""

4/18/2018

Val di Sole: Dolomity w marcu

Val di Sole: Dolomity w marcu

Val di Sole, czyli Dolina Słońca, to zdecydowanie mój ulubiony region narciarski wśród wszystkich, w których do tej pory byłam. Powiem więcej, jeżeli miałabym wyjechać na narty tylko raz w sezonie narciarskim, to zdecydowanie wybrałabym Dolomity w marcu, w pełni akceptując ryzyko dodatnich temperatur i możliwych opadów deszczu.

Zresztą, powiedzmy szczerze, przy tej ilości śniegu jaka zalega na alpejskich stokach po zimie, nawet niewielkie ocieplenie nie zmieni aż tak dużo. A jak przyjemnie jest spędzać cały dzień na nartach w słońcu, cieszyć się tym, że w powietrzu czuć już wiosnę i można jeździć w cienkich kurtkach..

Specyficzne położenie Val di Sole powoduje, że nie braknie tam słonecznych dni (stąd poniekąd nazwa: Dolina Słońca). Val di Sole, leżąca w paśmie Dolomiti di Brenta, jest dobrze znana narciarzom i snowboardzistom poszukującym doskonałych warunków śniegowych, dobrze przygotowanych tras i dopracowanej infrastruktury.

val di sole narty z dziećmi

Val di Sole z dziećmi

Moim zdaniem Val di Sole to idealny region narciarski na wyjazd z dziećmi. Ilość tras niebieskich, łatwych dla dzieci jest bardzo duża, spora jest również oferta szkółek narciarskich dla dzieci i nie tylko. Co więcej, zdarza się, że w szkółkach niektórzy instruktorzy znają podstawy polskiego.

Jeżeli macie małe dzieci, które dopiero uczą się jeździć, docenicie to, że przy wielu łatwych trasach są wygodne wyciągi krzesełkowe, czy kanapy. Nie musicie się więc męczyć z dziećmi na orczykach. Dzieci również mają ułatwione zadanie - przy wsiadaniu na kanapy pomagają im panowie wyciągowi, gdy zauważą, że dziecko jest małe i może mieć problemy z bezpiecznym zajęciem miejsca.
Trasy w ośrodkach Val di Sole są naprawdę szerokie, także każdy znajdzie dla siebie miejsce. Nie ma się wrażenia, że ktoś zaraz zajedzie waszym dzieciom drogę.

Jak dla mnie same plusy.




Szerokość tras jest wielką zaletą tego ośrodka, ale to, co z pewnością zachwyci wielu narciarzy, czy snowboardzistów, to jakość przygotowania tras. Nawet najbardziej wymagający wielbiciele sportów zimowych nie będą mieli powodów do narzekania.

Podczas naszego pobytu trasy były zawsze idealne przygotowanie. Nawet gdy nocą padał śnieg, nad ranem na stoki wyjeżdżały ratraki, tak, by zdążyć z przygotowaniem śniegu przed otwarciem stoków, a nie we wszystkich ośrodkach się to praktykuje.

Krótko mówiąc, jeżeli szukacie idealnie przygotowanych tras w Val di Sole się nie zawiedziecie!




Dużą zaletą szusowania z dziećmi w Val di Sole są atrakcje na stokach: dwa snowparki, zimowe place zabaw, a dla starszych dzieci zjazdy z pomiarem prędkości. W sezonie, w którym byliśmy tam z dziećmi, atrakcje te były bezpłatne, za wyjątkiem zjazdów na oponie na terenie placu zabaw. Wypożyczenie takiej twardej opony do zjazdów po śniegu i ,,ciągania się" na karuzeli było płatne - kilka euro za godzinę.

Następną zaletą Val di Sole jest duży wybór restauracji/pizzerii na stokach – włoska, smaczna kuchnia na wyciągnięcie ręki. Przed każdą restauracją, czy refuggio na stoku są porozstawiane leżaki (bezpłatne)

I teraz to co najbardziej podoba mi się w Val di Sole, czyli położenie tras. Wszystkie trasy są ładnie nasłonecznione, a widoki są przepiękne. Naprawdę dużym plusem są ładne nartostrady – fakt, czasem trzeba poodpychać się na kijach, by dostać się z jednej części ośrodka do drugiej, ale widoki rekompensują wysiłek, a dla dzieci to fajny przerywnik między jednym zjazdem, a drugim.
Cel: wyprawa na gorącą czekoladę!

W dużych ośrodkach narciarskich zazwyczaj spędza się cały dzień z dziećmi na stokach. Często przeprawa z jednej części ośrodka do drugiej zajmuje sporo czasu dlatego, by dzieci widziały w tej ,,przeprawie” sens wybieraliśmy jej cel.

Zazwyczaj organizowaliśmy ,,wyprawę na gorącą czekoladę” na Groste, albo do snowparku, czy na pizzę. Był cel narciarskiej wyprawy, trochę po przepłaszczeniach, trochę zjazdów i wjazdów. Potem celem był powrót do naszego ,,apartamentu" i w ten sposób również zaliczaliśmy kolejne wjazdy i zjazdy z dziećmi bez marudzenia.


Snowboardziści? Niekoniecznie


No właśnie, przepłaszczenia, trawersy nartostrady…. Jeżeli nasza rodzina jeździłaby na deskach, a nie na nartach, to Val di Sole kojarzyłby się nam z ciągłym wypinaniem siebie i dzieci z wiązań i dreptaniem po płaskich łącznikach. 
Chyba, że ograniczylibyśmy się tylko do jednego ośrodka i nie przemieszczalibyśmy się tak często. Trudno by było jednak zrezygnować z tych trawersów i widokowych tras, bo to co bardzo lubię w Val di Sole to właśnie możliwość spędzenia całego dnia na stokach i przemieszczania się z jednego kompleksu wyciągów do drugiego.

Nie oznacza to, że Val di Sole nie nadaje się dla snowboardzistów. Większość z nich jeździła głównie w rejonach Groste, gdzie nie musieli pokonywać płaskich fragmentów tras, a jedynie wypinali się przy wsiadaniu na wyciąg. Nie bez znaczenia było też i to, że na Groste znajduje się również rozbudowany snowpark.

Dolomity w marcu?

Jeżeli zastanawiacie się nad wyborem terminu wyjazdu w Dolomity, zależy wam na trochę niższych kosztach i jesteście gotowi podjąć ryzyko gorszego śniegu, czy cieplejszych dni - wybierzcie marzec. Dlaczego?

Marcowe dni są dłuższe, podczas naszego pobytu pod koniec marca szarówka zaczynała się po 19.00, więc cały dzień można było spędzać na stokach (wyciągi czynne do 16.00) a po powrocie dzieci mogły jeszcze wyjść pobawić się na śniegu.

Cenowo końcówka marca również wypada nieźle - ceny skipassów spadają – często w cenie zakwaterowania dostajecie już karnety.

Jednak nie ukrywajmy, ryzyko, że w dolinie Słońca w drugiej połowie marca powita was jednak deszcz i mgły jest spore. Nam trafił się jeden pechowy, marcowy wyjazd (na cztery sezony w Val di Sole) Trafiliśmy tylko na dwa dni z błękitnym niebem i pełnym słońcem, ale i tak wróciliśmy pozytywnie naładowani.

W dolinach we Włoszech kwitły forsycje, magnolie – wiosna w pełnym rozkwicie, podczas gdy w Polsce zastaliśmy wszystko szare, zimne i wciąż ponure. 
Kolejny marcowy wyjazd znowu nam się udał - w pakiecie dostaliśmy tylko dwa dni pochmurne i mgliste, z padającym śniegiem. Dwa pozostałe sezony, kiedy to zachwyciłam się Val di Sole,  mieliśmy słońce i błękitne, włoskie niebo przez cały pobyt, czyli wyjazdy idealne.

Gdzie szukać zakwaterowania ?

Jednym z naszych priorytetów jest zawsze wybór kwatery przy stoku, tak byśmy nie musieli dojeżdżać do ośrodka narciarskiego, tylko wskoczyć w buty narciarskie, założyć narty i śmigać trasą w dół.W tym roku do tras narciarskich mieliśmy około 200 metrów łatwego przejścia.

Często kwatery przy stoku są droższe, ale w marcu w Alpach ceny wszędzie spadają.

Jeżeli zależy wam na rozsądnych cenach zakwaterowania blisko tras w Val di Sole – sprawdźcie miasteczko Marilleva 1400, wiele biur podróży ma w ofercie tzw apartamenty w Marillevie 1400.


Marilleva 1400 jest dosyć specyficzna - nie liczcie na wrażenia estetyczne, czy ładne domki w alpejskim stylu, a raczej na dość obskurnie wyglądające bloki wybudowane chyba w latach 60. Szkło, aluminium, beton – i setki apartamentów czekające na narciarzy. Po sezonie Marilleva 1400 jest chyba jak miasto duchów.


Niemniej jednak tzw apartamenty, czyli mieszkania, w owych blokach są zupełnie akceptowalne, tym bardziej, że i tak cały dzień spędza się na stokach. Zaletą Marilleva 1400 jest też to, że w całym kompleksie budynków i hotelowców znajdziecie wszystko, co wam potrzebne: supermarket, lokalny sklepik, aptekę, sklep sportowy, z pamiątkami, studio kosmetyczne, sklep z zabawkami… nawet kościół.

Jest też restauracja i bar wokół którego toczy się życie nocne apre ski. No właśnie, szczerze mówiąc, w Marillevie 1400 w marcu nic się nie dzieje. Po sezonie i nie uświadczycie tu imprezowego życia.

Może to być problemem dla dwudziestoparolatków, tak czy inaczej rodziny z dziećmi i tak nie są zainteresowane nightclubami, czy klubami z imprezami apre ski przeciągającymi się do późna w nocy, więc to, że Marilleva zasypia po 22.00 nie jest dla nich problemem. 
Tak, zdecydowanie Marilleva 1400 to raczej taka sypialnia dla narciarzy, a życie toczy się na stokach.

Narty z dziećmi w Dolomitach w marcu - podsumowanie


- w marcu dni są coraz dłuższe, zmrok zapada później, dzięki czemu jesteście na stokach dłużej,

- błękitne niebo, słońcex100% - może nie przez cały pobyt, ale statystycznie 2 idealne dni wam się trafią,

- przepiękne widoki

- ładnie poprowadzone trawersy przez lasy, spora ilość przyjemnych tras panoramicznych w lasach

- w Val di Sole trasy ładnie eksponowane, w słońcu, mało tras w zupełnym cieniu

- dobre jedzenie na stoku, duży wybór refuggios

- idealna infrastruktura, w większości szybkie i nowoczesne kanapy,

- niesamowita ilość łatwych, szerokich, mało wymagających, niebieskich tras do nauki dla dzieci i nie tylko,

- trasy szerokie zawsze doskonale przygotowane,

- duży wybór tras, przez co brak kolejek do wyciągów – zjeżdżasz i wjeżdżasz

- obsługa pomaga wsiadać na kanapy młodszym dzieciom, przed wejściem do wagoników kolejki pomagają wkładać narty dzieci do zewnętrznych stojaków

- kilka snowparków, zimowe place zabaw dla dzieci

- szkółki narciarskie i snowboardowe, sporo instruktorów mówiących trochę po polsku


Co więc może zniechęcać do wyjazdu z dziećmi w Dolomity?

Przede wszystkim męczący dojazd – w naszym przypadku około 1500 km w jedną stronę. Zwykle przy granicy musimy zatrzymać się w hotelu na nocleg, co zwiększa koszt całego wyjazdu.

Dość wysoka cena zakwaterowania i karnetów. Ale obiektywnie patrząc, jak na Alpy, ceny w marcu są bardzo korzystne. Często skipassy są już w cenie zakwaterowania.

W marcu ryzyko niepogody – to chyba najgorsze, co może wam się przytrafić. Pochmurne dni i opady deszczu w marcu są zawsze możliwe. Śniegu natomiast z pewnością tam nie zabraknie, nawet padający deszcz nie roztopi całego śniegu na stokach.

Chcecie wiedzieć kiedy pojawi się kolejny wpis? Odsyłam was do obserwowania/polubienia naszej strony na facebooku, tam umieszczam info o nowych wpisach (link w pasku bocznym, lub na dole strony)

Jeżeli byliście w Val di Sole i chcecie podzielić się swoimi wrażeniami, albo macie jakieś pytania, formularz komentarzy znajdziecie poniżej. 

Aby wasz komentarz nie został potraktowany jak spam, podpiszcie go! Wystarczy imię, lub nick.





4/17/2018

Przyczepa kempingowa do wynajęcia

Przyczepa kempingowa do wynajęcia
Spędzanie wakacji pod namiotem, na kempingach, staje się coraz bardziej popularne również w Polsce. Pojawia się u nas coraz więcej kempingów jednak jesteśmy daleko w tyle za Europą Zachodnią, gdzie moda na karawaning kwitnie.


Czym jest karawaning? To podróżowanie z przyczepą kempingową, lub camperem związane z częstymi zmianami miejsca pobytu. Jeżeli nie boicie się wyzwań i chcielibyście pokazać dzieciom kawałek Europy - wypożyczenie przyczepy idealnie sprawdzi się w czasie objazdówki.

Byliśmy, przetestowaliśmy i polecamy!

Poniżej znajdziecie naszą propozycję: 4-osobowa przyczepa Weinsberg do wynajęcia już w te wakacje. Więcej zdjęć ze środka przyczepy oraz pozostałe informacje znajdziecie na www.wakacjezprzyczepa.pl




3/13/2018

Wakacje we Włoszech: tanio, czy drogo?

Wakacje we Włoszech: tanio, czy drogo?
Budżet wakacyjny musi się spiąć. Tak po prostu jest. Przed wyjazdem większość z nas zastanawia się, kalkuluje ile to wszystko będzie kosztować. Czy wyjazd do Włoch wiąże się z kosmicznymi wydatkami? Ile, mniej więcej, trzeba przeznaczyć na zakupy spożywcze i jedzenie ,,na mieście"? Co to jest coperto? Kiedy jest najdrożej?

Dziś podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami na temat cen we Włoszech. Koniecznie rzućcie okiem na informacje poniżej szczególnie jeżeli wybieracie się do Włoch po raz pierwszy i macie ograniczony budżet wakacyjny, lub/i chcecie wiedzieć ile przeznaczyć na wydatki wakacyjne. 
 
Z wpisu nie dowiecie się wszystkiego, ale być może część informacji wam się przyda. Zaczynamy!



Dla zmotoryzowanych...

Co we Włoszech jest drogie? Paliwo...w Europie drożej jest tylko w Norwegii i Szwajcarii.

Gdy wskaźnik poziomu paliwa niebezpiecznie zbliża się do czerwonej kreski, trzeba tankować tam, gdzie akurat się jest. A ceny paliwa we Włoszech mogą wywołać zdziwienie. Ceny zarówno oleju jak i benzyny są zauważalnie wyższe.

Ci z was, którzy wybierają się do Włoch własnym autem i planują robić krótsze, lub dłuższe wypady autem po okolicy, lub ci z was, którzy planują objazdówkę po Włoszech muszą przygotować się na spore wydatki. Co możecie więc zrobić? 
 
wskazówka #1: Zatankujcie do pełna przed przekroczeniem granicy w Austrii, lub Niemczech.

Ceny paliwa, (benzyny i oleju) są w Austrii są zbliżone do polskich. Zresztą popatrzcie sami dla porównania (lipiec 2019)

litr oleju napędowego

Polska 5,06zł

Austria 5,16zł

Niemcy 5,42zł

a Włochy...6,48zł.


litr benzyny

Polska 5,14zł

Austria 5,29zł

Niemcy 6,31zł

Włochy... 6,97zł

To nie wszystko. We Włoszech zdecydowanie bardziej opłaca się tankować poza autostradami.
To prawda, stracicie trochę czasu (bez przesady) to prawda, możecie trafić na stacje samoobsługowe z płatnością kartą, ale gdy zatankujecie do pełna, poczujecie różnicę. 
 
wskazówka #2: jeżeli właśnie poruszacie się autostradą i planujecie zatankować - zjedźcie z niej i zatankujcie w pobliskim miasteczku.

Gdzie te owoce??

Poza paliwem, dużą część waszego budżetu zajmą wydatki na żywność i jedzenie na mieście.
Bo być we Włoszech i nie spróbować lokalnej, pysznej kuchni to jak nie być we Włoszech.

Zacznijmy od owoców i warzyw. Skupiłam się właśnie na owocach i warzywach, bo doskonale nadają się na przekąski dla dzieci, gdy żar leje się z nieba i nikt nie ma ochoty na jedzenie czegokolwiek innego niż gelato i zmrożone napoje.  
 
Spodziewałam się więc, że we Włoszech, podobnie jak to było w południowej Francji, czy Chorwacji, będziemy mogli zatrzymywać się przy straganikach przy lokalnych drogach i kupować świeże i tanie owoce, czy warzywa prosto od producenta, czy też jak to mówią prosto z drzewa.

 

Być może nie mieliśmy szczęścia, ale podczas prawie trzech wakacyjnych tygodni w północnych Włoszech i Toskanii minęliśmy dosłownie trzy punkty sprzedaży owoców ,,od producenta” przy lokalnej drodze, o warzywach można zapomnieć.

W jednym z tych punktów sprzedawano tylko arbuzy, drugi był to mały straganik stacjonarny przy toskańskim kempingu, trzecim punktem była paka samochodu, gdzie rolnik sprzedawał tylko owoce i to w cenach wyższych niż sklepowe. 
 
Myślę, że powód mógł być banalny. Toskania żyje z oliwy i wina i jak okiem sięgnąć pagórki są szczelnie wypełnione tylko winnicami i drzewkami oliwnymi rosnącymi w ładnych, równych rządkach. Raz trafiliśmy na pola słoneczników, ale to wszystko. Tak więc świeże i tanie owoce i warzywa kupowaliśmy mało romantycznie …w supermarketach.

wskazówka #3:  We Włoszech sieć marketów jest bardzo rozbudowana. Dwie sieci, które najczęściej mijaliśmy to Supermarkety Coop i Lidl. Na stronie supermarkety Coop znajdziecie lokalizację wszystkich sklepów tej sieci.

Najłatwiej było więc raz na kilka dni wstąpić do supermarketu. Średnio wydawaliśmy około 50-60 euro na, jak dla naszej rodziny 2+2, ,, duże" zakupy (zgrzewka wody, butelka wina, piwo, soki, owoce, warzywa - przepyszne pomidory mmm.., nabiał, prosciutto i mięso, jak kurczak, czy wieprzowina) Takie większe zakupy pozwalały mi między innymi przygotować jeden, lub dwa obiady dla całej rodziny. 
Kwota jest orientacyjna, bo każda rodzina ma inne potrzeby i upodobania kulinarne.

Do tego dochodził koszt zakupu pieczywa, które zawsze kupowaliśmy lokalnie i wydatki na kawę (espresso około 2 euro) i lody (o cenach lodów w osobnym wpisie: Kupujemy lody: mini przewodnik)



Gdzie te małe, lokalne targi w miasteczkach?

Żałowałam, że nie mogliśmy bezproblemowo robić zakupów lokalnie. Być może gdybyśmy zatrzymywali sie dłużej w jednym miejscu moglibyśmy poznać godziny i dni, w których w małych włoskich miasteczkach odbywają się targi. 
 
Nie chodzi mi o jakieś ogromne targi z wieloma stoiskami, ale takie małe, zwykłe, prowincjonalne. Bardzo chciałabym poznać te miejsca na prowincji gdzie codziennie można kupić na targu owoce, warzywa i lokalne specjały.
 
Być może bardziej na południu Włoch tradycja lokalnych targów jest wciąż żywa - jeżeli ktoś z was był i widział, to chętnie się dowiem :)



wskazówka #4: Jeżeli chcecie spróbować lokalnych wyrobów i jesteście w okolicy na dłużej, dowiedzcie się kiedy, w jakich godzinach i gdzie możecie trafić na lokalny targ. Zwykle jest to raz w tygodniu, część ulic jest wówczas zamknięta, a stragany ustawiane są właśnie wzdłuż ulic.

Dzieci kochają pizzę!
 
Do kosztów zakupów w supermarkecie musicie doliczyć koszt jedzenia na mieście. Przy czym warto jest pamiętać o tym, że we Włoszech restauracje są zamykane na siestę. Niestety nawet w miejscowościach tłumnie odwiedzanych przez turystów przestrzega się świętego prawa do siesty, tak więc upewnijcie się, czy miejsce, które wybraliście na lunch w ogóle serwuje jakieś dania.

Domyślam się, że większość rodzin z dziećmi, mimo całego bogactwa kuchni włoskiej, zapewne najczęściej będzie zamawiać pizzę, spaghetti, lub inną pastę - przynajmniej dla dzieci. Na szczęście pizza we Włoszech jest naprawdę tania i smaczna. I zawsze na cienkim cieście.

Dużą Margerittę możecie kupić już od 8 euro, za dużą pizzę z większą ilością składników zapłacicie średnio 10-14 euro. Im bardziej wyszukane dodatki tym pizza droższa oczywiście. Ceny pozostałych potraw są tak zróżnicowane, że ogranicza was tylko zasobność waszych portfeli.


wskazówka #5 Oczywista oczywistość : im bliżej atrakcji turystycznych, tym drożej. Pizza, uwielbiana przez dzieci, zawsze najlepsza i najtańsza w pizzeriach
 
pizza średnio 8-12 euro, pizza z bardziej wyszukanymi dodatkami 10-14 euro

pasta podobnie im prostsza tym tańsza

kawa około 1,5 - 2 euro

coperto średnio 2 euro od osoby

wino 10-20 euro i więcej

koszt obiadu w restauracji wieczorem dla całej rodziny 2+2 (dzieci pizza/pasta, dorośli dania z karty, bez deserów) średnio 100-130 euro i więcej, w zależności od restauracji
szybki lunch + napoje (bez deseru) dla rodziny 2+2 60-70 euro

Co to jest ,,coperto" ?

wskazówka #6 Jeżeli nie lubicie niespodzianek przy płaceniu rachunku, zanim zajmiecie miejsce przy stoliku w restauracji, upewnijcie się ile wynosi coperto w danym miejscu. Zwykle możecie to odczytać z menu wystawionego przed wejściem do restauracji. 
 
Coperto to stała opłata, ustalana przez restaurację, czy trattorię, zwykle podawana drobnym drukiem w menu. Płaci się ją od osoby - każde zajete miejsce przy stole = coperto.

Zazwyczaj to 1.50-2 euro od każdej osoby zajmującej miejsce przy stole. Jeżeli jesteście dużą rodziną i traficie na miejsce gdzie coperto wynosi na przykład 3 euro może się okazać, że zapłacicie całkiem sporo za zajęcie miejsca i nakrycie przy stole. Dodatkowo pamiętajcie, że coperto to jedno, a servizio (napiwek) to drugie. 

Ogólnodostępne kuchnie na kempingach? Brak.

Uwielbiam włoską kuchnię, ale mamy też dzieci, które swoje zainteresowanie lokalnymi potrawami objawiają zaledwie spróbowaniem czegoś nowego, a najchętniej jadłyby pizzę, lub spaghetti.

Jeżeli wasze dzieci są bardziej otwarte na nowe smaki, to mogę wam tylko pogratulować!

A jeżeli z konieczności (dzieci) wygody (jemy, kiedy chcemy, a nie wieczorem, gdy otwierają większość restauracji), czy przyzwyczajenia (wiem, co mam na talerzu i nie traktuję gotowania jak najgorszej kary) chcielibyście przygotować czasem posiłki we własnym zakresie, a jedziecie do Włoch z własnym namiotem - to na włoskich kempingach sobie nie pogotujecie.

Otóż na włoskich kempingach nie spotkaliśmy jadalni i ogólnodostępnych kuchni ze sprzętem typu piekarniki, kuchenki, czy mikrofalówki. Takie udogodnienia znaliśmy z kempingów w Danii, czy Francji. We Włoszech na kempingach wychodzi się z założenia, że udogodnienia typu ogólnodostępna kuchnia nie są konieczne.


Bo turyści z własnym namiotem są jednak w mniejszości. Większość turystów przyjeżdża do kempingowych domków, namiotów stacjonarnych, czy też jest samowystarczalnych w swoich kamperach, czy przyczepach.

Na kempingach we Włoszech zdarzały się jedynie miejsca do grillowania,  z rusztami na kamiennych grillach, za to ogólnodostępnej kuchni brak.

wskazówka: jeżeli wybieracie miejscówkę na namiot/przyczepę/kampera unikajcie sąsiedztwa ogólnodostępnych miejsc do grillowania, bo całkiem prawdopodobne, że będziecie skazani na grillowe zapachy. Na wielu kempingach obowiązuje zakaz używania otwartego ognia poza wyznaczonymi miejscami.



Przykładowe ceny w euro

A teraz kilka konkretów z paragonów:

Ceny soków i napojów są zbliżone do polskich, aczkolwiek soki lepsze jakościowo są droższe.
Oliwa i oczywiście dobre wino są znacznie tańsze.
Nabiał jest droższy, ale jakościowo bardzo dobry.

Mięso i wędliny są droższe na przykład pół kilo schabu na tradycyjne nasze danie narodowe 4,29 euro, a szynka prosciutto 100g 5,54 euro

soki (jabłkowy, pomarańczowy) cena od około 1 euro za litr (Coop 0,97euro, 1,89 2L)
Coca cola 1L 1.09euro , 1,5L 1,55euro
woda mineralna niegazowana (naturale =niegazowana) 0.14 do 0.33 i drożej
piwo  od 1euro i drożej

Nabiał jest generalnie droższy niż w Polsce, ale jakościowo bardzo dobry, przykładowe ceny:
mleko świeże 3,2% 1L 1,65
actimel x 6szt  od 2,29 – 3,99
mozzarella duże opakowanie 3szt 3,59
mozzarella 1 szt 1,59
jogurt pitny 0,4l 0,79
masło  (burro =masło) 250g 1,35

warzywa i owoce, tutaj nie mam dokładnych notatek, ale na przykład
Pomidorki koktajlowe 1kg 3,30
Pomidorki 0,5kg 2,59
Melony  za 1kg 1,29
Banany 1,19
Truskawka (fragole) 250g 1,65

Wskazówka: pamiętajcie, że w dużych sklepach owoce i warzywa ważymy po nałożeniu, a nie w kasie, na wagę jest nawet sałata lodowa, brokuły, czy kalafior, czyli produkty, które w Polsce kupujemy na sztuki. Obsługa wagi jest intuicyjna, z numerami przyporządkowanymi do produktów

Inne

Szynka prosciutto 100g 5,54
Schab surowy paczkowany 0, 4kg 4,29

Nesquick kulki czekoladowe 2,99
Ciastka digestive 2,18

Ciekawostka: w jednym ze sklepów lokalnych znaleźliśmy ciastka hity made in Poland!! 1,59euro

Jeżeli szukacie informacji o tym kiedy (i dlaczego właśnie wtedy) warto wybrać się z dziećmi na wakacje do Włoch przeczytajcie wpis: Włochy: jak zaplanować wyjazd 
  

3/07/2018

Schlick 2000 Stubaital trasa niebieska

Schlick 2000 Stubaital trasa niebieska


Schlick 2000 w Dolinie Stubai w Tyrolu to ośrodek, który może spodobać się rodzinom z dziećmi. W poprzednim wpisie dowiedzieliście się, co oferuje ten ośrodek, jakie są ceny karnetów i jakie atrakcje czekają tam na wasze dzieci.

Poprzednio nie wspomniałam jeszcze o tym, że ci z was, którzy jeżdżą na snowboardzie, czy nartach i lubią jazdę off piste, w  Schlick 2000 znajdą sporo miejsc do zjazdów. Zawsze gdy wjeżdżaliśmy na górę kolejką byłam pod wrażeniem  ilości śladów po zjazdach, jak dla mnie, mocno ekstremalnych.

Schlick Stubai Tyrol

Niebieska trasa w sam raz dla dzieci?

Jeżeli wasze dzieci radzą sobie już na nartach, z pewnością spodobają im się trasy w Schlick 2000. Nie jest ich wiele, bo sam ośrodek należy do takich, w których nie  można się zgubić. Schlick to również dobra opcja dla tych z was, którzy jeżdżą razem ze znajomymi, ale .... jednak osobno i każdy swoim tempem. W tym ośrodku łatwo jest się znaleźć.

Dla początkujących, radzących już sobie dzieci na Schlick 2000 jest właściwie jedna długa, niebieska trasa (oprócz krótszych tras przy orczykach), która zaczyna się trochę ostrzejszym zjazdem. Ten początkowy zjazd możecie wyszukać na zdjęciu w poprzednim wpisie. Trasa jest naprawdę długa. Nasz syn (10letni) podsumował ją krótko: ,,A,  ta niebieska trasa. Pamiętam. Taka długa i nudna. "

Może i długa i nudna, ale jak ktoś dopiero zaczyna to trasa nr 1 i część 7 są wystarczające, by się uczyć i nie nudzić. Dlaczego tylko część trasy nr 7? Moim zdaniem dla małych, uczących się dzieci trasa na sam dół nie jest super bezpieczna, głównie dlatego, że miejscami jest wąsko i sporo osób śmiga dość szybko slalomem, na przykład między tobą, a dzieckiem, niemal przejeżdżając po twoich nartach.

Zastanawiacie się, czy wasze dzieci sobie poradzą na niebieskiej trasie na Schlick 2000? Rzućcie okiem na filmik właśnie z tej trasy. Początek trasa 1b, potem stacja środkowa, gdzie w przelocie zobaczycie oślą łączkę i koniec trasa 7 na sam dół do stacji kolejki.



2/27/2018

Austria Dolina Stubai: narty z dziećmi

Austria Dolina Stubai: narty z dziećmi
Tyrol, Austria: doskonałe warunki, rozsądne ceny
ostatnia aktualizacja 28/12/2019

W Tyrolu byliśmy z dziećmi już po raz drugi. Tym razem ferie wypadały u nas w lutym. To dobry termin, bo dzień jest jednak dłuższy niż w styczniu.

Nasz wyjazd organizowaliśmy samodzielnie, bez biura podróży, a ponieważ od kilkunastu lat jeździmy na narty ze znajomymi, którzy również mają dzieci w wieku poniżej 10 lat, wybór Austrii i malowniczej Doliny Stubai, a dokładniej Fulpmes w Tyrolu, nie był przypadkowy. 
O tym dlaczego zdecydowaliśmy wybrać Dolinę Stubai przeczytacie poniżej, dodatkowo we wpisie znajdziecie sporo praktycznych i szczegółowych informacji, oraz kilka linków do map tras narciarskich i aktualnych cenników skipassów (sezon 2019/2020).


Stubai, Schlick 2000

Dolina Stubai w Austrii uważna jest za jedno z najlepszych miejsc do uprawiania sportów zimowych, a latem do turystyki rowerowej.

Ośrodek narciarski, który wybraliśmy znajduje się niedaleko miejscowości Fulpmes koło Insbrucka. Na stronie www.stubai.at znajdziecie tak dobry opis (dokładny adres w podsumowaniu na końcu wpisu), że pozostaje mi tylko uzupełnić go o kilka szczegółów.

Z mojego wpisu dowiecie się między innymi jakie trasy są odpowiednie dla małych dzieci, jakie są dodatkowe atrakcje na stokach, jak wygląda zaplecze gastronomiczne, oraz ile kosztują karnety.

2/20/2018

Toskania: Camping Norcenni Girasole Club

Toskania: Camping Norcenni Girasole Club


Kemping Norcenni Girasole Club

(aktualizacja 28 grudzień 2019)

Nasze wakacyjne doświadczenia z poprzednich lat są dowodem na to, że można wyjechać na trzy tygodnie do Włoch mając tylko jedną rezerwację campingową (na 3 dni), a brak konkretnego planu, w przypadku objazdówki, jest najlepszym planem.
Trasa naszego pierwszego, włoskiego road tripu była zupełnie spontaniczna.

Byliśmy związani tylko jednym terminem: rezerwacją na campingu Norcenni Girasole Club w pobliżu Florencji. Naszym celem było dotrzeć do Norcenni GC w dniu, od którego mieliśmy rezerwację. Dlaczego zależało nam na tej konkretnej miejscówce?
Chcieliśmy zwiedzić Florencję i Sienę. Jeszcze przed wyjazdem szukaliśmy w necie campingu z fajnymi basenami w pobliżu tych miast. Po obejrzeniu campingów w okolicach Florencji zdecydowaliśmy się na oddalony od niej o 38 kilometrów camping Norcerni Girasole Club.

Wskazówka: Jeżeli chcecie zobaczyć Toskanię, camping Norcernni Girasole jest idealną baza wypadową. Florencja znajduje się około 38 km, Arezzo 55 km, Siena 65 km a San Gimignano 79 km.

Kemping Norcenni Girasole Club

2/13/2018

Włochy praktycznie: kupujemy lody

Włochy praktycznie: kupujemy lody

Ile kosztuje gałka lodów we Włoszech? Dlaczego kulka lodów kulce nierówna? Czy to prawda, że lody we Włoszech są tak dobre, jak o nich mówią?  Dlaczego warto mieć ze sobą lek przeciwalergiczny nawet jeżeli NIE zamierzacie kupować lodów orzechowych dzieciom  uczulonym na orzechy... Odpowiedzi na te i inne pytania w dzisiejszym wpisie.

Lody we Włoszech


To oczywiste, że dzieci i nie tylko dzieci, przepadają za lodami. Powiedziałabym, że większość dzieci można nazwać ,,lodożercami," dlatego we Włoszech, gdzie lodziarnie są niemal za każdym rogiem, bardzo trudno będzie wam wyznaczyć limit w budżecie na wydatki na lody. Szczególnie gdy żar leje się z nieba i każdy szuka odrobiny ochłody. 

Nawet ja, czyli osoba, która nie lubi lodów i skusi się tylko na smaki wyszukane, lub dziwne, we Włoszech miałam wiele okazji do degustacji lodów, których w Polsce po prostu nie ma. I powiem wam, znowu podkreślam, że jako osoba, która nie przepada za tym deserem, że niemal wszędzie, gdzie próbowałam włoskich gelati ich smak był znakomity. Fakt, naszym zdaniem 80% serwowanych lodów było stanowczo za słodkich, aczkolwiek i na to znaleźliśmy sposób!

Sekret włoskich lodów leży w sposobie w jaki są przyrządzane. Te najlepsze, serwowane w rodzinnych lodziarniach przygotowywane są na miejscu w lodziarni według pilnie strzeżonych, a bywa, że i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, receptur. Gdziekolwiek kupowaliśmy lody, smakowały po prostu rewelacyjnie.

Ciekawostka: Jeżeli wydaje wam się, że we Włoszech będziecie mogli również kupić znane w Polsce lody włoskie, czyli lody świderki w waflu, to się mylicie. Nazwa, ,,lody włoskie”, która przyjęła się w Polsce, utrwaliła się w naszym języku, bo lody te kręcono z automatów pochodzących z Włoch. (źródło wikipedia)

Jak kupować lody we Włoszech? Smakowy zawrót głowy

Gdy  po raz pierwszy staniecie z dziećmi przed ladą z lodami przygotujcie się na dłuższą chwilę oczekiwania, bo od ilości smaków nawet dorosły może dostać rozstroju decyzyjnego, nie mówiąc o dziecku. Na szczęście każdy smak ma zazwyczaj nazwę angielską, pod nazwą włoską, więc nie będziecie kupować w ciemno. 


Smaki lodów we Włoszech można podzielić na trzy grupy: tradycyjne, następną grupę stanowią lody owocowe, a ostatnią grupą są lody, do których pasuje nazwa fantazyjne.
Lody tradycyjne ( występujące w większości lodziarni)
waniliowe, jogurtowe, śmietankowe (crema late) straciatella, cafe late, tiramisu, czekoladowe,
orzechowe - lody o smaku orzechów laskowych (nocciola), pistacjowe
gorzka czekolada (dark chocolate) jako wariacja lodów czekoladowych , do dostania w niektórych lodziarniach
Lody owocowe (w zależności od sezonu)
truskawkowe, melonowe, cytrynowe (lemon), morelowe (apricot), arbuzowe watermelon, ananasowe, wiśniowe, jagodowe (bluberry) miętowe (mint) owoce leśne (frutti di bosco)

Ostatnia grupa to…smaki fantazyjne, czyli niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, charakterystyczne dla danej lodziarni, lody będące efektem natchnienia, lub błędu, ale jakże pysznego, mistrza cukiernictwa ze specjalizacją lodowe desery.

Kilka przykładów:
Florentine - we Florencji, smak grapefruitowy z dodatkiem…chili?
Charcoal (węgiel drzewny) lody o przedziwnej nazwie, uwierzcie mi kolorek miały adekwatny do tej nazwy.
Smurf - lody w kolorze niebieskim nawiązujące do bohaterów słynnej kreskówki
Mojito limonkowe z alkoholową nutą
Gelateria Italiana


Tak więc stoicie w kolejce, smaki wybrane, dzieci przebierają nogami czekając na miłą dla podniebienia ochłodę. I teraz nadchodzi ten moment – kusi was duży lodowy puchar, duży rożek, a w nim trzy, lub więcej kul o różnych smakach. Podpowiem wam : nie warto. Dlaczego? 

Z dwóch powodów: po pierwsze prawdziwe włoskie lody topnieją w oczach, gwarantuję, że we włoskim upale mniejsze dzieci skończą umorusane lodami nim przejdziecie 200 metrów, przy czym jest duże prawdopodobieństwo, że wcześniej część lodów wyląduje na chodniku.

Naprawdę lepiej jest kupić mały, lub średni lód dwa razy niż jeden raz duży wielogałkowy puchar, chyba, że liczycie się z tym, że spora część lodów zostanie na rękach/ubraniach waszych pociech.

Po drugie, w większości lodziarni, lody zarówno tradycyjne jak i owocowe są megasłodkie. Nawet naszej córce, która uwielbia słodycze i lody zdarzało się nie zjadać swojej porcji do końca, bo kompozycja smaków, którą sobie wybrała była po prostu za słodka. 

Wskazówka: Jak nie zasłodzić się jedząc lody we Włoszech? Po prostu kupując lody spróbujcie tak dobrać smaki, by jeden z nich przełamywał słodycz drugiego. Do lodów śmietankowych/waniliowych, które są naprawdę słodkie, zasugerujcie dzieciom raczej smak cytrynowy, czy limonkowy a nie truskawkowy. Chyba, że lubicie poziom słodyczy ustawiony na max. Dodatkowo nie zapomnijcie o wodzie mineralnej!


Wielkość porcji i ile kosztuje gałka lodów

We Włoszech nie ma gałek, czy kulek. Lody nakładane są szeroką łyżką w ilości, która w oczach nakładającego równa się ilości właściwej dla danego rozmiaru lodów. Nie są to kulki o stałej wielkości,  a raczej nieforemnie nałożone porcje, przez co każdy lód jest wyjątkowy w swoim kształcie.

Najmniejsza porcja to ,,gelato picolo”- mały lód odpowiadający jednej gałce porównywalnej do polskiej. Czasem w cenie gelato picolo, czyli w cenie jednego ,,nałożenia” można dostać dwa smaki lodów, jeżeli nie jest to jasne w opisie lodów dostępnym przy ladzie, wystarczy zapytać. 



Wskazówka: gelato picolo w dwóch smakach to idealne rozwiązanie dla dzieci. Taki przykładowy nasz wakacyjny dialog: 
– Mamo, ja też chcę dwie gałki (wiem, że przy dwóch się umaże, zasłodzi i nie zje do końca)
– Hej, przecież masz lód 2 smakowy, tak jakby 2 gałkowy, jak zjesz i będziesz chciała dokładkę, to kupię ci drugiego. (nigdy się to nie zdarzyło)

Oprócz gelato picolo, można kupić gelato medio i gelato grande.

W lodziarniach w Polsce nie ma zwyczaju serwowania lodów w papierowych kubeczkach. 
We Włoszech za każdym razem musicie pamiętać, by przy zamawianiu podać nie tylko wielkość lodów, ale i to, czy chcecie swoja porcję w rożku (ang. in a cone) czy w papierowej miseczce (ang in a cup). Cena jest taka sama, chodzi raczej o wygodę.

Uwaga: orzechy!

Włosi, przyzwyczajeni do turystów, bez problemu odbiorą od was zamówienie po angielsku, ale już bardziej skomplikowane pytania o skład lodów mogą pozostać bez odpowiedzi, lub uzyskacie odpowiedź niepełną.
Ci z was, których dzieci uczulone są na orzechy znają ten problem. To oczywiste, że nie kupujecie dzieciom lodów bakaliowych, pistacjowych i z orzechami. We Włoszech również należy zachować szczególną ostrożność kupując lody czekoladowe. 

U nas degustacja lodów czekoladowych w Wenecji zakończyła się rajdem do pobliskiej apteki z powodu nagle pojawiającej się wysypki. Na szczęście zdążyliśmy 15 minut przed zamknięciem. 

Okazało się, że,  by wzbogacić smak czekolady, do lodów dodana była miazga z orzechów laskowych, bez informacji dla kupujących. Rano tego samego dnia, ale w innej lodziarni, również zamówiliśmy lody czekoladowe i ponieważ nic się nie działo, uśpiło to naszą czujność.

Uczulenie na orzechy laskowe występuje dosyć często, tak więc uważajcie kupując dzieciom lody czekoladowe.

Po historii w Wenecji zawsze mieliśmy ze sobą fenistil w kroplach i zawsze pytałam o skład lodów czekoladowych upewniając się, że nie ma w nich noccioli/nuts, czuli orzechów, bo nie we wszystkich lodziarniach praktykuje się podawanie takich informacji przy smaku lodów. Powiedziałabym, że w większości lodziarni brak było takiej informacji.
Czasem dowiadywałam się, że śladowe ilości mogą wystąpić, ale śladowe ilości u mojego syna nie wywołują reakcji alergicznej. 

A teraz coś, czego się pewnie nie spodziewacie: na moje pytanie o noccioli w lodach czekoladowych, w jednej z lodziarni w Cecina del Mar sprzedająca je dziewczyna odpowiedziała, że oczywiście ich lody czekoladowe są bez orzechów, zasłaniają się zawsze śladowymi ilościami, ale to standard. 

Gdy usiedliśmy przy stoliku, by owe lody zjeść, za ladą zrobiło się nagłe zamieszanie i popłoch, po czym wyjaśniono nam, nie bez trudu, bo angielski nie by ich mocną stroną, a naszą włoski, że, co prawda lody są bez orzechów, ale w ich wafelkach do lodów są zmielone orzechy laskowe! W wafelkach do lodów! No o tym bym nie pomyślała…

Wskazówka: jeżeli wasze dzieci mają silną alergię na orzechy lepiej zrezygnujcie z lodów czekoladowych i wafelków do lodów jeżeli nie macie pewności odnośnie składu. Zawsze też warto mieć ze sobą lek antyalergiczny.

Nasze ulubione Gelaterie

Absolutny numer 1 Werona l’arte del gelato
Adres: Werona, Via Leoni 3,

Lody tak pyszne, że zamawiałam je trzy razy pod rząd(!) co nigdy do tej pory się nigdzie nie zdarzyło. Wiele składników bio, dużą wagę przykłada się w tej lodziarni właśnie do składników, z których większość pochodzi od lokalnych dostawców.  

No2  Florencja Amalo Gelato E Passione
Adres: Florencja, Piazza Gaetano Salvemini 2/3


We Florencji możemy wam polecić wyjątkową lodziarnię/ coffee shop do której trafiliśmy przez przypadek. Mała, na uboczu, a tak doskonałe lody! 

Wafle do lodów robione są tam również według własnej receptury, w cenie jednego „nałożenia” można było wybrać dwa smaki, a smak lodów był po prostu bajeczny polecamy! My zdecydowaliśmy się na dwusmakową porcję średnią za 2,50 euro – jak na Florencję to dobra cena (czerwiec 2017)




No3 Figline de Incisa Valdarno,  La Gelateria Elmi
Adres: Figline de Incisa Valdarno, Piazza Marsilio Ficino 1
Miasteczko Figline de Incisa Valdarno ma taką właśnie perełkę wśród lodziarni. Od ilości smaków może się zakręcić w głowie, a jakość lodów też była doskonała. Polecamy!

2/02/2018

Jak zaplanować wyjazd na narty z dziećmi?

Jak zaplanować wyjazd na narty z dziećmi?


Czy istnieje miejsce idealne na wyjazd na narty z dziećmi? Odpowiedź nie jest taka oczywista.

Niektórzy z was zastanawiają się, szczególnie przed pierwszym wspólnym wyjazdem na narty, czy warto jest zapłacić więcej i wybrać ośrodki w Austrii lub we Włoszech. A może dzieciom wystarczy to, co proponują znacznie bliższe polskie, czy słowackie ośrodki?

Do tej pory wypróbowaliśmy już chyba wszystkie warianty wyjazdów narciarskich (początek sezonu, koniec sezonu, wyjazdy studenckie, przy stokach, z dojazdem, w domkach, w hotelu, w wynajętym pokoju ;), z apartamentami rezerwowanymi przez pośrednika, uff sporo tego było).

Przerobiliśmy nawet wyjazd pod tytułem ,,narty w Alpach samolotem" raz, gdy nasz syn miał 9 miesięcy. Niestety z powodu kosztów i dość skomplikowanego planowania takiego wyjazdu już więcej tego nie powtarzaliśmy. 

Po (już!) 12 latach wspólnych wyjazdów na narty z dziećmi, mieliśmy okazję przekonać się co, tak naprawdę, jest istotne dla dzieci w każdym wieku. I tak naprawdę wybór miejsca na wyjazd był głównie uzależniony od wieku naszych dzieci. Co innego braliśmy pod uwagę jako rodzice przedszkolaków, a co innego jako rodzice dzieci starszych, już jeżdżących.
 
Oprócz wieku i potrzeb dzieci (o tym w dalszej części wpisu) ważny był wybór terminu wyjazdu szczególnie wówczas, gdy nasze dzieci nie chodziły jeszcze do szkoły. Dlaczego? o tym przeczytacie poniżej.
 

Po pierwsze: termin wyjazdu

Nasze wyjazdy na narty z dziećmi można podzielić na te ,,przed szkołą" i te, które organizowaliśmy gdy Piotrka zaczął obowiązywać kalendarz roku szkolnego z ustalonymi terminami ferii zimowych.
I powiem wam, że zanim Piotruś stał się pierwszakiem było o wieeeele łatwiej.

Zwykle obserwowaliśmy prognozy pogody, tak, by trafić na świetne warunki śniegowe i słońce. Zakwaterowania też szukaliśmy w ostatnim momencie, dopasowując się do urlopu. I to działało. I ceny były niższe. I , co najważniejsze, nie było kolejek do wyciągów!

Dzięki temu, że śledziliśmy prognozy pogody, mieliśmy i słońce i śnieg, plus brak kolejek do wyciągów właśnie na polskich stokach, między innymi w Białce Tatrzańskiej. Polecamy drewniane domki ,,Wiocha" w Białce Tatrzańskiej poza głównym sezonem!

Z naszego pobytu, gdy Gusia miała 2 latka, a Piotruś 6, byliśmy bardzo zadowoleni.


Gdy Piotrek zaczął chodzić do szkoły, musieliśmy organizować nasze wyjazdy na narty właśnie w ferie. I wówczas zaczęliśmy wybierać ośrodki słowackie i czeskie na przykład Wielką Raczę, Chopok i Donovaly. Dlaczego nie polskie?

Ci z was, którzy jeżdżą na nartach, czy desce doskonale zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się na polskich stokach w czasie ferii zimowych. Większość biur podróży, szkół narciarskich, czy firm proponujących zorganizowany wypoczynek dla dzieci organizuje wyjazdy na ferie zimowe właśnie w polskie góry. Z oczywistych powodów (blisko i taniej) ruch na polskich stokach w czasie ferii zimowych się zauważalnie zwiększa,  co zazwyczaj oznacza kolejki do wyciągów i niezliczone szkółki narciarskie zjeżdżające grupami, lub stojące na stokach.

wskazówka: Jeżeli wasze dzieci to przedszkolaki, warto jest sprawdzić terminy ferii dla wszystkich województw i tak wybrać wasz termin, by nie kolidował z feriami. Możecie to zrobić na przykład tu : terminy ferii 2020



Po drugie: warunki na stokach


Nie oszukujmy się, wyjazd na ferie do ośrodków w Polsce, na Słowacji, czy w Czechach to nerwowe przeglądanie prognoz pogody i modlenie się, by nie przyszło ocieplenie i deszcz. To prawda, zdarzają się zimy, kiedy mocno sypie i warunki w Polsce są doskonałe. Ubiegły sezon (2018/2019) był tego dowodem. Ale to nie jest reguła.

Naprawdę nie ma nic gorszego niż padający śnieg z deszczem i szarobure chmury codziennie przez cały narciarski wyjazd, na który często czeka się cały rok. Przeżyliśmy to i na Słowacji i w Czechach. Przemoczone kurtki po kilku zjazdach, przetarcia do ziemi na stoku, kamienie wyłażące tu i tam...


Alpy to zupełnie inna kategoria, płacisz więcej, ale przynajmniej wiesz, czego się spodziewać. Wiesz, że ten śnieg po prostu będzie. Choćby na lodowcu, gdzieś w okolicy, ale zawsze będzie. 
Tak więc jeżeli liczą się dla was warunki śniegowe, ilość, rodzaj i przygotowanie tras, jeżeli cieszą was szerokie trasy i bezkolejkowe wjazdy - wybierzcie Alpy.




1/09/2018

Nasze podróże z dziećmi: Włochy

Nasze podróże z dziećmi: Włochy
Chyba każdy się zgodzi, że południe Europy to wymarzony kierunek wakacyjny dla rodzin z dziećmi. Mnie zawsze ciągnie na południe, po prostu uwielbiam słońce i śródziemnomorski klimat, te długie szpalery oleandrów przy drodze, gaje oliwne na wzgórzach, malownicze wioski, gdzie czas jakby się zatrzymał.

Od zawsze marzyła mi się  Toskania, tak więc, gdy wybieraliśmy nasz kierunek wakacyjny na kolejny, rodzinny road trip zaproponowałam Włochy. W zasadzie musiałam przekonać tylko męża, bo z dzieciakami poszło bardzo łatwo. 

Zaczęłam od tego, że chcielibyśmy pokazać im Wenecję i krzywą wieżę w Pizie, ale  wystarczyło, że wspomniałam, że mogą też liczyć na jakiś park wodny, baseny ze zjeżdżalniami (codziennie) pyszne lody i pizzę... i już nie musiałam dalej wyliczać, bo usłyszałam długie, głośne i przeciągłe taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!!My chcemy do Włoch!
 

Włochy z dziećmi


Zgodnie z naszym stylem podróżowania, do Włoch pojechaliśmy bez sztywno ustalonej trasy, dzięki czemu korygowaliśmy plany zgodnie ze zmieniającą się pogodą. Nasze włoskie wakacje były też dla nas pewnym przełomem, bo po raz pierwszy postanowiliśmy wynająć przyczepę kempingową. Wcześniej jeździliśmy z namiotem i dodatkowo rezerwowaliśmy miejsca w hotelach, czy pensjonatach  już podczas podróży, przez jeden ze znanych serwisów.

Tym razem mieliśmy prawie trzy tygodnie urlopu i dużą, wygodną przyczepę. Za wynajęciem przyczepy przemawiał fakt, że nawet gdybyśmy nie znaleźli wolnego miejsca na kempingach (nasze doświadczenia z Francji), to i tak zawsze będziemy mieli gdzie przenocować. 

Przed wyjazdem zrobiliśmy tylko jedną rezerwację kempingową. Szczerze mówiąc, to nie byłam pewna, czy to zadziała - nie udało mi się znaleźć informacji o tym, czy łatwo jest o miejsca na włoskich kempingach w wakacje, gdy przyjeżdżasz bez rezerwacji. A Włochy to nie Norwegia, gdzie możesz rozstawić się na noc gdziekolwiek :) 

Założyliśmy sobie, że na kempingach będziemy zatrzymywać się na dwa, góra trzy dni i pokręcimy się po okolicy, już bez przyczepy.

wskazówka: Brak rezerwacji na kempingach we Włoszech jest ...ryzykowny, ale jak się dowiecie z tego wpisu Włochy: jak zaplanować wyjazd, wszystko zależy od tego, KIEDY wybieracie się do Włoch. Plusem braku rezerwacji jest pełna dowolność kierunku, w którym możecie się udać.

1/05/2018

Jak to się wymawia?

Jak to się wymawia?
 Jak poprawnie wymawiać nazwy włoskich dań?


Do poprawnej wymowy nazw dań z kuchni włoskiej na przykład  gdy zamawiacie je w restauracji, nie jest konieczna biegła znajomość włoskiego. Pomijam już wymowę słowa "gnocchi, " którą 90% osób inspirujących się angielskim przekręci, ale warto chyba wiedzieć jak dobrze zamówić kawę macchiato nie sądzicie?

Przechodząc do sedna, na filmikach poniżej, które kiedyś znalazłam i które są tak konkretne, że od razu mi się spodobały, znajdziecie  poprawny sposób wymawiania włoskich specjałów :

Bruschetta, gnocchi i reszta - jak to się mówi?

Jak wymawiać nazwy włoskich dań?

Jak to jest z tym zamawianiem kawy we Włoszech?

Dla większości Włochów pierwsza poranna kawa równa się espresso, które zamawiają, często w biegu,  mówiąc po prostu: ,,Un caffè, per favore." O espresso częściej proszą turyści. 

W kafejkach  zamawia się również znane i lubiane cappuccino, caffe macchiato (kawa po włosku z odrobiną mleka lub piany z mleka) caffe latte (podawane zwykle w wysokich szklankach z większą ilością mleka), latte macchiato (mało kawy, dużo mleka) I uważajcie z wymową :),

Jeżeli chcecie zgłębić temat zamawiania kawy we Włoszech, polecam  wam te strony:

Jak to Włosi robią, czyli słów kilka o zamawianiu i spożywaniu kawy w słonecznej Italii.

Włochy subiektywnie -jak nie zwariowac we włoskim barze


Czy warto uczyć się włoskiego przed wyjazdem?


Przed wyjazdem do Włoch postanowiłam nauczyć się podstaw włoskiego, tym bardziej, że po pierwsze po prostu lubię uczyć się nowych języków, a po drugie zastanawiałam się, czy uda nam się z Włochami dogadać po angielsku. W większych miastach, czy rejonach popularnych wśród turystów bez problemu możecie porozumiewać się po angielsku - na kempingach, we wszelkiego rodzaju kasach biletowych, restauracjach, sklepach, bo w miejscach tych zatrudniane są osoby znające przynajmniej podstawy angielskiego. Ale ponieważ my zamierzaliśmy przemierzać prowincję pomyślałam, że znajomość przynajmniej podstaw plus słownik w ręku być może ułatwi nam zadanie.



W sumie było kilka takich sytuacji. Raz, czy dwa musiałam przez telefon dopytywać o miejsca na kempingu po włosku, bo akurat osoba znająca angielski jeszcze nie przyszła do pracy i słyszałam z drugiej strony (jakkolwiek to brzmi) "Sorry, no speak English."


Tak naprawdę nie potrzebujecie rozbudowanych struktur gramatycznych, by się dogadać, a im częściej danych zwrotów będziecie używać, tym łatwiej je zapamiętacie i użyjecie ponownie.


Na początek nauki polecam wam płyty: "Włoski dla początkujących" do słuchania w aucie. Jest tego sporo w sklepach. Ja korzystałam między innymi z CD "Włoski w samochodzie" wyd.Edgar.  Na płycie jest trochę niepotrzebnych słówek, czy zwrotów, ale ogólnie oceniam tę płytkę bardzo dobrze.


1/02/2018

Włochy: jak zaplanować wyjazd z dziećmi

Włochy: jak zaplanować wyjazd z dziećmi
Jeżeli planujecie tegoroczny urlop i marzą się wam wakacje z dziećmi we włoskim klimacie koniecznie przeczytajcie ten wpis. 
Szczególnie jeżeli wybieracie się do Włoch po raz pierwszy.

cyprysowa alejka Toskania

Sierpień we Włoszech? Nie, dziękuję...


Uwierzcie mi, że wyjazd do Włoch w sierpniu to nie jest najlepszy wybór. Szczególnie jeżeli jesteście, tak jak my, zwolennikami spontanicznych objazdówek, lubicie wyjazdy kamperem, czy podróże z przyczepą campingową. 

We Włoszech nie macie możliwości zatrzymania się kamperem w dowolnym miejscu na noc. I chociaż Włochy to kraj, gdzie camping jest niemal za każdym rogiem, to wyjazd bez rezerwacji w sierpniu równa się kłopoty. 

Planując wakacje we Włoszech w sierpniu musicie mieć zaplanowane noclegi (na campingach, lub w pensjonatach/hotelach), zrobione i opłacone rezerwacje i z góry ustaloną trasę objazdówki. 

Co takiego sprawia, że sierpień to najgorszy dla turystów miesiąc na wakacje i zwiedzanie Włoch?

Po pierwsze, Włosi masowo wyjeżdżają wówczas na urlopy - we wszystkich nadmorskich miejscowościach, na campingach, w aquaparkach i parkach rozrywki panuje jeszcze większy ruch.

Po drugie, o ile czerwiec, czy początek lipca to we Włoszech jeszcze tzw średni sezon, to sierpień jest już zdecydowanie w wysokim sezonie i w związku z tym ceny są również wyższe.

Po trzecie, rzut oka na miesięczne wykresy temperatur we Włoszech pokaże wam, że sierpień jest zazwyczaj bardziej upalny i burzowy. Weźcie to pod uwagę jeśli planujecie, na przykład, wyjazd pod namiot z dziećmi w sierpniu. 

My doświadczyliśmy szalejących burz i ulewnego deszczu pod namiotem, co prawda nie we Włoszech, ale w Chorwacji, na campingu pod drzewami i zapewniam was, że nie było to doświadczenie warte polecenia.

I stare, harcerskie sztuczki z saperką nic nie dadzą, bo ziemia jest tak zbita i twarda, że ciężko w nią wbić nawet szpilkę do namiotu.

Jaki termin wyjazdu wybrać?

Jeżeli, tak jak my, macie dzieci w wieku szkolnym, to naszym zdaniem, najlepszym terminem na wyjazd z dziećmi do Włoch jest koniec czerwca, początek lipca. 
Według nas to optymalny termin na wakacje we Włoszech z dziećmi jeżeli planujecie objazdówkę i nie chcecie wiązać się rezerwacjami.

My, wyjeżdżając pod koniec czerwca na nasze włoskie prawie trzytygodniowe wakacje mieliśmy tylko jedną 3-dniową rezerwację planowaną na drugi tydzień pobytu w okolicy Florencji. Nie mieliśmy ustalonej, sztywnej trasy. 
Naszym celem była Toskania, a inne punkty na trasie mieliśmy wybierać w zależności od pogody, lub tego, co nas zaciekawi.

Gdybyśmy planowali takie wakacje  z dziećmi w sierpniu, wyjazd bez rezerwacji prawie na pewno zmieniłby się w dramatyczne poszukiwanie kempingów, lub kwater. 

Dlaczego? Jak już wspomniałam, Włosi całymi rodzinami wyjeżdżają wówczas na urlopy. W pierwszej połowie lipca większy ruch na kempingach był tylko podczas weekendów, kiedy to Włosi wyjeżdżali na dwa dni z miast.

Pamiętam jeden kemping w górach, taki naprawdę na odludziu, na którym w sobotę do 10.00 rano naszą przyczepę otoczyły kampery i wioska namiotów, nie wspominając o towarzyszących tej wiosce plastikowych stołach rozstawionych w rzędzie pod naszymi oknami. Sądząc po ilości koszy piknikowych, szykowała się impreza w gronie rodziny i przyjaciół.

Przy czym, ustalmy to, taka ,,rodzinna impreza" to we Włoszech tak ponad 20 osób i poziom decybeli adekwatny.
Z tego co zaobserwowałam, to Włosi często uciekają za miasto w weekendy, bo która rodzina z dziećmi spędzałaby wolne dni w dusznym i pełnym turystów mieście? Wszyscy ciągną nad wodę..

Wcześniejsze rezerwacje? Niekoniecznie...

Ta część wpisu zainteresuje tych z was, którzy lubią spędzać wakacje na kempingach. 

Gdy wyjeżdżaliśmy tylko we dwoje, zawsze bez rezerwacji, mniejszą wagę przywiązywaliśmy do tego, gdzie rozbijemy namiot, albo wynajmiemy pokój - zawsze coś się znalazło. Odkąd jednak jeździmy z dziećmi jest inaczej.

Przed naszym wyjazdem nie znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie: czy trudno jest we Włoszech znaleźć miejsca na kempingach jadąc bez wcześniejszych rezerwacji w terminie koniec czerwca, początek lipca. Teraz mogę z doświadczenia napisać, że na wszystkich kempingach, na których zatrzymaliśmy się pod koniec czerwca i na początku lipca było zawsze sporo wolnych miejsc, wyjątkiem jest kemping nad Gardą, ale tam byliśmy w połowie lipca. 

Tak więc gdybyśmy jechali do Włoch pod koniec czerwca i w tym roku - również nie robilibyśmy żadnych rezerwacji.

Czerwiec - niski sezon

Wyjazd w czerwcu to również niższe ceny na kempingach. Zwykle do końca czerwca Włosi mają ceny jak przed sezonem (tzw  low season). Na niektórych kempingach nawet w pierwszym tygodniu lipca był jeszcze niski sezon (low season), a w północnych Włoszech, na kempingu w górach, nawet do połowy lipca trwał tzw średni sezon, również z niższymi cenami.

Nie będzie pewnie dla was niespodzianką jeśli powiem, że najbardziej oblegane kempingi w północnej cześci Włoch, to te w rejonie jeziora Garda. Także jeżeli zależy wam na konkretnym kempingu właśnie nad Gardą, lub jeżeli wybieracie się w tamte okolice w drugiej połowie lipca, proponujemy byście zrobili wcześniejszą rezerwację. My byliśmy nad Gardą w terminie 10/07-13/07 i już około 90% miejsc było zajętych. Jednak wydaje się, że w pierwszej połowie lipca gdzieś zawsze znaleźlibyście miejsce, bo nad Gardą kempingów jest mnóstwo.

Jeszcze dosyć istotna informacja: w północnej części jeziora Garda znacznie trudniej o wolne miejsca kempingowe, gdy przyjedziecie bez rezerwacji. Nasi znajomi byli nad północną Gardą pod koniec lipca (też bez rezerwacji) i wszystkie miejsca były zajęte. Nie bez znaczenia jest też fakt, że okolice Torbole to znane i bardzo popularne miejsce wśród windsurferów.

Wskazówka: Jeżeli planujecie wakacje pod namiotem/kamperem/z przyczepą we Włoszech, to możecie zaryzykować i pod koniec czerwca i na początku lipca jechać w ciemno. Jeżeli zależy wam na konkretnym kempingu nad Gardą - zróbcie wcześniej rezerwację.

Jeżeli interesują was opisy kempingów, na których zatrzymaliśmy się podróżując po Włoszech, poniżej znajdziecie linki do wpisów:
1. Kemping Miramare (Wenecja) opis kempingu TUTAJ
 


miejsca kempingowe na kempingu Miramare

2.Kemping Norcerni Girasole (Florencja)
opis kempingu TUTAJ

3.Kemping Valle Gaia (Piza/Siena/Lukka)
opis kempingu TUTAJ


camping Valle Gaia Toskania



12/13/2017

Toskania: Camping Valle Gaia

Toskania: Camping Valle Gaia
camping Valle Gaia Tuskany

Rodzina 2+2, auto, przyczepa, kierunek wakacyjny Włochy, a konkretnie Toskania. Naszą trzytygodniową, rodzinną podróż po Italii rozpoczęliśmy od Wenecji (nasze wskazówki odnośnie zwiedzania Wenecji z dziećmi znajdziecie tutaj: Wenecja: informacje praktyczne) Później ruszyliśmy na południe w kierunku Toskanii.

Camping Valle Gaia

Po wielkim molochu jakim był dla nas camping Norcerni Girasole Club, następna nasza miejscówka była miłą odmianą. Camping Valle Gaia, położony trochę na uboczu, około 9 kilometrów od Ceciny, był w rodzaju tych campingów, które podobają się nam najbardziej. 

W Toskanii zamierzaliśmy poszukać słynnych cyprysowych alei i wiejskich krajobrazów znanych z przewodników i filmów. Planowaliśmy przejechać  wzdłuż wybrzeża drogą Strada Regionalle Aurelia, oraz chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć Pizę, Sienę i Lukkę.

Camping Valle Gaia bardzo dobrze wpasował się w nasze plany, bo uznaliśmy, że odległość Pizy (61km), Sieny i Lukki od campingu jest dla nas akceptowalna, byśmy mogli zobaczyć te miasta bez przemieszczania się za każdym razem w inne miejsce.

camping Valle Gaia Tuskany
recepcja kempingu Valle Gaia
Gdy dotarliśmy na miejsce, a było to wieczorem, temperatura w cieniu znacząco przekraczała 30 stopni. Nasze dzieci z szybkością światła założyły stroje kąpielowe, obwiesiły się dmuchańcami i pobiegły do basenu. Musiały się spieszyć, bo zostało nam 45 minut do jego zamknięcia. Grunt to dobra motywacja!


camping Valle Gaia Tuskany

11/27/2017

Wenecja: Camping Miramare

Wenecja: Camping Miramare
(aktualizacja sierpień 2019)

Wenecja miała stać się naszym pierwszym przystankiem podczas wakacyjnego road tripu po Włoszech. Gdy przed wyjazdem szukaliśmy campingów w okolicy Wenecji od razu zwróciliśmy uwagę na campingi w okolicach Punta Sabbioni. Powód był prosty - blisko do Wenecji i co równie ważne - taniej niż w Wenecji. 
 
Wybraliśmy Camping Miramare. Dlaczego?
 
Ze względu na bliskość przystanku tramwajów wodnych ( niecały kilometr – 15 minut spaceru, lub szybki dojazd rowerami) 
 
info: O tym dlaczego jest to według nas ważne przeczytacie we wpisie Wenecja z dziećmi.
 
Nie bez znaczenia była też cena. Dzieci od 2 do 10 lat miały tam zniżki, ceny do końca czerwca też były niższe. Podobnie jest i w 2019 - do 06 lipca dorośli: 7,40 euro, dzieci: 2-10 lat 5 euro plus cena za piazzolę 16 euro.
 
Dla porównania na dużym campingu również w okolicy (Marina di Venezia), z bardzo rozbudowanymi basenami i atrakcjami dla dzieci w cenie, koniec czerwca 2019 to już wysoki sezon z ceną za piazzolę dwa razy wyższą (32,50 euro) plus do tego dorośli płacą 13,30 euro, a dzieci od 5 lat w górę płaca 9,60 euro. 
 
Jeżeli jednak w okolicach Wenecji chcielibyście z dziećmi zostać dłużej i szukacie rozbudowanych basenów to warto rzucić okiem na camping Marina di Venezia.
 
 Jak widzicie warto jest dokładnie przestudiować cenniki!
 

plaża w okolicach Wenecji



11/23/2017

Trzy Korony i Droga Pienińska

Trzy Korony i Droga Pienińska

Trzy Korony zobaczycie na niemal każdej pocztówce i w każdym folderze turystycznym z Pienin. Oprócz flisaków spływających Dunajcem, Trzy Korony są tak charakterystyczną atrakcją Pienin, że trudno ją przeoczyć.  Tak naprawdę, Trzy Korony to nazwa szczytu na który składa się pięć położonych obok siebie turni Okrąglicy Płaskiej Skały, Pańskiej Skały, Niżniej Okrąglicy i turni zwanej Nad Ogródki. Na najwyższej z nich Okrąglicy (982 m n.p.m.) zbudowana została metalowa platforma widokowa (z barierkami) mogąca pomieścić 30 osób.





Widok z platformy widokowej na Okrąglicy (Trzy Korony) robi wrażenie, dlatego by w pełni się nim nacieszyć spróbujcie przeanalizować prognozy pogody podczas waszego pobytu tak, by wybrać dzień z najlepszą widocznością. My właśnie tak zrobiliśmy. Prognozy pogody zapowiadały nam piękny, słoneczny dzień z doskonałą widocznością dopiero ostatniego dnia naszego pobytu i właśnie wtedy postanowiliśmy wejść na Okrąglicę (Trzy Korony) a po drodze zobaczyć ruiny Zamku Pienińskiego.

Trzy Korony
Trzy Korony


11/12/2017

Pieniny z dziećmi - wąwóz Homole i Wysoka

Pieniny z dziećmi - wąwóz Homole i Wysoka
Jeżeli wybieracie się z dziećmi w Pieniny koniecznie przeczytajcie ten wpis i skorzystajcie z naszych wskazówek. W październiku ubiegłego roku, korzystając z pięknej pogody, zabraliśmy dzieci (10 i 6 lat) na trzy dni w Pieniny. Pierwszego dnia weszliśmy na Sokolicę. Nasze wrażenia i wskazówki odnośnie wejścia na Sokolicę z dziećmi znajdziecie  TUTAJ. Drugiego dnia wybraliśmy wejście na Wysoką przez Wąwóz Homole. Na poniedziałek zostawiliśmy sobie wejście na platformę widokową na Okrąglicy (szczyt Trzy Korony), nasze wskazówki znajdziecie TUTAJ.

wskazówka: W słoneczne, jesienne weekendy w Pieninach można się spodziewać licznych amatorów górskich wędrówek  z okolic i nie tylko, dlatego jeżeli wybieracie się w Pieniny właśnie na weekend przedłużcie urlop o jeden lub dwa dni. Znajomi, którzy wchodzili w sobotę na Okrąglicę (Trzy Korony) czekali na wejście na platformę widokową 40 minut! W poniedziałek, gdy my tam się udaliśmy, nie było żadnej kolejki.

szczyt Wysoka Pieniny




Dzień drugi

Wąwóz Homole, wejście na Wysoką, zejście niebieskim szlakiem do schroniska na Durowce.
czas przejścia szlaku z dziećmi : 6 godzin (w tym 3 dłuższe przerwy i obiad w schronisku)
początek Wąwóz Homole znajduje się niedaleko wsi Jaworki i tam polecamy zacząć wędrówkę, wracając przez schronisko na Durowce robimy pętęlkę i wracamy na parking.


W niedzielę postanowiliśmy wejść na Wysoką przez wąwóz Homole, który jest jedną z pienińskich atrakcji. Wysoka natomiast jest najwyższym szczytem Pienin (1050 m n.p.m.) należącym do Korony Gór Polski. Jeżeli zabieracie dzieci na Wysoką opowiedzcie im o Koronie Gór Polski, najwyższych szczytach w pasmach górskich na terenie Polski.


wskazówka: W pobliżu wejścia do wąwozu znajduje się duży, płatny parking. Rano w niedzielę około 10.00 nie mieliśmy żadnego problemu z zaparkowaniem.  Koszt pierwszej godziny postoju  to 3zł, każda następna rozpoczęta 2,50zł. (październik 2017)

Wąwóz Homole nie jest długi, z pewnością ma mniej niż 1 kilometr. Na końcu wąwozu dochodzi się do Polany Dubantowskiej. Podobno jest to  bardzo ładny wąwóz, piszę podobno, bo na mnie nie zrobił wrażenia. Być może zimą, lub latem prezentuje się piękniej. W połowie października, w pochmurny dzień cały wydawał się szaro brązowy od gliniastej mokrej ziemi i opadłych liści.



O ile strumienie górskie w Tatrach wyglądają pięknie o każdej porze roku, na tle zieleni drzew (fakt, iglastych) i mchów na licznych kamieniach i głazach, o tyle strumień w wąwozie nie wyglądał zbyt ciekawie (znacznie mniej kamieni, więcej opadłych zbutwiałych liści, gliniasta ziemia, błoto, błoto, błoto)



W zasadzie wąwóz przelecieliśmy migiem, może dlatego, że Gusia szła z dwójką dzieci znajomych, a jak wiadomo dzieci zajęte rozmową, czy zabawą, po górach po prostu śmigają. Mnie na pewno liczne metalowe schodki, dosyć szpetne mostki i błoto na ścieżce powodujące ślizganie się motywowały do jak najszybszego pokonania tego odcinka szlaku.





wskazówka: Bardzo prawdopodobne, że jesienią w wąwozie Homole na ścieżce będzie śliskie błoto. Przydadzą się więc dobre buty, tym bardziej, że wąwozem idzie się lekko pod górkę. Ci którzy podchodzili po błocie pod górę wiedzą, że to niezła ekwilibrystyka. Buty najlepiej by były nieprzemakalne, z nieślizgającymi się podeszwami i by łatwo je było potem wyczyścić, bo zapewniam was, że po przechadzce buty będą oblepione błotem. Dla młodszych dzieci polecam zabranie nieprzemakalnych spodni – w razie potknięcia się, czy upadku zupełnie nie będziecie musieli przejmować się mokrym, ubłoconym ubraniem. Dla starszych dzieci proponuję zabrać do auta dodatkowe spodnie do przebrania się po powrocie.


Na końcu wąwozu wychodzi się na Dubantowską Polanę, na której są drewniane stoły i ławy. Wszyscy zatrzymują się tu, by odpocząć, część idzie dalej, a część wraca tą samą trasą w dół do parkingu.


Wskazówka: Tak jak już wspominałam ważną rzeczą, gdy zabieracie dzieci w góry są „punkty na trasie”  i historie z nimi związane. W wąwozie Homole takim punktem mogą być Kamienne Księgi. Znajdują się one właśnie na polanie na końcu wąwozu. Dzieci z pewnością będą zaciekawione jak one wyglądają, a gdy opowiecie im legendę od razu będą podchodzić dwa razy szybciej!



Za polaną skierowaliśmy się na szlak na Wysoką. Początkowo jest to łatwe podejście, częściowo lekko pod górę i lasem, ścieżka naturalna, bez ułożonych kamieni, czy poręczy. Potem po równym terenie, z przeprawą przez strumień po kamieniach. Wychodzi się na odsłonięte, pagórkowate szczyty, z których są rozległe, aczkolwiek całkiem zwyczajne, panoramy.

 Z pewnością pięknie wyglądają zimą, gdy trzeba przedzierać się przez śnieg, a wokół jest biała cisza. Jesienią podczas naszego wejścia, było jak na typowym, turystycznym  szlaku, ludzie podchodzący grupkami, grupka tu grupka tam.. I to właśnie wydaje się być charakterystyczne dla Pienin: szlaki są w sumie łatwe, tak więc popularne wśród wycieczek szkolnych, rodzinnych i innych.

Końcowy odcinek prowadzący na Wysoką może być wyzwaniem dla osób nieprzygotowanych kondycyjnie. Jest stromo i po błocie, w zasadzie bez poręczy, czy ułożonych kamieni, które mogłyby służyć jako stopnie. Przy wchodzeniu, by się nie poślizgnąć trzeba przytrzymywać się korzeni i uważnie stawiać kroki.



 Nie wiem jak to się dzieje, ale nasze dzieci takie szlaki lubią najbardziej – takie gdzie musisz się trochę podciągać, powspinać, podeprzeć rękami. Dzieci poleciały na górę z mężem tak szybko, że nawet nie wiem jak sobie na tym odcinku radziły. Faktem jest, że były zmordowane na górze i chwilę odpoczywaliśmy na pniach.




Po zejściu z Wysokiej szlak prowadzi lasem przez jakiś czas, zwężając się i rozszerzając do tego stopnia, że wygląda niemal jak alejka w parku. Ten fragment jest łatwy i taki…spacerowy mimo tego, że są różnice wysokości. Z czasem wychodzi się na bardziej odsłonięty teren, las się przerzedza i ukazują się nam ładne panoramy, z widocznymi w oddali Trzema Koronami.Ten odcinek jest bardzo widokowy, łatwy, a ponieważ są to odsłonięte grzbiety nie ma na szlaku błota. Polecamy szczególnie jesienią gdy kolory są przepiękne. W dole możecie zobaczyć dach schroniska i my właśnie tam się udaliśmy. Zejście do schroniska na Duraszce jest bardzo łatwe i wygodne.




Pieniny z dziećmi, zejście z Wysokiej


O schronisku nie będę się wypowiadać, bo wpadliśmy tam tylko coś zjeść. Tak więc w październiku 2017 jeżeli coś nadawało się do jedzenia to były to jedynie pierogi z jagodami/borówkami. Pomidorowa, mimo, że porcja solidna, była fatalna. Tak samo gulasz.

wskazówka: zdarzają się schroniska gdzie możecie założyć, że zjecie coś gorącego i pożywnego. W schronisku na Duraszce spotkało nas rozczarowanie, także zabierzcie więcej prowiantu.

Nasza wycieczka zakończyła się na parkingu, gdzie zostawiliśmy auto. Tak więc w 6 godzin zrobiliśmy pętelkę i to było dla nas optymalne rozwiązanie.

Copyright © 2016 tu byliśmy , Blogger