""

7/24/2018

Francja: Normandia z dziećmi

Francja: Normandia z dziećmi

Gdy odpowiadaliśmy znajomym, że na tegoroczną objazdówkę wybraliśmy Normandię i północną Francję słyszeliśmy: eee…ale tam zimno, wietrznie i pada, trochę słaby kierunek na wakacje. Tam nie ma nic ciekawego.. Czy rzeczywiście?

Po powrocie czas na podsumowanie. Wydaje mi się, że była to najbardziej intensywna pod względem wrażeń i najdroższa pod względem kosztów, głównie z powodu cen biletów wstępu, z naszych dotychczasowych objazdówek. Ale śmiało możemy teraz powiedzieć, że zobaczyliśmy wspólnie z dzieciakami kawał Francji.

I powiem wam, że ku mojemu zaskoczeniu, pogodę w północnej Francji mieliśmy włoską! Oczywiście spakowaliśmy kurtki przeciwdeszczowe, polary i ciepłe bluzy, ale przydały się … tylko raz. Chyba mieliśmy szczęście, bo Normandia bez deszczu? To raczej wyjątek, a nie reguła. Dzieciaki szczęśliwe - szalały na basenach kempingowych prawie jak we Włoszech rok temu. Mnie taka pogoda również baaardzo pasowała.


Gdybym miała wybrać miejsca w Normandii, które zrobiły na mnie największe wrażenie byłyby to: Arromanches-les-Bains (koniecznie musicie obejrzeć półgodzinny film dokumentalny w kinie z ekranem 360 stopni) klif Point du Hoc z niezwykłą historią jego zdobycia, plaża Omaha, na której w 1944 miało miejsce lądowanie amerykańskich wojsk oraz wyjątkowo smutne, ale nie przygnębiające miejsce - cmentarz żołnierzy amerykańskich w Colleville-sur-Mer.  


plaże w Normandii Francja



Są takie miejsca w Normandii, które sprawiają, że wszystkie problemy i sprawy, które zaprzątają ci umysł wydają się błahe i śmieszne. To, co działo się na normandzkich plażach i klifach nie pozwala zapomnieć jak straszna i okrutna jest wojna.

Gdy stałam tak w połowie plaży i patrzyłam na stromy brzeg w oddali, do którego żołnierze musieli dobiec pod ostrzałem z bunkrów na brzegu i ostrzałem artyleryjskim ze wzgórz, wówczas  hasło: lądowanie Aliantów w Normandii nabrało zupełnie innego wymiaru.

Mam w pamięci taki obrazek: szeroka piaszczysta plaża Omaha, pomnik o ostrych, błyszczących w słońcu krawędziach, wzniesiony dla upamiętnienia poległych żołnierzy i …zamek z piasku tuż obok, zbudowany przez jakieś dzieci biegające wesoło po rozgrzanej plaży. 






Dla naszego 11letniego syna zwiedzanie fortyfikacji i bunkrów w Linii Maginota na wschodzie Francji, czy dział i umocnień na normandzkich wzgórzach było niesamowitą atrakcją. Piotrek już od jakiegoś czasu interesuje się historią II wojny światowej. Po Lego Star Wars miał, jak wielu jego kolegów, etap militarny - klocki COBI WWII, czołgi, gra World of Tanks. Parametry dział, czołgów w małym palcu i ,,Największe Bitwy Pancerne" nagrane i obejrzane kilka razy.

Normandia jest idealna dla wszystkich interesujących się historią II wojny światowej. Tym bardziej, że w Normandii wszędzie, dosłownie wszędzie, są muzea bazujące na D-day, a w miasteczkach przy plażach można natknąć się na… czołg.



Ale Normandia to nie tylko miejsca związane z lądowaniem aliantów. Mnie bardzo podobało się w Giverny, gdzie znajduje się ogród i dom Claude Moneta. Warto było stać 45 minut w kolejce, by zobaczyć słynny ogród i mostek. I te kolory! Niesamowicie fotogeniczny zakątek. Gdyby tak było mniej turystów...  O Giverny i impresjonistach z pewnością pojawi się osobny post.

dom i ogród Moneta we Francji Giverny

dom Moneta w Giverny


Co jeszcze warto zobaczyć w Normandii? Z pewnością klify Etretat, najlepiej o zachodzie słońca. Wejście na klify jest bardzo łatwe. Klify Etretat, o ile na zdjęciach wyglądają ,,dziko" i odludnie, są często odwiedzane przez turystów, nierzadko z dronami, bo zdjęcia z tych okolic są bardzo efektowne.

Na wybrzeżu polecamy również malownicze, portowe miasteczko Hornfleur i majestatyczny Mont Saint Michel, który jest drugą najczęściej odwiedzaną francuską atrakcją po Paryżu.





Jadąc do Normandii zatrzymaliśmy się na kilka dni w Dolinie Loary, by zobaczyć słynne zamki. Jest ich tyle, że trudno się zdecydować, niestety latem przeżywają turystyczne oblężenie.. Nie przepadamy za miejscami, do których dowozi się turystów autokarami, ale cóż, czasem trzeba zrobić wyjątek.

Byliśmy, zwiedziliśmy i polecamy Chateau Chenonburg i Chateau de Chenonceau. O zamkach nad Loarą też z pewnością napiszę - dowiecie się, w którym zamku dzieci nie będą się nudzić!




Na blogu w najbliższych tygodniach pojawi się wpis z całą naszą trasą po północnej i środkowej Francji i naszymi ocenami odwiedzanych miejsc. Oczywiście będą pojawiały się też wpisy uzupełniające, z większą ilością szczegółów.

Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się, czy warto zwiedzać z dziećmi północną Francję – zapraszam do polubienia naszej raczkującej strony na Facebooku, gdzie zawsze pojawia się info o nowych postach na blogu. Au revoir!

6/12/2018

Trollandia: park linowy góra Żar

Trollandia: park linowy góra Żar

Parki linowe wyrastają jak grzyby po deszczu. Wystarczy zadrzewiony teren, dobry pomysł i voila! Ostatnio pomyślałam sobie, że park linowy to taki stuningowany plac zabaw dla starszych dzieci.
Wśród dorosłych też znajdzie się spora grupa tych, co to od czasu do czasu lubią poczuć adrenalinę na trudniejszej trasie i zmierzyć się ze swoimi lękami.

wskazówka: Jeżeli zamierzacie zabrać dzieci do parku linowego - zastanówcie się, czy ta atrakcja spodoba się waszemu dziecku. Park linowy, w przeciwieństwie do parku rozrywki, nie jest atrakcją dla wszystkich dzieci.

Nie każde dziecko jest gotowe psychicznie na pokonywanie przeszkód wysoko nad ziemią, tak jak i nie każde dziecko lubi się wspinać. Ale jeżeli wasze dzieci nie mają lęku wysokości, lubią wyzwania, emocje i są gotowe, by się powspinać - wizyta w parku linowym może być dla nich niezapomnianym przeżyciem.



 
Nasze dzieci bardzo polubiły parki linowe. Jeżeli w okolicy, w której jesteśmy na przykład podczas naszego wyjazdu znajduje się jakiś większy park linowy - z reguły tam zaglądamy. Tak było i podczas majowego wyjazdu w Pieniny.

Stojąc w krótkiej kolejce do kolejki (ciekawie to brzmi) na górę Żar, wypatrzyliśmy baner między drzewami, jakieś 100 metrów poniżej. Park Linowy... takiej okazji dzieciaki nie mogły przegapić, więc ustaliliśmy, że po zjeździe z góry zobaczymy jak wyglądają tamtejsze trasy.

wskazówka: jeżeli chcecie przeczytać o górze Żar, paralotniarzach i ekstremalnych zjazdach MTB sprawdźcie mój poprzedni wpis : Pieniny: Niedzica, Czorsztyn, spływ Dunajcem i góra Żar

Trollandia w Międzybrodziu Żywieckim  spodobała mi się z trzech powodów.

Po pierwsze: park linowy znajduje się po prostu w lesie, przy planowaniu tras wykorzystano drzewa rosnące tam od kilkudziesięciu lat, wszystko wygląda bardzo naturalnie. Wysokie drzewa dają przyjemny cień, szczególnie w gorące popołudnie. Trasy wysoko między drzewami to również inne wrażenia, bo rzeczywiście czujesz się zanurzony w tej zieleni.

trasa średnia trolandia góra żar

trasa między drzewami trolandia góra Żar

Po drugie, bardzo ciekawe przeszkody, niektóre z nich dosyć nietypowe na przykład auto, przez które należy przejść, czy duże krzesło, zawieszone na trasie.

Po trzecie: w tym roku (2018) w parku zainstalowano system ciągłej asekuracji przynajmniej na trasie dla dzieci,  na której szła nasza 7letnia córka. Na początku trasy została wpięta do liny asekuracyjnej i pokonywała przeszkody bez konieczności przepinania się karabinkiem (tylko go przesuwała po linie), dopiero na końcu trasy została wypięta z liny przez instruktora.

I na dokładkę nie było tłumów!

Poniżej podam wam podstawowe informacje o cenach biletów w Trollandii i godzinach otwarcia, a resztę dopowiecie sobie sami oglądając zdjęcia!

Trollandia 

ważne informacje z regulaminu

1. Minimalny wiek to 8 lat, młodsze dzieci wchodzą na trasę JUNIOR.

2. Dzieci od lat 3 mogą korzystać z tak zwanego mini parku (trasa jak na placu zbaw zakończona zjeżdżalnią) po zakupie biletu i pod warunkiem, że będą z opiekunem. Jest to zabawa bez uprzęży i kasków.



3. Dzieci do lat 15 mogą korzystać z parku pod warunkiem, że są z dorosłą osobą nadzorującą. Może to być osoba upoważniona przez rodziców. Jeden opiekun może nadzorować 2 dzieci i od instruktora zależy, czy ,,nadzór" może być prowadzony z ziemi, czy też opiekun musi przejść trasę z dzieckiem.

4. Dziecko, by korzystać z parku linowego musi sięgać ręką minimum do wysokości 170cm. Polecam zmierzyć tę wysokość w domu, by nie było rozczarowań.
Tu zobaczycie żyrafę do pomiaru zasięgu:
miara zasięgu dziecka park linowy
Żyrafa -tu zmierzymy zasięg dziecka
5. Przed korzystaniem z parku KAŻDY UCZESTNIK przechodzi szkolenie, na którym usłyszy wszystkie ważne informacje z regulaminu. Nie martwcie się: dzieci zostaną przeszkolone w przepinaniu karabinków.



Trollandia adres i godziny otwarcia

adres : Międzybrodzie Żywieckie, przy stacji kolejki na górę Żar
parking: płatny, duży, ten sam na którym parkujecie udając się do kolejki na górę Żar

godziny otwarcia: 10.00-18.00
maj- wrzesień codziennie
kwiecień i październik tylko weekendy
w razie niepogody park może zostać zamknięty

Trollandia ceny biletów


mini park 
cena jednego biletu dla dziecka 17zł
cena jednego biletu dla grup powyżej 10 osób 13zł

park linowy
bilety ulgowe do 13 roku życia
bilety grupowe powyżej 10 osób

jedna trasa bilet normalny 29zł, ulgowy 24zł

Można też kupić bilet na 2, 3 i 4 trasy
Przykładowo najdroższy bilet normalny (na 4 trasy) to 75zł, a ulgowy na 4 trasy 70zł

cennik park linowy Trollandia góra Żar
Cennik  i godziny otwarcia Trollandia











6/05/2018

Pieniny: Niedzica, Czorsztyn, góra Żar i spływ Dunajcem

Pieniny: Niedzica, Czorsztyn, góra Żar i spływ Dunajcem
(aktualizacja  kwiecień 2019)

Nie spodziewałam się, że tak szybko znowu wybierzemy się w Pieniny. Parę miesięcy temu, jesienią, byliśmy z dziećmi właśnie w Pieninach i teraz zastanawialiśmy się jakie szlaki wybrać i jak ugryźć te Pieniny z drugiej strony, tak, by nie chodzić po swoich jesiennych śladach.

Prognozy pogody na długi majowy weekend nie pozostawiały nam wątpliwości: jedziemy w Pieniny, Bieszczady, albo mamy deszcz. I tak wybraliśmy Niedzicę.


Wskazówka: Gdy szukacie pomysłów na górskie wycieczki rzućcie okiem na bardzo szczegółowe opisy szlaków w Pieninach, które przeszliśmy z dziećmi jesienią (Sokolica, Trzy Korony, Wysoka przez wąwóz Homole) linki do nich znajdziecie na dole wpisu.
 
Jeżeli wybieracie się w Pieniny na weekend, czy dłuższy urlop i nie planujecie całodziennych wycieczek po górskich szlakach mam dla was kilka podpowiedzi, jak możecie spędzić czas z dziećmi. Mimo, że często wyjazd w góry kojarzy się właśnie z wędrowaniem po szlakach jest sporo osób, które nie mogą, lub nie chcą wyruszać na całodzienne wędrówki po górach z różnych powodów.

Z tego wpisu, dowiecie się jakie atrakcje w Pieninach polecamy, gdy wędrówka po szlaku nie wchodzi w grę.

Przeczytacie o tym, czy warto zwiedzić elektrownię wodną na zaporze w Niedzicy, kiedy zobaczyć zamek Dunajec i ruiny w Czorsztynie, jak wygląda spływ Dunajcem i co takiego wisi między drzewami w parku linowym niedaleko góry Żar.


zamek Dunajec w Niedzicy


Na pierwszy ogień: zapora w Niedzicy

Do Niedzicy dojechaliśmy około 11.00. Zanim się rozpakowaliśmy, przeorganizowaliśmy i zjedliśmy drugie śniadanie na naszym ekskluzywnym :) miejscu campingowym z widokiem na Dunajec, było za późno, by wychodzić na szlak i dlatego pierwszy dzień postanowiliśmy wykorzystać na obejrzenie lokalnych atrakcji turystycznych. I tak trafiliśmy na zaporę.

Nie da się jej przeoczyć. Według Wikipedii to najwyższa w Polsce zapora ziemna z centralnym uszczelnieniem glinowym. Jej wysokość to 56 m, a długość 404 m. Już sam spacer po takiej zaporze to dla dzieci niemała atrakcja i co drugie dziecko zastanawia się głośno, czy ta zapora może nagle,,pęknąć” i co się wtedy stanie.

zwiedzanie zapory w Niedzicy


Niemal wszyscy turyści przyjeżdżających do Niedzicy udają się na spacer po zaporze. Podczas spaceru można podziwiać mierzący 34 metry obraz Moc Żywiołów. Przekonacie się jak umiejętne użycie cieniowania i koloru tworzy efekt trójwymiaru.

Spacer po zaporze w Niedzicy to jedno, ale zejście pod zaporę, by zobaczyć jak działa elektrownia wodna to już zupełnie inna historia. Informacje o tym, że w ogóle zwiedzanie elektrowni wodnej jest możliwe znalazłam na stronie www.niedzica.pl.

Przyznam, że pomysł ten wzbudził we mnie mieszane uczucia. Niezbyt interesują mnie techniczne szczegóły działania elektrowni i nie lubię ciemnych miejsc, chodzenia po schodach i korytarzy pod ziemią, ale cóż… pomyślałam, że sprawdzę, czy warto. Tym bardziej, że reszta rodziny przyklasnęła temu pomysłowi.

Zwiedzanie elektrowni wodnej w Niedzicy

Teoretycznie aby zwiedzić elektrownię wodną musicie mieć rezerwację na kilka dni przed zwiedzaniem. W praktyce oznacza to, że nie można tak sobie spontanicznie kupić biletu i wejść. Zwiedzanie odbywa się zawsze z przewodnikiem, grupy mogą liczyć do 10 lub do 40 osób. Płaci się za zwiedzanie jako grupa.
 
130 złotych za godzinę zwiedzania elektrowni to trochę sporo, dlatego warto dopytać o możliwość dołączenia do większej grupy, która ma zwiedzać elektrownię. Zadzwoniłam z pytaniem o 11.00 i po dwóch godzinach dostaliśmy propozycję wejścia na 15.00.

Finalnie nasza grupa zwiedzających liczyła około 20 osób.

Wskazówka: dodatkowe informacje i rezerwacje uzyskacie pod numerem telefonu: 519 337 106 od poniedziałku do piątku w godzinach od 9:00 do 15:00 Musicie zgłosić się do centrum informacji (okrągły budynek) przy zaporze, na 15 minut wcześniej, by opłacić bilety i podać swoje dane do spisania. My płaciliśmy 13 zł od osoby za wariant podstawowy, czyli ogólne zwiedzanie elektrowni (bez zniżek dla dzieci).



Zwiedzanie elektrowni w wersji, którą zrobiliśmy to około 45 minut do godziny, jest trochę chodzenia po schodach. Czy warto?

Mam mieszane uczucia odnośnie tej atrakcji. Myślałam, że będzie się tam coś działo : obsługa przy pracy, migające diody, hałas turbin. Zastały nas ciche szmery w wielkiej hali, spokój i nasz przewodnik. Okazało się, że obsługa elektrowni to parę osób, a o 15.00 elektrownia już nie pracowała (stąd ta cisza), bo zmieniła się taryfa i po prostu mniej opłacało się sprzedawanie prądu.

Wizyta w elektrowni może spodobać się umysłom ścisłym – zwiedzanie bardzo podobało się naszemu synowi (11lat) i oczywiście mojemu mężowi (po Politechnice;).

Jeżeli jednak wasze dzieci niekoniecznie zaciekawią informacje, w których padają słowa takie jak turbiny, generatory i jeżeli niekoniecznie odnajdą się słuchając wykładu w stylu:
 ,,Zbiornik czorsztyński powstał w celu obniżenia kulminacji powodziowych i zwiększenia przepływów minimalnych w Dunajcu i Wiśle, a także wykorzystania energetycznego potencjału wody” 

to nie polecam.

Nasza córka (wtedy 6latka) raczej się nudziła i interesowały ją wyłącznie wyzwania typu: kto jest odważny i usiądzie na tej oto pokrywie - może nie porazi go prąd? Agusia: JA, ja! Albo "Proszę uważać, bo można się tym smarem ubrudzić. Agusia – już palec w smarze, chyba chciała sprawdzić, jaki poziom nacisku spowoduje ubrudzenie tego palca i czy rzeczywiście jak lekko dotknie to też się umaże…Samo życie.

Podczas zwiedzania usłyszycie między innymi ,,wykład” o historii budowy zapory i elektrowni, obejrzycie czarno białe zdjęcia z czasów jej budowy, dowiecie się, jak działa elektrownia, oraz jaki związek ma zapora z flisakami na Dunajcu.
Wskazówka: Ogólne zwiedzanie elektrowni – grupa do 10 osób lub od 11 do 40 osób – trasa obejmuje:
- wewnętrzny balkon widokowy oraz halę maszyn – (po przejściu korytarza wychodzicie na balkon, czyli zwykły korytarz z barierką nad dużą halą)
-  potem schodzicie po schodach na halę, czyli tzw poziom technologiczny elektrowni ( poziom pokrywy turbiny)
 Zamiennie może być wejście na taras widokowy na Jezioro Sromowieckie (poziom suwnicy wody dolnej)

Mimo szczerych chęci przewodnika, by zainteresować i małych i dużych - nie polecam tej atrakcji dla młodszych dzieci. Język jest zbyt abstrakcyjny i techniczny i niewiele jest tam ciekawostek dla mniejszych dzieci.

Wskazówka: parking wjazd od strony ronda, lub parking pod zamkiem w Niedzicy, ale wówczas musicie pokonać dłuuuugie schody.


Zamek w Niedzicy, czyli zamek Dunajec

(podjeżdżamy autem do bramy głównej zamku w Niedzicy)
Ja: Przeczytałam, że zamek w poniedziałki jest zamknięty.
Mąż: To nic. Mamy jeszcze parę godzin do 15.00 (zwiedzanie zapory)  pokręcimy się  wokół zamku.
Ja: Może rzeczywiście coś jest jednak otwarte, w końcu jest majowy weekend, no a na stronie mogli tego nie poprawić…  w sumie jest sporo ludzi...
może masz rację…może jest chociaż jakiś park…
 

Nie, parku nie ma. Przynajmniej my go nie odnaleźliśmy. Część osób spaceruje w dół do przystani i przechadza się nad brzegiem jeziora, dzieci rzucają kamyki, a dorośli czekają na rejs statkiem wycieczkowym.

Czy warto zatem zwiedzić zamek w Niedzicy? Niestety był poniedziałek i…rzeczywiście mimo długiego majowego weekendu i tłumów chętnych do zwiedzania muzeum było zamknięte. Być może w sezonie letnim muzeum jest otwarte również w poniedziałki.
zamek Dunajec castle in Niedzica

Patrząc jednak na ceny biletów i na rozmiar zamku zastanawiam się, czy warto byłoby płacić aż 66zł za bilety dla naszej rodziny. Cóż, weszliśmy jedynie na mały wewnętrzny dziedziniec.

Zamek w Niedzicy jest bardzo dobrze zachowany i chociaż jest też dość mały to prezentuje się bardzo dobrze. Gorzej z terenem wokół zamku, który jest w większości wypełniony zaparkowanymi samochodami, a przed bramą, wzdłuż ulicy postawiono kilka straganów ze wszystkim, czyli klasyczne mydło i powidło. Ogólnie nic ciekawego.

A można by było ciekawie odrestaurować teren, w sezonie zatrudnić sokolnika, kowala, zrobić stragan płatnerza gdzie dzieci mogłyby przymierzyć kolczugę, czy potrzymać kopię, czy miecz..

Ciekawostka: Czy wiecie, że zamek Dunajec w Niedzicy był miejscem, gdzie nakręcono sceny do kilku filmów, na przykład Janosika, czy Wakacji z duchami. Jeżeli planujecie wizytę w tym zamku z dużym wyprzedzeniem, to przed zwiedzaniem możecie zaproponować dzieciakom obejrzenie tego oldskulowego serialu: 7 odcinków po około 30minut, rok produkcji 1970, więc dla dzieci do naprawdę historia ;) Tym bardziej, że akcja dzieje się w tych zamierzchłych czasach bez smartfonów, tabletów i internetu.

Z zamkiem wiąże się też legenda o białej damie i to chyba najbardziej spodobało się dzieciom – zamek, duchy, biała dama i podobne klimaty - więc się przygotujcie!

Zamek w Niedzicy: informacje praktyczne

zwiedzanie zamku Dunajec w Niedzicy od wtorku do niedzieli.
od 01.05 do 30.09  9:00 - 19:00 (ostatnie wejście o godzinie 18.30)
od 01.10 do 30.04 w godzinach 9:00 - 16:00 (z wyjątkiem poniedziałków)

ceny biletów
ZAMEK + WOZOWNIA
- bilet ulgowy - 14,00 zł.
- bilet normalny - 19,00 zł.
SPICHLERZ ( V - IX) - 5,00 zł

Pod zamkiem znajduje się płatny parking (10zł jednorazowa opłata, maj 2018).

Więcej informacji http://www.pieniny.com/pl/io190/zamek-niedzica
http://www.niedzica.pl/39-Zamek_Dunajec_w_Niedzicy


Zamek w Czorsztynie

Co dwa zamki to nie jeden, więc postanowiliśmy obejrzeć i ruiny zamku w Czorsztynie. Do przeprawy stateczkiem przez jezioro Czorsztyńskie można dojść ścieżką z parkingu przy zamku w Niedzicy.

Nad brzegiem jeziora jest kilka punktów gastronomicznych w stylu: ,,plastikowe tacki, frytki, kiełbaski i piwo” Są stoliki pod parasolami i kasa, gdzie można kupić bilety na rejs do zamku Czorsztyńskiego, lub rejs po jeziorze.

My zdecydowaliśmy się na rejs do ruin zamku. Do ruin zamku w Czorsztynie można też dojechać autem, parking przy przystani.

Podczas rejsu będziecie mieć okazję podziwiać zamek Dunajec w całej okazałości. Rejs jest krótki, dopływa się do przystani, z której macie około 10 minut pieszo do ruin zamku, na początku wąską asfaltową drogą, a później ścieżką przez las, która lekko pnie się pod górę. Jeżeli macie spacerówkę, czy wózek to będziecie musieli ją przez ten fragment przenieść.

ścieżka do ruin zamku w Czorsztynie


Ruiny zamku w Czorsztynie w maju 2018 były w trakcie hmm renowacji, natknęlismy się na porzuconą taczkę, betoniarkę i leżące tu i tam  materiały budowlane.




Mimo tych mało ciekawych dodatków zamek w Czorsztynie moim zdaniem ma swój urok.



Fakt ruiny nie są duże, ale mają duży potencjał. Gdy ciekawie zorganizuje się część do zwiedzania i wyposaży w interaktywne eksponaty może być to w przyszłości jedno z ciekawszych miejsc dla dzieci. Na razie można było tylko sprawdzić jak to jest być zakutym w dyby - jeden egzemplarz był udostępniony dla zwiedzających. (informacje z 2018 - teraz na pewno są jakieś zmiany)

Poszczególne miejsca w zamku były dokładnie opisane na tabliczkach informacyjnych. W maju 2018 można było obejrzeć wystawę - oczywiście historia zapory w tle.



Zamek w Czorsztynie: informacje praktyczne:

Bilety wstępu kupiliśmy po wejściu do zamku - kasa znajdowała się wewnątrz, w budce z pamiątkami.(2018) Poniżej aktualne info ze strony:

Zwiedzanie od 01 maja do 30 września 9.00-18.00
Od 01 października do końca kwietnia 10.00-15.00

ceny biletów
Bilet zwykły 6zł, ulgowy 3zł (emeryci i renciści również), dzieci do lat 7 – za darmo

Sporo informacji o historii zamku znajdziecie na stronie http://www.pieniny.com/pl/io191/zamek-czorsztyn

Spływ Dunajcem

Jedną z największych atrakcji Pienin jest spływ Dunajcem. To bardzo dobry pomysł w upalny, letni dzień. No, ale cóż my mieliśmy pecha, bo mniej więcej w połowie naszego spływu zaczęło mocno padać, a w oddali słychać było pomruki burzy.

I tu sprawdziła się moja przezorność w górach: miałam kurtki przeciwdeszczowe dla dzieci, chociaż dzień zapowiadał się piękny, niebo było bezchmurne, słońce świeciło jak latem.


Spływaliśmy ze Sromowców do Szczawnicy. Podobno spływ trwa 2h 15 min, piszę podobno, bo te dwie godziny liczą się od początkowych spraw organizacyjnych na brzegu, a sam czas spływu jest moim zdaniem krótszy.

Formuła spływów jest z reguły podobna. Flisak nawigujący łodzią opowiada ciekawostki o mijanych miejscach i szczytach, przeplata te historyjki żartami, zdarza się, że mało wyszukanymi, i angażuje turystów zadając pytania. Oczywiście można też zadawać pytania flisakowi, na które on chętnie odpowiada.

Umiejętnie poprowadzony spływ sprawia, że dzieciom się nie nudzi, a i dorośli mogą dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy o flisakach, Pieninach i Dunajcu. Także polecamy!

Początek spływu: przystań flisacka w Sromowcach - Kątach, tam możecie kupić bilety. Flisacy organizują spływy od 1 kwietnia do 31 października.  Jeżeli chcecie udać się na spływ z Szczawnicy – bezpłatny parking i kasy znajdują się naprzeciwko kościoła. Zostaniecie przewiezieni do Sromowców, skąd rozpocznie się spływ.

Kupując bilety możecie wybrać wersję krótszą: do Szczawnicy 2h 15 min, lub dłuższą do Krościenka 2h 45min

Góra Żar i park linowy

Kolejną pienińską atrakcją jest góra Żar. By dostać się na szczyt i zobaczyć rozległe widoki, większość turystów wybiera wjazd kolejką. Wjazd ten bardzo przypomina wjazd kolejką na Gubałówkę, z tym, że na górę Żar wjeżdżają też ubłoceni downhillowcy.  

Tak jak na Gubałówce tak i na górze Żar jest zaplecze gastronomiczne, gofry, lody, pizza i oczywiście piwo. Większość osób wjeżdżając na górę rozsiada się na trawie na zboczu i korzysta ze słońca przy okazji oglądając amatorów ekstremalnych zjazdów rowerowych, lub przyglądając się startującym paralotniarzom.

Początkowo zastanawiałam się, czy nie wejść z dziećmi pieszo, ale droga na szczyt jest mało ciekawa – zwykłe zbocze wzdłuż kursującej kolejki. Trochę nie widzę sensu w podchodzeniu pod górę w pełnym słońcu dla samego podchodzenia, z kolejką kursującą pod nosem. Dlatego kupiliśmy bilety w dwie strony.

Góra Żar: ceny biletów

Cena biletu normalnego w dwie strony to 18zł a ulgowego 15zł. Dzieci do 4 lat wjeżdżają za darmo pod warunkiem zakupu normalnego biletu przez opiekuna. Wózki wwozimy za darmo. Można też kupić bilet tylko na górę, wtedy zapłacicie 13zł za bilet normalny i 10zł za ulgowy. 

Kolejka kursuje od 9.00 do 18.00 a w weekendy od 9.00 do 20.00.

Więcej informacji o cenniku biletów i kolejce na górę Żar znajdziecie pod tym linkiem http://www.pkl.pl/gora-zar/kolej-linowo-terenowa-gora-zar-ceny.html

Góra Żar to miejsce znane nie tylko paralotniarzom, ale tak jak wspomniałam, również i downhillowcom lubiącym ekstremalne doznania. Z góry poprowadzone są trudne trasy zjazdowe przez las, konieczny jest zabudowany kask i odpowiednie ochraniacze.

Co chwila z kolejki wjeżdżającej na górę wysypują się ubrani po zęby i ubłoceni zjazdowcy. Jednego z nich mijaliśmy już na parkingu – przedramię całe we krwi, strój cały w pyle i zaschniętym błocie, ale widać, ze adrenalina działa.

Powiem tak, gdyby nie paralotniarze i downhillowcy to na górze Żar byłoby strasznie nijako. Warto jednak wjechać, lub wejść na szczyt dla obejrzenia wyczynów tych uzależnionych od  adrenaliny osób.

Park linowy

I na koniec atrakcja dla małych i dużych: park linowy Trollandia.
Park ten znajduje się w pobliżu stacji kolejki na górę Żar. Jest to bardzo ciekawie zorganizowany park linowy z nietypowymi przeszkodami.

Jedną z takich przeszkód jest … syrenka (auto ;) zawieszone między drzewami.  Polecamy! Jest trasa łatwa, średnio trudna i chyba dwie trudniejsze.  Dzieci były przeszczęśliwe.





Park polecamy tym bardziej, że można sobie odpocząć przy drewnianych stołach w cieniu, podczas gdy dzieci się bawią na wysokości. W kolejnym wpisie więcej szczegółów odnośnie Trollandii  i więcej zdjęć!

Jeżeli macie jakieś pytania, albo chcielibyście podzielić się swoją opinią o miejscach, które wymieniłam - nic prostszego, pod postem znajdziecie okienko komentarzy. Nie zapomnijcie podpisać się imieniem/nickiem, by komentarz pojawił się na stronie!

5/16/2018

Zator Energylandia

Zator Energylandia
aktualizacja lipiec 2020

Wyobraźcie sobie wiejskie drogi, kury na podwórkach, pola rzepaku, buraków i żyta i pośrodku tego wszystkiego na horyzoncie ogromne konstrukcje, wielkie rollercoastery zupełnie z innej bajki. Znacie ten refren piosenki braci Golców : ,,Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco..” Całkiem prawdopodobne, że było to motto, którym się kierowano wybierając Zator w Małopolsce na miejsce, gdzie powstanie jeden z największych parków rozrywki w Polsce. Witajcie w Energylandii!

Gdyby nie nasze dzieci, to wątpię, czy zdecydowalibyśmy się na wizytę w Energylandii. Nie przepadam za rollercoasterami, tłumem i kolejkami, w zasadzie parki rozrywki mogłyby dla mnie nie istnieć. Dlatego miałam mieszane uczucia, gdy nasi znajomi zaproponowali, byśmy długi majowy weekend, który spędzaliśmy w Pieninach, zakończyli w Energylandii w Zatorze. Szczerze, to od nich po raz pierwszy usłyszałam o tym parku rozrywki.

Teraz muszę przyznać, że Energylandia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. To pierwszy park rozrywki w Polsce, który poziomem, pod wieloma względami, dorównuje innym dużym parkom rozrywki w Europie. Także jeżeli zastanawiacie się, czy warto – WARTO.

W tym wpisie dowiecie się więcej o parku, znajdziecie praktyczne informacje o atrakcjach, parkingach, biletach wstępu, a do tego parę wskazówek, co zabrać i jak się przygotować.

park rozrywki energylandia zator


Gdzie jest Energylandia?

Energylandia to park rozrywki położony między Krakowem, a Katowicami, mniej więcej godzinę drogi autem z każdego z tych miast, w miejscowości Zator.

Dokładny adres to al. 3 Maja 2, Zator
Kraków – Zator około 50km
Katowice – Zator około 55km

5/02/2018

Jezioro Garda z dziećmi

Jezioro Garda z dziećmi

aktualizacja maj 2019

Jezioro Garda co roku przyciąga wielu turystów z całej Europy.  To największe jezioro we Włoszech i największe jakie kiedykolwiek widzieliśmy.

Właśnie ten rozmiar i rozległość Lago di Garda sprawia, że krajobraz wokół jeziora znacząco się różni. I warto jest wiedzieć, że północna część jeziora jest o wiele bardziej malownicza. Na północy Gardy będą wam towarzyszyły widoki takie jak na zdjęciu poniżej.
Im dalej na południe, tym teren bardziej się wypłaszacza i wszystko się zmienia.

Okolice Lago di Garda są szczególnie lubiane przez Niemców i Austriaków, dla których dojazd tam jest łatwy i szybki. I to właśnie niemiecki słyszy się nad Gardą najczęściej. 

Polacy i Czesi również często wybierają wakacje nad Gardą. Niemal każde biuro podróży ma w swojej ofercie wakacje w domkach na kempingach nad Lago di Garda, lub w domach wakacyjnych w okolicy, więc jest w czym wybierać.

Gardę polecili nam znajomi, którzy kilkukrotnie spędzali tam wakacje z dziećmi. Słyszeliśmy od nich same pozytywne opinie, przede wszystkim na temat infrastruktury, ścieżek rowerowych i przepięknych widoków. 



W trzecim tygodniu naszej objazdówki, już w drodze powrotnej z Toskanii,  postanowiliśmy sprawdzić, czy Lago di Garda nas też zachwyci. Jako miejsce docelowe wybraliśmy okolice Lazise. W zasadzie głównym powodem, dla którego wybraliśmy Lazise była bliskość aquaparku, który nasze dzieci koniecznie chciały odwiedzić.

Ten wpis polecam do przeczytania tym z was, którzy zastanawiają się, czy wybrać się w tym roku nad Gardę latem na dłużej. Mam tutaj na myśli miasteczka i kempingi bezpośrednio nad Gardą. Domy wakacyjne, które można wynająć kilkanaście kilometrów od jeziora, to zupełnie inna historia. Pamiętajcie jednak, że jest to bardzo subiektywna opinia, na którą niemały wpływ miał fakt, że nad Gardą byliśmy z dziećmi w połowie lipca.


4/18/2018

Val di Sole: Dolomity w marcu

Val di Sole: Dolomity w marcu

Val di Sole, czyli Dolina Słońca, to zdecydowanie mój ulubiony region narciarski wśród wszystkich, w których do tej pory byłam. Powiem więcej, jeżeli miałabym wyjechać na narty tylko raz w sezonie narciarskim, to zdecydowanie wybrałabym Dolomity w marcu, w pełni akceptując ryzyko dodatnich temperatur i możliwych opadów deszczu.

Zresztą, powiedzmy szczerze, przy tej ilości śniegu jaka zalega na alpejskich stokach po zimie, nawet niewielkie ocieplenie nie zmieni aż tak dużo. A jak przyjemnie jest spędzać cały dzień na nartach w słońcu, cieszyć się tym, że w powietrzu czuć już wiosnę i można jeździć w cienkich kurtkach..

Specyficzne położenie Val di Sole powoduje, że nie braknie tam słonecznych dni (stąd poniekąd nazwa: Dolina Słońca). Val di Sole, leżąca w paśmie Dolomiti di Brenta, jest dobrze znana narciarzom i snowboardzistom poszukującym doskonałych warunków śniegowych, dobrze przygotowanych tras i dopracowanej infrastruktury.

val di sole narty z dziećmi

Val di Sole z dziećmi

Moim zdaniem Val di Sole to idealny region narciarski na wyjazd z dziećmi. Ilość tras niebieskich, łatwych dla dzieci jest bardzo duża, spora jest również oferta szkółek narciarskich dla dzieci i nie tylko. Co więcej, zdarza się, że w szkółkach niektórzy instruktorzy znają podstawy polskiego.

Jeżeli macie małe dzieci, które dopiero uczą się jeździć, docenicie to, że przy wielu łatwych trasach są wygodne wyciągi krzesełkowe, czy kanapy. Nie musicie się więc męczyć z dziećmi na orczykach. Dzieci również mają ułatwione zadanie - przy wsiadaniu na kanapy pomagają im panowie wyciągowi, gdy zauważą, że dziecko jest małe i może mieć problemy z bezpiecznym zajęciem miejsca.
Trasy w ośrodkach Val di Sole są naprawdę szerokie, także każdy znajdzie dla siebie miejsce. Nie ma się wrażenia, że ktoś zaraz zajedzie waszym dzieciom drogę.

Jak dla mnie same plusy.




Szerokość tras jest wielką zaletą tego ośrodka, ale to, co z pewnością zachwyci wielu narciarzy, czy snowboardzistów, to jakość przygotowania tras. Nawet najbardziej wymagający wielbiciele sportów zimowych nie będą mieli powodów do narzekania.

Podczas naszego pobytu trasy były zawsze idealne przygotowanie. Nawet gdy nocą padał śnieg, nad ranem na stoki wyjeżdżały ratraki, tak, by zdążyć z przygotowaniem śniegu przed otwarciem stoków, a nie we wszystkich ośrodkach się to praktykuje.

Krótko mówiąc, jeżeli szukacie idealnie przygotowanych tras w Val di Sole się nie zawiedziecie!




Dużą zaletą szusowania z dziećmi w Val di Sole są atrakcje na stokach: dwa snowparki, zimowe place zabaw, a dla starszych dzieci zjazdy z pomiarem prędkości. W sezonie, w którym byliśmy tam z dziećmi, atrakcje te były bezpłatne, za wyjątkiem zjazdów na oponie na terenie placu zabaw. Wypożyczenie takiej twardej opony do zjazdów po śniegu i ,,ciągania się" na karuzeli było płatne - kilka euro za godzinę.

Następną zaletą Val di Sole jest duży wybór restauracji/pizzerii na stokach – włoska, smaczna kuchnia na wyciągnięcie ręki. Przed każdą restauracją, czy refuggio na stoku są porozstawiane leżaki (bezpłatne)

I teraz to co najbardziej podoba mi się w Val di Sole, czyli położenie tras. Wszystkie trasy są ładnie nasłonecznione, a widoki są przepiękne. Naprawdę dużym plusem są ładne nartostrady – fakt, czasem trzeba poodpychać się na kijach, by dostać się z jednej części ośrodka do drugiej, ale widoki rekompensują wysiłek, a dla dzieci to fajny przerywnik między jednym zjazdem, a drugim.
Cel: wyprawa na gorącą czekoladę!

W dużych ośrodkach narciarskich zazwyczaj spędza się cały dzień z dziećmi na stokach. Często przeprawa z jednej części ośrodka do drugiej zajmuje sporo czasu dlatego, by dzieci widziały w tej ,,przeprawie” sens wybieraliśmy jej cel.

Zazwyczaj organizowaliśmy ,,wyprawę na gorącą czekoladę” na Groste, albo do snowparku, czy na pizzę. Był cel narciarskiej wyprawy, trochę po przepłaszczeniach, trochę zjazdów i wjazdów. Potem celem był powrót do naszego ,,apartamentu" i w ten sposób również zaliczaliśmy kolejne wjazdy i zjazdy z dziećmi bez marudzenia.


Snowboardziści? Niekoniecznie


No właśnie, przepłaszczenia, trawersy nartostrady…. Jeżeli nasza rodzina jeździłaby na deskach, a nie na nartach, to Val di Sole kojarzyłby się nam z ciągłym wypinaniem siebie i dzieci z wiązań i dreptaniem po płaskich łącznikach. 
Chyba, że ograniczylibyśmy się tylko do jednego ośrodka i nie przemieszczalibyśmy się tak często. Trudno by było jednak zrezygnować z tych trawersów i widokowych tras, bo to co bardzo lubię w Val di Sole to właśnie możliwość spędzenia całego dnia na stokach i przemieszczania się z jednego kompleksu wyciągów do drugiego.

Nie oznacza to, że Val di Sole nie nadaje się dla snowboardzistów. Większość z nich jeździła głównie w rejonach Groste, gdzie nie musieli pokonywać płaskich fragmentów tras, a jedynie wypinali się przy wsiadaniu na wyciąg. Nie bez znaczenia było też i to, że na Groste znajduje się również rozbudowany snowpark.

Dolomity w marcu?

Jeżeli zastanawiacie się nad wyborem terminu wyjazdu w Dolomity, zależy wam na trochę niższych kosztach i jesteście gotowi podjąć ryzyko gorszego śniegu, czy cieplejszych dni - wybierzcie marzec. Dlaczego?

Marcowe dni są dłuższe, podczas naszego pobytu pod koniec marca szarówka zaczynała się po 19.00, więc cały dzień można było spędzać na stokach (wyciągi czynne do 16.00) a po powrocie dzieci mogły jeszcze wyjść pobawić się na śniegu.

Cenowo końcówka marca również wypada nieźle - ceny skipassów spadają – często w cenie zakwaterowania dostajecie już karnety.

Jednak nie ukrywajmy, ryzyko, że w dolinie Słońca w drugiej połowie marca powita was jednak deszcz i mgły jest spore. Nam trafił się jeden pechowy, marcowy wyjazd (na cztery sezony w Val di Sole) Trafiliśmy tylko na dwa dni z błękitnym niebem i pełnym słońcem, ale i tak wróciliśmy pozytywnie naładowani.

W dolinach we Włoszech kwitły forsycje, magnolie – wiosna w pełnym rozkwicie, podczas gdy w Polsce zastaliśmy wszystko szare, zimne i wciąż ponure. 
Kolejny marcowy wyjazd znowu nam się udał - w pakiecie dostaliśmy tylko dwa dni pochmurne i mgliste, z padającym śniegiem. Dwa pozostałe sezony, kiedy to zachwyciłam się Val di Sole,  mieliśmy słońce i błękitne, włoskie niebo przez cały pobyt, czyli wyjazdy idealne.

Gdzie szukać zakwaterowania ?

Jednym z naszych priorytetów jest zawsze wybór kwatery przy stoku, tak byśmy nie musieli dojeżdżać do ośrodka narciarskiego, tylko wskoczyć w buty narciarskie, założyć narty i śmigać trasą w dół.W tym roku do tras narciarskich mieliśmy około 200 metrów łatwego przejścia.

Często kwatery przy stoku są droższe, ale w marcu w Alpach ceny wszędzie spadają.

Jeżeli zależy wam na rozsądnych cenach zakwaterowania blisko tras w Val di Sole – sprawdźcie miasteczko Marilleva 1400, wiele biur podróży ma w ofercie tzw apartamenty w Marillevie 1400.


Marilleva 1400 jest dosyć specyficzna - nie liczcie na wrażenia estetyczne, czy ładne domki w alpejskim stylu, a raczej na dość obskurnie wyglądające bloki wybudowane chyba w latach 60. Szkło, aluminium, beton – i setki apartamentów czekające na narciarzy. Po sezonie Marilleva 1400 jest chyba jak miasto duchów.


Niemniej jednak tzw apartamenty, czyli mieszkania, w owych blokach są zupełnie akceptowalne, tym bardziej, że i tak cały dzień spędza się na stokach. Zaletą Marilleva 1400 jest też to, że w całym kompleksie budynków i hotelowców znajdziecie wszystko, co wam potrzebne: supermarket, lokalny sklepik, aptekę, sklep sportowy, z pamiątkami, studio kosmetyczne, sklep z zabawkami… nawet kościół.

Jest też restauracja i bar wokół którego toczy się życie nocne apre ski. No właśnie, szczerze mówiąc, w Marillevie 1400 w marcu nic się nie dzieje. Po sezonie i nie uświadczycie tu imprezowego życia.

Może to być problemem dla dwudziestoparolatków, tak czy inaczej rodziny z dziećmi i tak nie są zainteresowane nightclubami, czy klubami z imprezami apre ski przeciągającymi się do późna w nocy, więc to, że Marilleva zasypia po 22.00 nie jest dla nich problemem. 
Tak, zdecydowanie Marilleva 1400 to raczej taka sypialnia dla narciarzy, a życie toczy się na stokach.

Narty z dziećmi w Dolomitach w marcu - podsumowanie


- w marcu dni są coraz dłuższe, zmrok zapada później, dzięki czemu jesteście na stokach dłużej,

- błękitne niebo, słońcex100% - może nie przez cały pobyt, ale statystycznie 2 idealne dni wam się trafią,

- przepiękne widoki

- ładnie poprowadzone trawersy przez lasy, spora ilość przyjemnych tras panoramicznych w lasach

- w Val di Sole trasy ładnie eksponowane, w słońcu, mało tras w zupełnym cieniu

- dobre jedzenie na stoku, duży wybór refuggios

- idealna infrastruktura, w większości szybkie i nowoczesne kanapy,

- niesamowita ilość łatwych, szerokich, mało wymagających, niebieskich tras do nauki dla dzieci i nie tylko,

- trasy szerokie zawsze doskonale przygotowane,

- duży wybór tras, przez co brak kolejek do wyciągów – zjeżdżasz i wjeżdżasz

- obsługa pomaga wsiadać na kanapy młodszym dzieciom, przed wejściem do wagoników kolejki pomagają wkładać narty dzieci do zewnętrznych stojaków

- kilka snowparków, zimowe place zabaw dla dzieci

- szkółki narciarskie i snowboardowe, sporo instruktorów mówiących trochę po polsku


Co więc może zniechęcać do wyjazdu z dziećmi w Dolomity?

Przede wszystkim męczący dojazd – w naszym przypadku około 1500 km w jedną stronę. Zwykle przy granicy musimy zatrzymać się w hotelu na nocleg, co zwiększa koszt całego wyjazdu.

Dość wysoka cena zakwaterowania i karnetów. Ale obiektywnie patrząc, jak na Alpy, ceny w marcu są bardzo korzystne. Często skipassy są już w cenie zakwaterowania.

W marcu ryzyko niepogody – to chyba najgorsze, co może wam się przytrafić. Pochmurne dni i opady deszczu w marcu są zawsze możliwe. Śniegu natomiast z pewnością tam nie zabraknie, nawet padający deszcz nie roztopi całego śniegu na stokach.

Chcecie wiedzieć kiedy pojawi się kolejny wpis? Odsyłam was do obserwowania/polubienia naszej strony na facebooku, tam umieszczam info o nowych wpisach (link w pasku bocznym, lub na dole strony)

Jeżeli byliście w Val di Sole i chcecie podzielić się swoimi wrażeniami, albo macie jakieś pytania, formularz komentarzy znajdziecie poniżej. 

Aby wasz komentarz nie został potraktowany jak spam, podpiszcie go! Wystarczy imię, lub nick.





4/17/2018

Przyczepa kempingowa do wynajęcia

Przyczepa kempingowa do wynajęcia
Spędzanie wakacji pod namiotem, na kempingach, staje się coraz bardziej popularne również w Polsce. Pojawia się u nas coraz więcej kempingów jednak jesteśmy daleko w tyle za Europą Zachodnią, gdzie moda na karawaning kwitnie.


Czym jest karawaning? To podróżowanie z przyczepą kempingową, lub camperem związane z częstymi zmianami miejsca pobytu. Jeżeli nie boicie się wyzwań i chcielibyście pokazać dzieciom kawałek Europy - wypożyczenie przyczepy idealnie sprawdzi się w czasie objazdówki.

Byliśmy, przetestowaliśmy i polecamy!

Poniżej znajdziecie naszą propozycję: 4-osobowa przyczepa Weinsberg do wynajęcia już w te wakacje. Więcej zdjęć ze środka przyczepy oraz pozostałe informacje znajdziecie na www.wakacjezprzyczepa.pl




3/13/2018

Wakacje we Włoszech: tanio, czy drogo?

Wakacje we Włoszech: tanio, czy drogo?
Budżet wakacyjny musi się spiąć. Tak po prostu jest. Przed wyjazdem większość z nas zastanawia się, kalkuluje ile to wszystko będzie kosztować. Czy wyjazd do Włoch wiąże się z kosmicznymi wydatkami? Ile, mniej więcej, trzeba przeznaczyć na zakupy spożywcze i jedzenie ,,na mieście"? Co to jest coperto? Kiedy jest najdrożej?

Dziś podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami na temat cen we Włoszech. Koniecznie rzućcie okiem na informacje poniżej szczególnie jeżeli wybieracie się do Włoch po raz pierwszy i macie ograniczony budżet wakacyjny, lub/i chcecie wiedzieć ile przeznaczyć na wydatki wakacyjne. 
 
Z wpisu nie dowiecie się wszystkiego, ale być może część informacji wam się przyda. Zaczynamy!



Dla zmotoryzowanych...

Co we Włoszech jest drogie? Paliwo...w Europie drożej jest tylko w Norwegii i Szwajcarii.

Gdy wskaźnik poziomu paliwa niebezpiecznie zbliża się do czerwonej kreski, trzeba tankować tam, gdzie akurat się jest. A ceny paliwa we Włoszech mogą wywołać zdziwienie. Ceny zarówno oleju jak i benzyny są zauważalnie wyższe.

Ci z was, którzy wybierają się do Włoch własnym autem i planują robić krótsze, lub dłuższe wypady autem po okolicy, lub ci z was, którzy planują objazdówkę po Włoszech muszą przygotować się na spore wydatki. Co możecie więc zrobić? 
 
wskazówka #1: Zatankujcie do pełna przed przekroczeniem granicy w Austrii, lub Niemczech.

Ceny paliwa, (benzyny i oleju) są w Austrii są zbliżone do polskich. Zresztą popatrzcie sami dla porównania (lipiec 2019)

litr oleju napędowego

Polska 5,06zł

Austria 5,16zł

Niemcy 5,42zł

a Włochy...6,48zł.


litr benzyny

Polska 5,14zł

Austria 5,29zł

Niemcy 6,31zł

Włochy... 6,97zł

To nie wszystko. We Włoszech zdecydowanie bardziej opłaca się tankować poza autostradami.
To prawda, stracicie trochę czasu (bez przesady) to prawda, możecie trafić na stacje samoobsługowe z płatnością kartą, ale gdy zatankujecie do pełna, poczujecie różnicę. 
 
wskazówka #2: jeżeli właśnie poruszacie się autostradą i planujecie zatankować - zjedźcie z niej i zatankujcie w pobliskim miasteczku.

Gdzie te owoce??

Poza paliwem, dużą część waszego budżetu zajmą wydatki na żywność i jedzenie na mieście.
Bo być we Włoszech i nie spróbować lokalnej, pysznej kuchni to jak nie być we Włoszech.

Zacznijmy od owoców i warzyw. Skupiłam się właśnie na owocach i warzywach, bo doskonale nadają się na przekąski dla dzieci, gdy żar leje się z nieba i nikt nie ma ochoty na jedzenie czegokolwiek innego niż gelato i zmrożone napoje.  
 
Spodziewałam się więc, że we Włoszech, podobnie jak to było w południowej Francji, czy Chorwacji, będziemy mogli zatrzymywać się przy straganikach przy lokalnych drogach i kupować świeże i tanie owoce, czy warzywa prosto od producenta, czy też jak to mówią prosto z drzewa.

 

Być może nie mieliśmy szczęścia, ale podczas prawie trzech wakacyjnych tygodni w północnych Włoszech i Toskanii minęliśmy dosłownie trzy punkty sprzedaży owoców ,,od producenta” przy lokalnej drodze, o warzywach można zapomnieć.

W jednym z tych punktów sprzedawano tylko arbuzy, drugi był to mały straganik stacjonarny przy toskańskim kempingu, trzecim punktem była paka samochodu, gdzie rolnik sprzedawał tylko owoce i to w cenach wyższych niż sklepowe. 
 
Myślę, że powód mógł być banalny. Toskania żyje z oliwy i wina i jak okiem sięgnąć pagórki są szczelnie wypełnione tylko winnicami i drzewkami oliwnymi rosnącymi w ładnych, równych rządkach. Raz trafiliśmy na pola słoneczników, ale to wszystko. Tak więc świeże i tanie owoce i warzywa kupowaliśmy mało romantycznie …w supermarketach.

wskazówka #3:  We Włoszech sieć marketów jest bardzo rozbudowana. Dwie sieci, które najczęściej mijaliśmy to Supermarkety Coop i Lidl. Na stronie supermarkety Coop znajdziecie lokalizację wszystkich sklepów tej sieci.

Najłatwiej było więc raz na kilka dni wstąpić do supermarketu. Średnio wydawaliśmy około 50-60 euro na, jak dla naszej rodziny 2+2, ,, duże" zakupy (zgrzewka wody, butelka wina, piwo, soki, owoce, warzywa - przepyszne pomidory mmm.., nabiał, prosciutto i mięso, jak kurczak, czy wieprzowina) Takie większe zakupy pozwalały mi między innymi przygotować jeden, lub dwa obiady dla całej rodziny. 
Kwota jest orientacyjna, bo każda rodzina ma inne potrzeby i upodobania kulinarne.

Do tego dochodził koszt zakupu pieczywa, które zawsze kupowaliśmy lokalnie i wydatki na kawę (espresso około 2 euro) i lody (o cenach lodów w osobnym wpisie: Kupujemy lody: mini przewodnik)



Gdzie te małe, lokalne targi w miasteczkach?

Żałowałam, że nie mogliśmy bezproblemowo robić zakupów lokalnie. Być może gdybyśmy zatrzymywali sie dłużej w jednym miejscu moglibyśmy poznać godziny i dni, w których w małych włoskich miasteczkach odbywają się targi. 
 
Nie chodzi mi o jakieś ogromne targi z wieloma stoiskami, ale takie małe, zwykłe, prowincjonalne. Bardzo chciałabym poznać te miejsca na prowincji gdzie codziennie można kupić na targu owoce, warzywa i lokalne specjały.
 
Być może bardziej na południu Włoch tradycja lokalnych targów jest wciąż żywa - jeżeli ktoś z was był i widział, to chętnie się dowiem :)



wskazówka #4: Jeżeli chcecie spróbować lokalnych wyrobów i jesteście w okolicy na dłużej, dowiedzcie się kiedy, w jakich godzinach i gdzie możecie trafić na lokalny targ. Zwykle jest to raz w tygodniu, część ulic jest wówczas zamknięta, a stragany ustawiane są właśnie wzdłuż ulic.

Dzieci kochają pizzę!
 
Do kosztów zakupów w supermarkecie musicie doliczyć koszt jedzenia na mieście. Przy czym warto jest pamiętać o tym, że we Włoszech restauracje są zamykane na siestę. Niestety nawet w miejscowościach tłumnie odwiedzanych przez turystów przestrzega się świętego prawa do siesty, tak więc upewnijcie się, czy miejsce, które wybraliście na lunch w ogóle serwuje jakieś dania.

Domyślam się, że większość rodzin z dziećmi, mimo całego bogactwa kuchni włoskiej, zapewne najczęściej będzie zamawiać pizzę, spaghetti, lub inną pastę - przynajmniej dla dzieci. Na szczęście pizza we Włoszech jest naprawdę tania i smaczna. I zawsze na cienkim cieście.

Dużą Margerittę możecie kupić już od 8 euro, za dużą pizzę z większą ilością składników zapłacicie średnio 10-14 euro. Im bardziej wyszukane dodatki tym pizza droższa oczywiście. Ceny pozostałych potraw są tak zróżnicowane, że ogranicza was tylko zasobność waszych portfeli.


wskazówka #5 Oczywista oczywistość : im bliżej atrakcji turystycznych, tym drożej. Pizza, uwielbiana przez dzieci, zawsze najlepsza i najtańsza w pizzeriach
 
pizza średnio 8-12 euro, pizza z bardziej wyszukanymi dodatkami 10-14 euro

pasta podobnie im prostsza tym tańsza

kawa około 1,5 - 2 euro

coperto średnio 2 euro od osoby

wino 10-20 euro i więcej

koszt obiadu w restauracji wieczorem dla całej rodziny 2+2 (dzieci pizza/pasta, dorośli dania z karty, bez deserów) średnio 100-130 euro i więcej, w zależności od restauracji
szybki lunch + napoje (bez deseru) dla rodziny 2+2 60-70 euro

Co to jest ,,coperto" ?

wskazówka #6 Jeżeli nie lubicie niespodzianek przy płaceniu rachunku, zanim zajmiecie miejsce przy stoliku w restauracji, upewnijcie się ile wynosi coperto w danym miejscu. Zwykle możecie to odczytać z menu wystawionego przed wejściem do restauracji. 
 
Coperto to stała opłata, ustalana przez restaurację, czy trattorię, zwykle podawana drobnym drukiem w menu. Płaci się ją od osoby - każde zajete miejsce przy stole = coperto.

Zazwyczaj to 1.50-2 euro od każdej osoby zajmującej miejsce przy stole. Jeżeli jesteście dużą rodziną i traficie na miejsce gdzie coperto wynosi na przykład 3 euro może się okazać, że zapłacicie całkiem sporo za zajęcie miejsca i nakrycie przy stole. Dodatkowo pamiętajcie, że coperto to jedno, a servizio (napiwek) to drugie. 

Ogólnodostępne kuchnie na kempingach? Brak.

Uwielbiam włoską kuchnię, ale mamy też dzieci, które swoje zainteresowanie lokalnymi potrawami objawiają zaledwie spróbowaniem czegoś nowego, a najchętniej jadłyby pizzę, lub spaghetti.

Jeżeli wasze dzieci są bardziej otwarte na nowe smaki, to mogę wam tylko pogratulować!

A jeżeli z konieczności (dzieci) wygody (jemy, kiedy chcemy, a nie wieczorem, gdy otwierają większość restauracji), czy przyzwyczajenia (wiem, co mam na talerzu i nie traktuję gotowania jak najgorszej kary) chcielibyście przygotować czasem posiłki we własnym zakresie, a jedziecie do Włoch z własnym namiotem - to na włoskich kempingach sobie nie pogotujecie.

Otóż na włoskich kempingach nie spotkaliśmy jadalni i ogólnodostępnych kuchni ze sprzętem typu piekarniki, kuchenki, czy mikrofalówki. Takie udogodnienia znaliśmy z kempingów w Danii, czy Francji. We Włoszech na kempingach wychodzi się z założenia, że udogodnienia typu ogólnodostępna kuchnia nie są konieczne.


Bo turyści z własnym namiotem są jednak w mniejszości. Większość turystów przyjeżdża do kempingowych domków, namiotów stacjonarnych, czy też jest samowystarczalnych w swoich kamperach, czy przyczepach.

Na kempingach we Włoszech zdarzały się jedynie miejsca do grillowania,  z rusztami na kamiennych grillach, za to ogólnodostępnej kuchni brak.

wskazówka: jeżeli wybieracie miejscówkę na namiot/przyczepę/kampera unikajcie sąsiedztwa ogólnodostępnych miejsc do grillowania, bo całkiem prawdopodobne, że będziecie skazani na grillowe zapachy. Na wielu kempingach obowiązuje zakaz używania otwartego ognia poza wyznaczonymi miejscami.



Przykładowe ceny w euro

A teraz kilka konkretów z paragonów:

Ceny soków i napojów są zbliżone do polskich, aczkolwiek soki lepsze jakościowo są droższe.
Oliwa i oczywiście dobre wino są znacznie tańsze.
Nabiał jest droższy, ale jakościowo bardzo dobry.

Mięso i wędliny są droższe na przykład pół kilo schabu na tradycyjne nasze danie narodowe 4,29 euro, a szynka prosciutto 100g 5,54 euro

soki (jabłkowy, pomarańczowy) cena od około 1 euro za litr (Coop 0,97euro, 1,89 2L)
Coca cola 1L 1.09euro , 1,5L 1,55euro
woda mineralna niegazowana (naturale =niegazowana) 0.14 do 0.33 i drożej
piwo  od 1euro i drożej

Nabiał jest generalnie droższy niż w Polsce, ale jakościowo bardzo dobry, przykładowe ceny:
mleko świeże 3,2% 1L 1,65
actimel x 6szt  od 2,29 – 3,99
mozzarella duże opakowanie 3szt 3,59
mozzarella 1 szt 1,59
jogurt pitny 0,4l 0,79
masło  (burro =masło) 250g 1,35

warzywa i owoce, tutaj nie mam dokładnych notatek, ale na przykład
Pomidorki koktajlowe 1kg 3,30
Pomidorki 0,5kg 2,59
Melony  za 1kg 1,29
Banany 1,19
Truskawka (fragole) 250g 1,65

Wskazówka: pamiętajcie, że w dużych sklepach owoce i warzywa ważymy po nałożeniu, a nie w kasie, na wagę jest nawet sałata lodowa, brokuły, czy kalafior, czyli produkty, które w Polsce kupujemy na sztuki. Obsługa wagi jest intuicyjna, z numerami przyporządkowanymi do produktów

Inne

Szynka prosciutto 100g 5,54
Schab surowy paczkowany 0, 4kg 4,29

Nesquick kulki czekoladowe 2,99
Ciastka digestive 2,18

Ciekawostka: w jednym ze sklepów lokalnych znaleźliśmy ciastka hity made in Poland!! 1,59euro

Jeżeli szukacie informacji o tym kiedy (i dlaczego właśnie wtedy) warto wybrać się z dziećmi na wakacje do Włoch przeczytajcie wpis: Włochy: jak zaplanować wyjazd 
  

3/07/2018

Schlick 2000 Stubaital trasa niebieska

Schlick 2000 Stubaital trasa niebieska


Schlick 2000 w Dolinie Stubai w Tyrolu to ośrodek, który może spodobać się rodzinom z dziećmi. W poprzednim wpisie dowiedzieliście się, co oferuje ten ośrodek, jakie są ceny karnetów i jakie atrakcje czekają tam na wasze dzieci.

Poprzednio nie wspomniałam jeszcze o tym, że ci z was, którzy jeżdżą na snowboardzie, czy nartach i lubią jazdę off piste, w  Schlick 2000 znajdą sporo miejsc do zjazdów. Zawsze gdy wjeżdżaliśmy na górę kolejką byłam pod wrażeniem  ilości śladów po zjazdach, jak dla mnie, mocno ekstremalnych.

Schlick Stubai Tyrol

Niebieska trasa w sam raz dla dzieci?

Jeżeli wasze dzieci radzą sobie już na nartach, z pewnością spodobają im się trasy w Schlick 2000. Nie jest ich wiele, bo sam ośrodek należy do takich, w których nie  można się zgubić. Schlick to również dobra opcja dla tych z was, którzy jeżdżą razem ze znajomymi, ale .... jednak osobno i każdy swoim tempem. W tym ośrodku łatwo jest się znaleźć.

Dla początkujących, radzących już sobie dzieci na Schlick 2000 jest właściwie jedna długa, niebieska trasa (oprócz krótszych tras przy orczykach), która zaczyna się trochę ostrzejszym zjazdem. Ten początkowy zjazd możecie wyszukać na zdjęciu w poprzednim wpisie. Trasa jest naprawdę długa. Nasz syn (10letni) podsumował ją krótko: ,,A,  ta niebieska trasa. Pamiętam. Taka długa i nudna. "

Może i długa i nudna, ale jak ktoś dopiero zaczyna to trasa nr 1 i część 7 są wystarczające, by się uczyć i nie nudzić. Dlaczego tylko część trasy nr 7? Moim zdaniem dla małych, uczących się dzieci trasa na sam dół nie jest super bezpieczna, głównie dlatego, że miejscami jest wąsko i sporo osób śmiga dość szybko slalomem, na przykład między tobą, a dzieckiem, niemal przejeżdżając po twoich nartach.

Zastanawiacie się, czy wasze dzieci sobie poradzą na niebieskiej trasie na Schlick 2000? Rzućcie okiem na filmik właśnie z tej trasy. Początek trasa 1b, potem stacja środkowa, gdzie w przelocie zobaczycie oślą łączkę i koniec trasa 7 na sam dół do stacji kolejki.



2/27/2018

Austria Dolina Stubai: narty z dziećmi

Austria Dolina Stubai: narty z dziećmi
Tyrol, Austria: doskonałe warunki, rozsądne ceny
ostatnia aktualizacja 28/12/2019

W Tyrolu byliśmy z dziećmi już po raz drugi. Tym razem ferie wypadały u nas w lutym. To dobry termin, bo dzień jest jednak dłuższy niż w styczniu.

Nasz wyjazd organizowaliśmy samodzielnie, bez biura podróży, a ponieważ od kilkunastu lat jeździmy na narty ze znajomymi, którzy również mają dzieci w wieku poniżej 10 lat, wybór Austrii i malowniczej Doliny Stubai, a dokładniej Fulpmes w Tyrolu, nie był przypadkowy. 
O tym dlaczego zdecydowaliśmy wybrać Dolinę Stubai przeczytacie poniżej, dodatkowo we wpisie znajdziecie sporo praktycznych i szczegółowych informacji, oraz kilka linków do map tras narciarskich i aktualnych cenników skipassów (sezon 2019/2020).


Stubai, Schlick 2000

Dolina Stubai w Austrii uważna jest za jedno z najlepszych miejsc do uprawiania sportów zimowych, a latem do turystyki rowerowej.

Ośrodek narciarski, który wybraliśmy znajduje się niedaleko miejscowości Fulpmes koło Insbrucka. Na stronie www.stubai.at znajdziecie tak dobry opis (dokładny adres w podsumowaniu na końcu wpisu), że pozostaje mi tylko uzupełnić go o kilka szczegółów.

Z mojego wpisu dowiecie się między innymi jakie trasy są odpowiednie dla małych dzieci, jakie są dodatkowe atrakcje na stokach, jak wygląda zaplecze gastronomiczne, oraz ile kosztują karnety.

2/20/2018

Toskania: Camping Norcenni Girasole Club

Toskania: Camping Norcenni Girasole Club


Kemping Norcenni Girasole Club

(aktualizacja 28 grudzień 2019)

Nasze wakacyjne doświadczenia z poprzednich lat są dowodem na to, że można wyjechać na trzy tygodnie do Włoch mając tylko jedną rezerwację campingową (na 3 dni), a brak konkretnego planu, w przypadku objazdówki, jest najlepszym planem.
Trasa naszego pierwszego, włoskiego road tripu była zupełnie spontaniczna.

Byliśmy związani tylko jednym terminem: rezerwacją na campingu Norcenni Girasole Club w pobliżu Florencji. Naszym celem było dotrzeć do Norcenni GC w dniu, od którego mieliśmy rezerwację. Dlaczego zależało nam na tej konkretnej miejscówce?
Chcieliśmy zwiedzić Florencję i Sienę. Jeszcze przed wyjazdem szukaliśmy w necie campingu z fajnymi basenami w pobliżu tych miast. Po obejrzeniu campingów w okolicach Florencji zdecydowaliśmy się na oddalony od niej o 38 kilometrów camping Norcerni Girasole Club.

Wskazówka: Jeżeli chcecie zobaczyć Toskanię, camping Norcernni Girasole jest idealną baza wypadową. Florencja znajduje się około 38 km, Arezzo 55 km, Siena 65 km a San Gimignano 79 km.

Kemping Norcenni Girasole Club

Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger