""

7/25/2019

Nasze podróże z dziećmi: Północne Włochy

Nasze podróże z dziećmi: Północne Włochy
W tym roku na nasz wakacyjny road trip znowu wybraliśmy Włochy. We Włoszech jest wszystko to, co lubimy: zróżnicowane krajobrazy, fantastyczna infrastruktura turystyczna dla podróżujących tak jak my z miejsca na miejsce, pyszna kuchnia, słońce i góry. Nasze dzieci, jak większość dzieci, kochają baseny, pizzę i lody.

U mnie Włochy punktują również i za język – co prawda jestem na etapie początkującym, ale nawet podstawowa znajomość włoskiego robi różnicę. Uwielbiam te okazje do mówienia po włosku, uwielbiam oleandry i ciepłe wieczory. 

Dodatkowo odległość do pokonania jest akceptowalna, by jak najmniej czasu tracić na dojazd. Włochy są po prostu idealne. Nasz pierwszy włoski roadtrip zrobiliśmy dwa lata temu, wtedy celem była Toskania, w tym roku wybraliśmy Włochy północne: Dolomity i via ferraty. 


wskazówka: o naszym pierwszym wyjeździe do Włoch i Toskanii możecie przeczytać tutaj: Nasze podróże z dziećmi: Włochy 



Via ferrata – ,,żelazna droga” to trasa wspinaczkowa z łańcuchami, klamrami, drabinami…brzmi poważnie.  W tym roku chcieliśmy przekonać się, czy w ogóle są jakieś łatwe ferraty w Dolomitach, które można przejść ze starszymi dziećmi (u nas Agatka prawie 8 lat i Piotrek 12).
Oprócz tego ja chciałam zobaczyć włoskie jeziora: Maggiore i Como, o których tyle czytałam i którymi tyle osób się zachwyca. Chcieliśmy też powrócić nad Gardę i do Wenecji. Jak zwykle będą pojawiały się posty z większą ilością szczegółów. 

Informacje o nowych postach pojawiają się też na naszej stronie na facebooku, jeżeli chcecie  być na bieżąco - link w pasku bocznym. 

Jak zwykle do krótkich opisów miejsc, w których byliśmy z dziećmi dołączamy nasze oceny (w skali 1-6) Pamiętajcie, że to są nasze subiektywne opinie i odczucia, na które wpływa przede wszystkim to, co lubimy ( aktywny wypoczynek, malownicze krajobrazy, bardziej poza miastem niż w mieście) i czego nie lubimy podczas wyjazdów (tłumy, głośne nocne życie, duże miasta)

Co oznaczają oceny w skali 1-6?
6 (miejsce wyjątkowe) oznacza, że miasto/miejsce wydało nam się na tyle wyjątkowe, że chętnie byśmy tam jeszcze wrócili. Z reguły miejsca, które są przepełnione turystami są przez nas oceniane niżej, nawet jeżeli same w sobie są interesujące. 

5 (polecamy) miasta/miejsca, które polecilibyśmy znajomym tam się wybierającym

4 (ok) warto zobaczyć, aczkolwiek jest trochę minusów
3 (nic szczególnego) miasto/miejsce, które nie zrobiło na nas wrażenia
2 (można sobie darować)
1 szczerze to nie sądzę, że tę ocenę kiedykolwiek wystawimy, ale kto wie...

atrakcyjność dla dzieci w skali 1-6
Ocenialiśmy miejsca/parki rozrywki i inne atrakcje/trasy rowerowe, szlaki górskie pod kątem dzieci (u nas 8 i 12 lat)
Dzień pierwszy (22/06) zaczynamy!

W tym roku dojazd do Włoch podzieliliśmy sobie na trzy części.

Pierwszy przystanek zrobiliśmy tuż przy polsko-niemieckiej granicy na campingu w okolicach Złotoryi. Osiem godzin w aucie wystarczyło i nam i dzieciakom.

Po straszliwie upalnym czerwcu w mieście, pladze komarów i wypalającym wszystko słońcu, dojazd na camping w wiejskiej, sielskiej okolicy, gdzie pagórki, lasy i pelargonie w oknach chylących się chatek, był właśnie tym, czego nam było trzeba.

Camping, zadziwiająco pusty, miał wszystko, czego potrzebowaliśmy. Agatka zachwycona zwierzętami (króliki, kucyki, lamy, osiołki, owce you name it) dokarmiała papużki i króliczki, Piotrek mógł pograć w siatkówkę i ping ponga. Był nawet plac zabaw. Krótka wycieczka rowerowa przez pola pokolorowane makami i chabrami, przypomniała nam o tym, jak pięknie jest też i w Polsce.






Dzień drugi (23/06)

Zgorzelec – Mayrhofen, Austria (726km)

To była długa podróż... Do Mayrhoffen dotarliśmy przed 22.00. Obawialiśmy się, czy zdążymy przed zamknięciem wjazdu na camping – Austriacy i Niemcy są bardzo sumienni. Jeżeli się spóźnisz, nawet 5 minut – nie wjedziesz. 

Oczywiście moglibyśmy rozłożyć przyczepę, przenocować i wjechać na camping rano, ale zależało nam na podłączeniu się do prądu. Na szczęście szlaban był podniesiony i wjechaliśmy na kemping 21:50. Zresztą coś z tym szlabanem było nie tak, bo ani razu podczas naszego pobytu nie widziałam go opuszczonym, ale nigdy przenigdy nie liczyłabym na to, że w Austrii coś takiego się powtórzy. Porządek musi być: 22.00 zakaz ruchu i tak też jest. 

Dzień trzeci (24/06)

Austriacka rozgrzewka. Nie takie ferraty straszne jak je malują  

Via ferrata Klettersteig 
trasa rowerowa w Mayrhofen
Nasza ocena: 5
Atrakcyjność dla dzieci 6

Przywitał nas piękny dzień i przyjemne górskie powietrze. Tak jak zaplanowaliśmy, po śniadaniu zebraliśmy sprzęt wspinaczkowy i ruszyliśmy w kierunku naszej pierwszej, treningowej via ferraty, o której przeczytałam tutaj (polecam wam opis tej ferraty dla dzieci i fotorelację ze wspinaczki) : One more trip

Było w porządku, dzieci dały sobie radę, ja również : ) Mieliśmy okazję przyjrzeć się jak radzi sobie podczas wspinaczki nasza prawie 8 latka. Pierwszego dnia w Mayrhofen pokonaliśmy, jak się okazało, 3/4 tej via ferraty. Myśleliśmy, że to dopiero połowa, a niestety upał dał się nam we znaki i dzieci marzyły tylko o basenie na campingu i lodach, tak więc pozostałą, krótszą cześć trasy przeszliśmy dwa dni później. 





Byłam bardzo dumna z dzieciaków. Poradziły sobie świetnie na ferracie, więc była nadzieja, że i we Włoszech się wspólnie powspinamy.

Dzień czwarty (25/06)
Ośrodek narciarski Penken latem
Nasza ocena:  6
Atrakcyjność dla dzieci: 5 (zjazd rowerowy z Penken tylko dla starszych dzieci)

Drugiego dnia naszego pobytu w Mayrhofen miał być szczyt upałów – 34 stopnie (!) postanowiliśmy więc uciec jak najwyżej. Wjechaliśmy kolejką narciarską na 2 100 m npm na szczyt Penken (dla porównania Kasprowy w Tatrach ma 1 987m npm) 



Oczywiście zabraliśmy rowery, licząc na to, że pojeździmy z dziećmi po ścieżkach wzdłuż grzbietów, tak jak to obiecywały foldery z atrakcjami Penken. Dzieci miały wielką ochotę na zabawę w dużych, przezroczystych kulach na jeziorku na szczycie. Niestety przed sezonem kule wodne nie działały, ale dwa fajne place zabaw plus jedna linia do zabawy wodą zupełnie dzieciakom wystarczyły.






W porównaniu z dusznym gorącem doliny, na 2 100m npm było rewelacyjnie – 22 stopnie, słońce i bezchmurne niebo, idealna widoczność i wspaniałe widoki. Żałowałam, że nie zabrałam jakiejś książki, bo mogłabym spędzić tam w cieniu pół dnia. Okazało się, że nie tylko my uciekliśmy do góry przed upałami, ale tłumów nie było. Po wczesnym obiedzie ruszyliśmy na wycieczkę rowerową.

Bo to Tyrol właśnie!

Ścieżka rowerowa, którą jechaliśmy była bardzo widokowa, ale jak każda ścieżka w górach, miała też podjazdy, co prawda nie jakieś zabójczo strome, ale jednak. Po niecałej godzinie nastąpiło małe załamanie u najmłodszego ogniwa, że ciężko, że gorąco, że wolałabym popływać i kiedy na lody, gdzie my właściwie jedziemy i jak długo jeszcze. Odpowiedź, że jedziemy tak sobie pojeździć i podziwiać góry i górskie łąki nie jest odpowiedzią właściwą. Dla młodszych dzieci to abstrakcja : )



Tak więc moja wycieczka musiała zakończyć się wcześniej. Zgodnie z planem, wróciłam z Agusią kolejką do doliny. Piotrek (12lat) wolał zjechać z tatą trasą rowerową. Zjazd ten zajął im dosyć długo ze względu na trudniejsze odcinki, kiedy to po prostu musieli jechać wolno, a bywało, że Piotrek wolał rower przeprowadzić.

Wieczorem pojechaliśmy zobaczyć Most Diabła Toefelsbrucke.

Dzień piąty (26/06)

Trasa rowerowa wzdłuż Zillertal

Nasza ocena 4
Atrakcyjność dla dzieci 5 (za baseny i plac zabaw)




Zaplanowaliśmy wycieczkę trasą rowerową w dół doliny, wzdłuż górskiej rzeki Ziller. Wycieczka wygodna i mało męcząca. Tym razem mieliśmy cel - basen miejski ze zjeżdżalnią.



W Austrii ścieżki rowerowe są idealnie przygotowane na wycieczki dla rodzin z dziećmi, po drodze mogliśmy zatrzymać się i na zacienionym placu zabaw i na lody i na basenie miejskim. Na placu zabaw można było napełnić bidony zimną, źródlaną wodą - super.




O tym, jak bardzo Austriacy dbają o infrastrukturę dla rowerzystów świadczy to, że osobiście widzieliśmy, jak przycinano łąkową trawę, by nie wrastała na ścieżki rowerowe. Oczywiście potem ścieżki czyszczono dmuchawami. Takie rzeczy to tylko w Austrii : )
Dotarliśmy do Aschau im Zillertal - trasa z Mayrhofen na 12 i pół kilometra - dobry wynik dla naszej prawie 8-latki :) Powrót do Mayrhofen pociągiem.


Dzień szósty (27/06) ruszamy nad jezioro Como

Kończymy via ferratę Klettersteig
Nasza ocena 5
Atrakcyjność dla dzieci 5

Nasz ostatni dzień w Mayrhofen postanowiliśmy wykorzystać na dokończenie via ferraty sprzed dwóch dni. Do miejsca, gdzie poprzednio skończyliśmy doszliśmy zwykłym górskim szlakiem, tam założyliśmy uprzęże i kontynuowaliśmy wspinaczkę. 





Jednak wspinaczka latem jest znacznie większym wyzwaniem niż wspinaczka, czy wędrówki po górach poza sezonem największych upałów. Później ruszyliśmy do Włoch prze Szwajcarię...

Przejechaliśmy z Mayrhofen w Austrii do Domaso nad jeziorem Como. Przyznam, że po tygodniu w górach, chłodnych wieczorach, rześkich porankach i upalnych dniach przeskoczyliśmy nagle w tryb ciepłe, wilgotne wieczory, słoneczne i bardzo ciepłe poranki i upalne dni bez wiatru, z wysoką wilgotnością powietrza. 

Pierwsza doba była trudna i zaczynaliśmy tęsknić za chłodniejszymi, górskimi nocami. Tym bardziej, że nad Como, oprócz dużej wilgotności powietrza, nie było najmniejszego chociaż wiatru. Na taką pogodę trafiliśmy. Było za to sporo krwiopijczych komarów, moskitiery musiały być zaciągnięte, co przy braku wiatru zupełnie nie pomaga przetrwać. W takich miejscach brak klimatyzacji w przyczepie, czy kamperze, zresztą wszędzie, daje się we znaki. 

Już wkrótce opis drugiego tygodnia. O ile pierwszy tydzień w Austrii upłynął nam pod znakiem wycieczek rowerowych i górskich, to tydzień drugi był już bardziej wypoczynkowo-turystyczny – zbieraliśmy siły przed Dolomitami…

O naszej trasie w drugim tygodniu, która mogłaby się nazywać : ,,Szlakiem włoskich jezior: Maggiore, Como i Garda" już wkrótce!



Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger