""

12/29/2019

Dolomity: via ferraty z dziećmi

Trzeci tydzień naszego wakacyjnego wyjazdu miał być wyzwaniem.
Chcieliśmy zmierzyć się ze wspinaczką na via ferratach w Dolomitach. Z dziećmi.

Pasowałby tu hasztag w stylu #youonlyliveonce (#zyjesieraz) albo #nochallengenofun (#niemawyzwanianiemazabawy)



I uprzedzę pytania: lubimy góry, ale nie jesteśmy zakręceni na wspinaczkę w skałkach i nie spędzamy każdego weekendu z dziećmi na ściance. Jedyny kontakt jaki nasze dzieci miały z uprzężami i karabinkami był wtedy, gdy wspinały się na trasach w parkach linowych… A jednak zdecydowaliśmy, że spróbujemy powspinać się razem z dziećmi w Dolomitach.

Czy 8 letnie dziecko jest w stanie przejść via ferratę? Czy to jest w ogóle bezpieczne dla dzieci? Czy via ferraty są zarezerwowane tylko dla doskonale przygotowanych kondycyjnie pasjonatów wspinaczki? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dzisiejszym wpisie.


Może ktoś z was po przeczytaniu zacznie zastanawiać się, czy wasze dzieci też byłyby gotowe na takie wyzwanie?:)



Nigdy wcześniej nie wspinaliśmy się na via ferratach w Dolomitach, więc nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Przyznam się, że początkowo przerażała mnie wizja pionowych skał pode mną i naszej 8latki przede mną. Bo tak naprawdę najbardziej obawiałam się o to, jak w takich warunkach poradzi sobie nasza córka.

Mieliśmy wiedzę teoretyczną, sporo czytaliśmy, mieliśmy doświadczenie w pokonywaniu trudniejszych szlaków w Tatrach, ale na pewno nie odważyłabym się na vie ferraty w Dolomitach, gdyby nie dowód na to, że może nam się udać przejść je z dziećmi.

Impuls do tego, by zainwestować w sprzęt do wspinaczki i wybrać się latem w Dolomity z dziećmi zawdzięczamy zaprzyjaźnionej rodzinie z dwójką dzieci, która opowiedziała nam o swoich pierwszych doświadczeniach na via ferratach w ubiegłym roku.

A ponieważ nasze dzieci są w podobnym wieku, mają podobną kondycję i nie mają lęku wysokości my też postanowiliśmy zmierzyć się z tym wyzwaniem.


info : ten wpis to podsumowanie trzeciego tygodnia naszego wakacyjnego road tripu po północnych Włoszech. Jeżeli jesteście ciekawi jak wyglądała nasza trasa w pierwszym i drugim tygodniu rzućcie okiem na pozostałe wpisy z tego wyjazdu:

Tydzień I Austria – Tyrol latem
Tydzień II Trzy jeziora Garda, Como i Maggiore


Początki są ….łatwe

Po tygodniu spędzonym nad jeziorami w północnych Włoszech zaczęliśmy naszą przygodę z włoskimi via ferratami.

Pierwsze proste via ferraty mieliśmy już za sobą. W pierwszym tygodniu, na rozgrzewkę, przeszliśmy z dziećmi naszą pierwszą ferratę Klettersteig w Mayrhoffen w Austrii. Pod koniec drugiego tygodnia wspinaliśmy się z dziećmi na łatwej ferracie w Arco nad Gardą.


Poznaliśmy i poobserwowaliśmy zachowanie dzieci podczas przejścia ferratami, wiedzieliśmy na co mamy zwrócić uwagę, szczególnie w przypadku Agatki.

W końcu dotarliśmy w Dolomity, główny cel naszego wyjazdu w tym roku. Byliśmy gotowi na prawdziwe wyzwanie: włoskie ,,żelazne drogi”, czyli vie ferrate.


Jak pech to pech

dzień 14 (05/07)

Via ferrata Giovanni Barbarra pod wodospadem Cascata di Fanes

Zazwyczaj umieszczam na początku naszą ocenę danego miejsca w skali 1-6. Z ferratą Giovanni Barbarra mam problem, bo prawie tam byliśmy, ale jednak tam nie byliśmy. O tym dlaczego zaraz się dowiecie…

Gdy dojechaliśmy na camping i rozbiliśmy ,,obóz” podjęliśmy szybką decyzję: po południu idziemy na łatwą ferratkę Giovanni Barbarra pod wodospadem. Polecili nam ją znajomi jako łatwą dla dzieci i krótką. Największą atrakcją miało być właśnie przejście pod wodospadem.

Relację z przejścia tą ferratą znalazłam też w sieci u rodzinki spiekua.

Moje obawy odnośnie tego, czy wyjście na ferraty z mniejszym dzieckiem jest wykonalne trochę się rozwiały, gdy zobaczyłam zdjęcia ich córki tutaj:  via ferrata Giovanni Barbarra
Nawet młodszej od naszej Aguśki i właśnie na tej ferratce. Polecam wam przeczytanie tej relacji, jeżeli chcecie wybrać się na ferratę Giovanni Barbarra.

Dojście do ferraty miało być łatwe, ale też i długie. Zwykły godzinny trekking z dziećmi. No i coś mnie podkusiło, by skrócić czas dojścia do ferraty…Gdzieś przeczytałam, że można pokonać większą część tej drogi rowerem.

Są podjazdy, zjazdy, później zostawiamy rowery, zostaje krótkie podejście lasem i jesteśmy pod ferratą. Postanowiliśmy spróbować... Co się jednak okazało?




Przy zjeździe szeroką trasą o naprawdę małej stromiźnie przednie koło roweru naszej córki wpadło w nierówność. Doświadczony rowerzysta w takiej sytuacji zapanuje nad rowerem. Gusię niestety podbiło, po czym koło najechało na wystający kamień, a dziecko nam wylądowało na ziemi.


Całe szczęście, że skończyło się tylko na wielkim siniaku i obiciu na piszczelu i lekko zdartej skórze dłoni (na szczęście były rękawiczki uff) , rzęsistych łzach i ,,ja już chcę wracać” plus ,,bo ja to zawsze mam pecha” Resztę drogi prowadziłyśmy rowery.

Piotrek (12lat) bez problemu przejechał tę drogę. Jednak wiek i umiejętność przewidywania tego, co może się stać robi swoje.


wskazówka: jeżeli chcecie dojechać do ferraty Barbarra rowerem popatrzcie na zdjęcie powyżej - nawierzchnia na szlaku to głównie drobne kamyczki, gdzieniegdzie większe i oczywiście dużo piasku wapiennego.

Tego popołudnia nie mieliśmy szczęścia. Gdy już dotarliśmy do końca szlaku okazało się, że … jesteśmy po niewłaściwej stronie wąwozu. W oddali widzieliśmy ferratę w całej okazałości.



Niestety nie mieliśmy czasu na zejście wąwozem i podejście na ferratę od drugiej strony. Było już około 18.30, dolinka wzdłuż której prowadziła ferrata była zacieniona, słońce za górami i nie chcieliśmy ryzykować wyjścia na tę ferattę z dziećmi tak późno.




Nasza pomyłka wynikła z tego, że skierowaliśmy się na szlak prowadzący do Cascata di Fanes (Wodospadu di Fanes) Owszem zobaczyliśmy wodospad w całej okazałości, ale ... po drugiej stronie!  Na mapach googla widać jakąś drogę (szlak?) wzdłuż północnego brzegu strumienia, ale nie jestem pewna, czy to właśnie tam prowadzi szlak do ferraty. Cóż, usiedliśmy przy drewnianym stole z widokiem na wodospad i ferratę Giovanni Barbarra i pocieszaliśmy się przekąskami ;)



dygresja:
Szczerze to nie wiem, w którym momencie powinniśmy byli skręcić w lewo zamiast w prawo (tak wynikało z opisu na blogu spiekua.pl przy jakimś drogowskazie).

To znaczy jeżeli ktoś będzie chciał skorzystać z tej informacji to ma kierować się na ...? BTW uwielbiam takie doprecyzowane wskazówki na blogach. :D ) Być może w ogóle weszliśmy innym wejściem, niż główne do Parku, więc prawo, czy lewo nie ma tu odniesienia. Zostawiam więc was z ta zagadką - jeżeli ktoś z was będzie chciał podzielić się info jak dotrzeć od dobrej strony do tej ferraty to dajcie znać w komentarzu pod postem!
Tak więc miała być łatwa i krótka ferratka, a musieliśmy się obejść smakiem. Na ferratę Barbarra postanowiliśmy wrócić przy bardziej sprzyjających okolicznościach.

crème de la crème
dzień 15 (06/07)

Parco Naturale Tre Crime


nasza ocena 6/6
atrakcyjność dla dzieci (oczywiście tych, co to lubią się wspinać) 6/6


Noc w górach była rześka, nawet trochę popadało. Ranek przyniósł chłodek, więc po raz pierwszy od ponad tygodnia wyciągnęłam cieplejsze ubrania i długie spodnie. Kontrast miedzy temperaturami w górach, a pogodą nad jeziorami jest niesamowity, szczególnie, gdy doświadczasz go podczas jednego wyjazdu.

wskazówka: planując wyjazd w Dolomity pamiętajcie o zabraniu cieplejszego zestawu ubrań – kurtki i ciepłe bluzy to oczywistość! I niech was nie zmylą temperatury w ciągu dnia – noce w górach zawsze są chłodne!

Postanowiliśmy zacząć od wysokiego C. Wiedzieliśmy, że prognozy pogody zapowiadają fantastyczne warunki, więc zaplanowaliśmy cały dzień na szlaku i na ferracie. Nasze podejście do ferraty zaczęliśmy przy schronisku Auronzo.

Nasza trasa wyglądała tak: trekking od schroniska Auronzo do schroniska Lavaredo później przez przełęcz Forcella Lavaredo wejście na Ferratę i przejście tą stroną, poprzez tunele z I wojny światowej do schroniska Tre Crime. Powrót do Auronzo szlakiem turystycznym.
Szczerze to nie wiem co napisać: tamtejsze góry to crème de la crème wszystkich pasm górskich, które widziałam. Po prostu oszałamiające, przepiękne widoki. Jeżeli mielibyście przeznaczyć tylko jeden dzień, by zobaczyć włoskie Alpy - powinniście przyjechać do Parco Naturale Tre Crime.

Nawet jeżeli nie zamierzacie wspinać się na via ferratach to i tak warto, bo widoki są nieziemskie, a szlak od schroniska Auronzo do schroniska Lavaredo łatwy. Chyba też najbardziej oblegany w Dolomitach!


O tej ferracie chciałabym stworzyć cały post, bo po prostu warto! Było niesamowicie!

dzień 16 (07/07)
nasza ocena 4/6

atrakcyjność dla dzieci 5/6
Po Tre Crime byliśmy zmęczeni. Dzieci też. Żaden trekking i dojście do ferraty trwające powyżej godziny nie wchodził w grę, dlatego wybraliśmy po prostu ferratę, do której można było dojechać wyciągiem narciarskim.

Gdy dotarliśmy na miejsce złapał nas lekki deszczyk, co miało też swoje dobre strony, bo czekając aż się przejaśni mogliśmy dokładnie przyjrzeć się, co nas czeka na dwóch ferratach, które wybraliśmy na dziś. 


Plan był taki, że wspinamy się trudniejszą ferratą po prawej (zdjęcie powyżej, skałki z prawej strony wyciągu) i dochodzimy do schroniska u szczytu wyciągów. 
Ktoś mógłby powiedzieć: po co się wspinać jeśli można podjechać do schroniska wyciągiem. No właśnie. Po przyjrzeniu się trudniejszej ferracie, którą wybrali pozostali, zrezygnowałam ze wspinaczki z Agusią.

Wspinanie się tylko dla samego wspinania jakoś mnie nie kręci. Dla mnie liczy się to, by zobaczyć miejsca i krajobrazy, które są niedostępne ze zwykłego turystycznego szlaku. 
Myślałam też o Agatce, bo dla 8letniego dziecka taka wspinaczka to niemały wysiłek. Postanowiłam więc, że podejdziemy z Agatką pieszo do schroniska na szczycie i tam się wszyscy spotkamy.

Już w schronisku, gdy zapytałam Piotrka jak było, odpowiedział, że miejscami naprawdę „creepy.” Dlatego cieszyłam się, że nie ciągnęłam na tę ,,strasznie przerażającą ” ferratę Agusi.


Ale widoczki mieli niesamowite, o czym świadczyły zdjęcia.




dzień 17 (08/07)
nasza ocena 6/6
atrakcyjność dla dzieci 5/6

Via Ferrata Gusela (średnio trudna, momentami ekspozycja)
Trzeciego dnia postanowiliśmy dotrzeć do Schroniska Nuvolau na 2575 m npm przez ferratę Gusela. W moim przewodniku ta ferrata była oceniona na ,,nieco trudną,”



Podejście do ferraty było dość długie. Gdy dotarliśmy do ubezpieczeń, założyliśmy sprzęt i zaczęła się wspinaczka. Schronisko stoi wprost na grani Nuvolau, widoki są niesamowite, ale warunki sanitarne w schronisku słabe.

Wodę donoszą tam chyba w baniakach. W dwóch toaletach (typ dziura w ziemi) nie ma nawet możliwości umycia rąk. Nie wiem w jakim celu powstało to schronisko aż tak wysoko, bo poniżej, tam, gdzie chodzą wyciągi jest wszystko. Zresztą wystarczyło nawet te kilkadziesiąt lat temu zaplanować, jak w przyszłości to schronisko ma funkcjonować. Przecież łatwiej jest dostarczyć wszystko niżej na przełęcz niż wwozić/wywozić to, co potrzebne aż tak wysoko.



Ze schroniska zeszliśmy w kierunku Forcella Nuvolau, łatwą drogą w dół, po kamieniach. Jest to główny szlak turystyczny prowadzący w kierunku schroniska Nuvolau. Trochę wydeptany, jak nasza droga do Murowańca ;) Mijaliśmy wielu turystów, również starszych podchodzących do Nuvolau od Forcella Nuvolau.

wskazówka: sporą część trasy (z dołu od schroniska do przełęczy Forcella Nuvolau) można pokonać podjeżdżając narciarskim wyciągiem krzesełkowym do górnej stacji wyciągu.

dzień 18 (09/07)

Grotta della Tofana Jaskinia w południowej ścianie Tofany di Rozes

Via Ferrata Sentiero Astaldi (łatwa, widokowa)

nasza ocena 6/6

atrakcyjność dla dzieci 6/6


Trasa: schronisko Dibona (rifugio Angelo Dibona), ferrata Sentiero Astaldi, jaskinia, powrót do schroniska


Ten dzień obfitował we wrażenia. Na początku przeszliśmy niezwykle malowniczą, kolorową i w sumie łatwą ferratą, by później, po krótkim trekkingu, zmierzyć się z podejściem do jaskini. Było ciekawie, szczególnie dla chłopców.

Podejście do jaskini nie było lekkie, łatwe i przyjemne. Musieliśmy użyć lin, bo w zboczu, skąd było wejście na ferratę prowadzącą do jaskini, zalegało bardzo dużo śniegu. 


Tę wspinaczkę pokonał Piotrek z tatą i znajomi z dwójką swoich, starszych już chłopaków. Ja zrezygnowałam ze względu na Agusię – nie skakała z radości, że czeka ją jeszcze jedna ferrata, podejściowa do jaskini, a ja, wiedząc, że jedno to wejść, a drugie to zejść z takiej ferraty nie naciskałam. Tym bardziej, że nie byłam pewna, jaka jest ta ferratka, bo w moim książkowym przewodniku nie miałam oceny jej trudności. A ja z tych raczej ostrożnych i dmuchających na zimne w górach jestem.
dzień 19 (10/07)

Pożegnaliśmy Dolomity z myślą, że jeszcze tu wrócimy, by sprawdzać kolejne vie ferraty.

Tego dnia rozpoczęliśmy naszą drogę powrotną. W planach mieliśmy jeszcze spotkanie ze znajomymi na campingu w okolicach Wenecji. Miała to być niespodzianka dla Agusi, bo nie wiedziała, że na TYM campingu spotka dwójkę swoich przyjaciół.

dzień 20 (11/07)

Wenecja
Murano i Burano

nasza ocena: 4/6
atrakcyjność dla dzieci 4/6

Bardzo chciałam zweryfikować moje wrażenia ze zwiedzania Wenecji, dlatego namówiłam rodzinę na ponowne zwiedzanie miasta na wodzie. Czy warto jest, jak to mówią, wchodzić dwa razy do tej samej rzeki? O tym planuję napisać oddzielny wpis.

Tym razem oprócz Wenecji zwiedziliśmy również wyspy Burano i Murano. O naszych wrażeniach okraszonych jak zwykle masą przydatnych informacji praktycznych już wkrótce!

Chcecie wiedzieć kiedy pojawi się kolejny wpis? Odsyłam was do obserwowania/polubienia naszej strony na facebooku, tam umieszczam info o nowych wpisach (link w pasku bocznym, lub na dole przy przeglądaniu strony)

Jeżeli byliście w tych samych miejscach i chcecie podzielić się swoimi wrażeniami, albo macie jakieś pytania, formularz komentarzy znajdziecie poniżej.

Aby wasz komentarz nie został potraktowany jak spam, podpiszcie go! Wystarczy imię, lub nick.

1 komentarz:

  1. Te wzgórza wyglądają świetnie, sama się zawsze boję podróży z dzieckiem. Twój wpis świetnie pokazuje, że im wcześniej tym lepiej. Jak inaczej zarazić pasją dzieciaka jak nie w trakcie najmłodszych lat?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger