skaryszewski w Warszawie. 

Niektóre z drzew w Parku rosną od jego założenia, a przed Muzeum możecie zobaczyć kilka starych dębów, które, jak głosi legenda pozostały tu po pogańskim, świętym gaju. Prawdy w tym niewiele, ale dzieci możecie zaciekawić ;)  


Punktem, którego nie możecie ominąć spacerując z dziećmi po Parku Pałacowym jest mini plac zabaw przy Dworku Gubernatora Grodzieńskiego. Furorę na nim robią dwa żubry z otworami, które przyciągają jak magnes. 



Nasza Gusia (7lat) w sekundzie znalazła się w żubrze, pod żubrem, a potem na żubrze. Zresztą, co było dosyć zabawne, te dwa żubry mają właściwości przyciągające nie tylko dzieci. Dorośli, i to nie tylko młode osoby, ale też stateczni emeryci, pstrykali sobie fotki na żubrach i to nie takie w stylu żubr i ja stoję obok, ale normalnie okrakiem na żubrze. Pan 60+, pani 50+ - nie ma to jak poczuć w sobie wewnętrzne dziecko!



Muzeum Leśno -Przyrodnicze

Na liście atrakcji Białowieży i okolic znajduje się również i Muzeum w Parku Pałacowym. Odwiedziliśmy je z dziećmi drugiego dnia, kiedy niebo zasnuło się chmurami i siąpił deszcz. Czy warto? Dzieciom się podobało. 

Ja zachowam umiarkowany entuzjazm, bo warto docenić to, że nawet w mniejszych miejscowościach pojawiają się muzea bardziej interaktywne. Jednak mając porównanie z innymi miejscami dla dzieci o charakterze edukacyjnym w Polsce i Europie ograniczę się do stwierdzenia: dzieci będą zadowolone.

Muzeum możecie zwiedzać albo z audio przewodnikiem (zestaw klasyczny słuchawki z regulacją, da się dopasować do dzieci, oraz odtwarzacz) albo z panem/panią przewodnikiem. 

My wybraliśmy tańszą wersję: zwiedzanie z audio przewodnikiem i naprawdę, mimo początkowych problemów, byliśmy szczęśliwi, że nie jesteśmy w innej grupie z przewodnikiem oprowadzającym po wystawie. 

Nasza grupa w ciszy przemieszczała się między ekspozycjami podczas gdy z tyłu, tam gdzie aktualnie znajdowała się grupa druga, dobiegały nas płacze dzieci, gwar rozmów i wysiłki przewodnika, by być słyszanym.  

Wskazówka: w sezonie i w długi majowy weekend Muzeum przeżywa oblężenie, kolejki i tłumy. Jeżeli chcecie dobrze kojarzyć wizytę w tym muzeum to proponuję przyjść w mniej popularnych godzinach i wybrać zwiedzanie z Krystyną Czubówną w wersji audio.

Zwiedzanie Muzeum

W Muzeum jest ciemno. Całe zwiedzanie zorganizowane jest w ten sposób, że podchodząc do dioramy z wypchanymi zwierzętami, których zarysy widzicie w ciemnościach, zapalane jest światło. Naciskacie na odtwarzaczu numer dioramy i słuchacie kojącego głosu pani Czubównej. 



Przyznam, że jest to strzał w 10. Kto jak kto, ale Krystyna Czubówna jest idealnym lektorem, szczególnie do tematyki przyrodniczej.

Część osób w opiniach na temat muzeum, narzeka, że światło gaśnie za szybko, że dzieci nie nadążają z wciskaniem numeru nagrania i że rodzice nie mogą odpowiadać na pytania dzieci na bieżąco. Nasza 7-letnia córka bez problemu sobie radziła. Widziałam też i mniejsze dzieciaki, które nie miały żadnego problemu z odsłuchiwaniem nagrań. Pewnie w przypadku 4 -5 latków mogłoby to być trudniejsze, bo nie ma wersji nagrania dla dzieci, więc pada wiele niezrozumiałych słów. 

Jestem przekonana, że zwiedzanie z audio przewodnikiem jest zdecydowanie lepszym wyborem niż zwiedzanie z głośnym tłumem. A maluszkom zawsze można zreferować w skrócie co jest na dioramie, po odsłuchaniu nagrania. Zresztą nawet bez odsłuchu sobie poradzicie, a 4 latek i tak nie zapamięta co to są olsy, czy grądy.



Po wyjściu z muzeum możecie wejść po schodach, lub wjechać windą na wieżę, by zobaczyć Park Pałacowy z góry. Niestety panorama jest mało ciekawa - głównie drzewa i dachy domów w Białowieży. 

Wieża ...widokowa? Muzeum Leśno-Przyrodnicze


Nasze dzieciaki tak zainteresowały widoki z tej wieży, że… przebywały na niej tyle, ile zajmuje kilkukrotne obiegnięcie tarasu. (na wieży byliśmy sami) Większą atrakcją było to, kto pierwszy znajdzie się na dole, czy syn jadąc windą, czy córka zbiegając po schodach… ach te dzieci.


Zróbże minę uprzejmą żubrze

Każdy przyjeżdżający do Białowieży liczy na spotkanie z żubrem. Najłatwiej takie sobie załatwić w Rezerwacie Pokazowym Żubra. 

Rezerwat ten to nic innego jak małe zoo ze zwierzętami z lasów europejskich. Jest oczywiście i wybieg dla żubrów. Sztuk 4, czy 5. Są wilki, sarny, łosie. Zwierzęta na klasycznych wybiegach, jak w zoo. Szerokie alejki, ławki.

Największą atrakcją w Rezerwacie Pokazowym Żubra dla naszych dzieci, i dla większości dzieci odwiedzających rezerwat, stał się … plac zabaw.

Plac zabaw w Rezerwacie Pokazowym Żubra godzinę przed zamknięciem (maj 2019)




Dla 7latki wspinaczka na placu zabaw jest znacznie ciekawsza niż cztery śpiące żubry z niewzruszonym spokojem przeżuwające siano.



Właśnie, GDZIE były żubry? Przecież trafiliśmy do Rezerwatu Pokazowego Żubra, a nie do Ostoi Zwierząt Puszczy Białowieskiej czytaj: zwykłego mini zoo.
Nazwa wprowadza w błąd. No ale pokazano nam żubry? Pokazano, więc o co  chodzi? Mógłby ktoś zapytać.  



Spotkałam się też z opisem, który lepiej oddaje charakter miejsca: Rezerwat Pokazowy Dzikich Zwierząt, chociaż patrząc na klasyczne wybiegi i siatki, to bliżej temu miejscu do zwykłego zoo niż do idei rezerwatu.

Podobno część wybiegów jest znacznie większa, co tłumaczyłoby pustki na niektórych z nich. 
Teraz wytłumaczcie to dzieciom. Przykładowy dialog w Rezerwacie Pokazowym Żubra:,,Mamo, dlaczego nie ma tu żadnych zwierząt?" ,,Bo na niektórych wybiegach musi odrosnąć zjedzona trawa, a inne wybiegi to tak naprawdę tylko kawałek całości i zwierzęta są w lesie." No cóż, wersja ekonomiczna. 

Wersja droższa i ciekawsza wymagałaby jednak większej pomysłowości i nakładów finansowych niż tylko ogrodzenia terenu siatką i wystawienia paśnika.

Rezerwat Żubra - gdzie są żubry?






Wskazówka: jeżeli wybieracie się z dziećmi do Rezerwatu Pokazowego Żubra na dłużej, przygotujcie sobie prowiant. W nowoczesnym budynku, w którym znajdują się kasy, nie było żadnej restauracji, ani kawiarni, czy chociaż sklepu z przekąskami, czy sałatkami.
W maju 2019 w części bufetowej stał jedynie automat do słodyczy i batoników i obok automat do kawy. Sądząc po kolejkach jakie się do nich tworzyły to popyt na takie usługi w sezonie jest. Może latem pojawią się chociaż jakieś food trucki w okolicy parkingu??
  
Lokalnie i smacznie

Gdy już przespacerujecie się po Rezerwacie, zobaczycie Skansen podczas wycieczki rowerowej, albo odwiedzicie drezyną Miejsce Mocy z pewnością będziecie chcieli zatrzymać się gdzieś, by coś dobrego zjeść i przede wszystkim, by wasze dzieci coś zjadły.  



Jeżeli chcecie spróbować lokalnej kuchni polecamy wam bistro Babushka w Białowieży. Byliśmy i wypróbowaliśmy i właśnie tam wracaliśmy w kolejnych dniach. Wracaliśmy mimo długiego czasu oczekiwania w kolejce, w szczycie 30-45 minut, bo zamawia się przy barze, i mimo styropianowych talerzy, które nie pasują zupełnie do wystroju. 

W Babushce jest po prostu ładnie, smacznie i rozsądnie cenowo. Prosto, bez zadęcia. Można zjeść na zewnątrz pod parasolami, lub w środku – miejsca jest sporo. Dlaczego wybraliśmy tę restaurację? Ze względu na proste dania pod dzieci (żurek, rosół, pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane) Menu możecie znaleźć online. 

My chcieliśmy spróbować czegoś lokalnego. Polecamy wam pielmieni z baraniną (takie mini pierożki) i kartacze.  Próbowaliśmy też soljanki, tradycyjnej, rosyjskiej zupy mięsnej z oliwkami, ogórkami kiszonymi i śmietaną. Smak przypominał lekki gulasz, tylko skąd w tradycyjnej, rosyjskiej zupie oliwki?:)

Przyznam, że w tym bistro tylko jeden dodatek, który zamówiliśmy, a właściwie, który zamówiły dzieci, był niesmaczny – frytki. Zamówione raz eksperymentalnie przez dzieci i niezjedzone.

Żebra Żubra

I na koniec - obiecane Żebra Żubra. Nazwa ciekawa prawda? Skąd się wzięła? Od pierwotnego wyglądu tej prawie 3 kilometrowej ścieżki edukacyjnej biegnącej przez las w kierunku Rezerwatu Żubra. 

Ścieżka oddana do użytku w 1980 roku początkowo miała postać trasy z dębowych i jesionowych desek i szczap, których nierówna powierzchnia i układ przypominały żebra. Ścieżka została wyremontowana w 2016, ale nazwa pozostała. 

Ścieżka edukacyjna Żebra Żubra


Dla mnie jako laika, a nie przyrodnika, las wzdłuż ścieżki Żebra Żubra niczym nie różnił się od lasu w rezerwacie ścisłym. Nawet przechodziliśmy obok miejsc, gdzie w powietrzu czuć było czosnek niedźwiedzi, tak jak w rezerwacie. Moim zdaniem spacer po Żebrach Żubra był przyjemniejszy niż spacer po Rezerwacie Ścisłym.

wskazówka: przy wejściu na tę bezpłatną ścieżkę znajduje się niewielki parking, część samochodów stała też zaparkowana po prostu wzdłuż drogi. Czas przejścia ścieżki to około 30 -45 minut. 

Ścieżka jest przeznaczona dla ruchu pieszego - nie wolno po niej jeździć rowerem, głównie dlatego, że stwarzałoby to niebezpieczeństwo dla turystów pieszych. Nas co prawda mijali ludzie na rowerach, ale albo nie byli świadomi zakazu, albo go po prostu zlekceważyli. Jeżeli Żebra Żubra będą na waszej trasie - możecie sobie rowery przeprowadzić.

Żebra Żubra i europejskie lasy


wskazówka: przygotujcie sobie różne ciekawostki o żubrach i Puszczy Białowieskiej, by ten spacer był dla dzieci ciekawszy, i by nie miały wrażenia, że to był TYLKO spacer po lesie. 

Bo prawda jest taka, że Puszcza najbardziej zachwyca turystów z południa Europy, którzy nie mają takich lasów u siebie. 

O Puszczy Białowieskiej możecie przeczytać ciekawą relację również i tutaj:
http://www.montravels.pl/podroze/co-zobaczyc-w-bialowiezy/http://www.montravels.pl/podroze/co-zobaczyc-w-bialowiezy/

Jeżeli chcielibyście wstać o 3.00 rano i wybrać się ,,na żubry" o szczegółach możecie przeczytać tutaj:  https://tastepoland.pl/2018/07/12/bialowieza_wyprawanazubra/

Jeżeli macie jakieś pytania, albo chcielibyście podzielić się ciekawymi informacjami o Puszczy Białowieskiej – formularz komentarzy znajduje się pod wpisem. Tylko podpisane komentarze będą opublikowane, wystarczy imię, lub nick.
Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger